Nie wychodzę z domu bez pełnego makijażu. Kiedyś bardzo chciałam zostać charakteryzatorką albo chociaż makijażystką, ale za namową rodziny poszłam na rozsądne studia typu rachunkowość. Teraz mam równie rozsądną pracę biurwy i niby nieźle mi idzie, ale z czasem coraz bardziej nie cierpię swojego życia. Robienie „mejkapu” przed pracą albo nawet wyjściem do biedry po bułki to jedyny naprawdę satysfakcjonujący moment w ciągu dnia.
Dodaj anonimowe wyznanie
Możesz zrobić kurs i zacząć sobie dorabiać np. w weekendy w perfumerii czy drogerii. W zależności od tego, jak Ci będzie szło, podejmiesz decyzję, czym chcesz się dalej zawodowo zajmować.
No właśnie, makijażystka to jest akurat taki zawód, że bardzo łatwo go zacząć robić dorywczo - bierzesz tyle zleceń ile dasz radę, nie potrzebujesz gabinetu, dojeżdżasz do klientek, gownie pracujesz w ot, sob, nd, bo tak są wszelkie bale, śluby, komunie. Jako charakteryzatorka to możesz porobić vouchery na charakteryzację i sprzedawać na różnych złotach fantasy itp. Jak już się wie, co się lubi robić, to trzeba próbować to osiągnąć.
Moim zdaniem patrzysz ze złej strony. Masz stabilną, bezpieczną i przewidywalną pracę, która gwarantuje dobre zarobki. Kokosów nie ma, ale to też nie najniższa krajowa. Masz świetne warunki by teraz rozwijać się w makijażu. Pójść na jakiś kurs, zacząć prowadzić Instagrama, bawić się tym. Dobrze prowadzone konto pozwoli Ci na to, żeby znaleźć potencjalnych klientów, a z czasem ocenić czy rzeczywiście możesz i chcesz się z tego utrzymać, czy lepiej zostawić to w kategorii hobby. Więc serio, nic straconego, musisz tylko się odważyć na pierwszy krok :)
Ku*wa społeczeństwo ma wdrukowaną mentalności ofiary . Nigdy w historii człowieka nie było lepszej dostępności do szkolnictwa, idź na kurs i coś ze sobą zrób a nie żalisz się w internecie
Tak, to nawet nieźle zbadany fenomen.
Zasada podziału 80:20.