Nie wychodzę z domu bez pełnego makijażu. Kiedyś bardzo chciałam zostać charakteryzatorką albo chociaż makijażystką, ale za namową rodziny poszłam na rozsądne studia typu rachunkowość. Teraz mam równie rozsądną pracę biurwy i niby nieźle mi idzie, ale z czasem coraz bardziej nie cierpię swojego życia. Robienie „mejkapu” przed pracą albo nawet wyjściem do biedry po bułki to jedyny naprawdę satysfakcjonujący moment w ciągu dnia.
Dodaj anonimowe wyznanie
Możesz zrobić kurs i zacząć sobie dorabiać np. w weekendy w perfumerii czy drogerii. W zależności od tego, jak Ci będzie szło, podejmiesz decyzję, czym chcesz się dalej zawodowo zajmować.
A Ty wiesz, że nigdy nie jest za późno na zmiany w życiu? Ludzie idą na studia w wieku 60 lat, zmieniają branżę po 40 latach doświadczenia, rzucają korpo by robić w warsztacie stolarskim... spróbuj i Ty :)
Nie wiem czy nie lepiej teraz zarobisz jako makijażystka. Bajońskie sumy sobie życzą za ślubne makijaże, a wyjściowe makijaże u mnie w mieście co najmniej 250 zł kosztują
Zależy ile klientów przyjdzie i jak duża i dobra jest konkurencja. Jako dorabianie sobie po pracy jak najbardziej OK.
Do kursu makijażu skończyć jeszcze kurs manicure hybrydowego i można śmiało zarabiać. W sezonie weselnym i studniówkowym makijaż, a poza sezonem paznokcie. Ogrom kobiet robi sobie hybrydy, nie wierzę, że by jej nie wypalił ten biznes. Mam w mieście multum salonów i każdy od lat się twardo trzyma. A miasto nieduże.
Btw po pracy dorabianie raczej nie wyjdzie, bo makijaż wieczorowy wykonuje się rano/przed południem ;)