#f5dtj
Jedna z nich dotyczyła depresji w młodym wieku, a przekaz był dosłownie taki, że nastolatkowie wymyślają sobie owe objawy i ta choroba w 90% przypadków wcale nie ma miejsca, tylko ktoś chce zwrócić na siebie uwagę, bo depresja to bardziej moda niż choroba. Ewentualnie też usprawiedliwianie lenistwa. Padło też stwierdzenie, że to lekarze wymyślili sobie tę chorobę tylko po to, aby na tym zarabiać. Za to druga prezentacja dotyczyła aborcji i zawierała statystyki mówiące o tym, że prawie każda kobieta po tym zabiegu odczuwa smutek, żal i rozpacz, a w połowie przypadków kończy się samobójstwem. Dodatkowo większość kobiet decydujących się na ten zabieg ma problemy z prawem. Uczniowie również odnosili się z ogromną pogardą do kobiet, ich ton był wręcz agresywny.
Na tyle mnie zaniepokoiły owe prezentacje, że postanowiłam wziąć uczniów z obu grup na rozmowę po zajęciach i wytłumaczyć im, że są w błędzie bądź czerpali informacje ze złych źródeł. Ku mojemu zdziwieniu, większość z nich uznała, że przecież to powszechne informacje i nawet mówi się o tym w ich domach. I po naprawdę długiej rozmowie doszłam do wniosku, że nic nie mogę zrobić, skoro to rodzice wpajają swoim dzieciom takie rzeczy.
To przykre, dlatego piszę właściwie to wyznanie. Po prostu nie mogę pojąć, gdy na drodze do edukacji własnego dziecka stoi jego własny rodzic. Nawet i nie o samą edukację chodzi, a o robienie wody z mózgu na temat bardzo poważnych rzeczy.
to trzeba bylo powiedziec ze maja zrobic prace oparte na wiarygodnych zrodlach I statystykach
To samo chciałam napisać. I tak jestem zdziwiona, że ktokolwiek zrobił prezentacje na podstawie swoich przemyśleń. Przecież musiał sam te myśli wklepywać na klawiaturze, łatwiej jest skopiować z wikipedii.
Dokładnie, kiedy chodziłam do liceum nauczyciele zaliczali prezentacje i prace pisemne wyłącznie z bibliografią, choćby po to by przygotować nas na studia.
Najpierw trzeba ich nauczyć jak odróżniać wiarygodne źródła od niewiarygodnych. To nie takie proste i sporo dorosłych ma z tym problem, stąd m. in. wysyp szurii w internecie. Z drugiej strony nikt tych dorosłych nigdy tego nie uczył, a by się przydało. Jednak mamy do czynienia z 2 klasa liceum, to już wystarczający wiek żeby to ogarnąć.
Jestem piękną młodą dziewczyną. Chcę spotkać się z facetem lub dziewczyną za darmo wirtualny seks. Rzadko odwiedzam tę stronę. mój regularny profil, moje zdjęcia i filmy są tutaj xgirls.webjj.site/id995346
Zróbcie coś szybko z tym botem :/
Jaki skromny ten bot. :P
O niee ! ... ktoś myśli inaczej niż ja
Ja nie rozumiem, gdzie tu rodzic stoi na drodze do edukacji dziecka. Sama jestem przecinikiem aborcji - takie mam poglądy i mam do tego prawo. Nie palilabym na stosie kazdego, kto sie na nia zdecydował ale swoje zdanie mam jakie mam. Moj mąż ma dokładnie takie samo. Nasza rodzina - patrz rodzice, dziadkowie - tak samo. I jakoś nie traktujemy tego jako temat tabu, więc moje dziecko bedzie pewnie siłą rzeczy wiedziało, że jego rodzina jest przeciw. Jest to normalne. Mam nie rozmawiać o poglądach swoich i wszystkim tego zakazać, bo co? Bo jeszcze moje dziecko bedzie mialo takie same, a to przecież takie średniowieczne? Każdy ma prawo myśleć co chce. Jedyne, co ja bym zrobiła, to gdybym tylko dowiedziala sie, jakie bylo zadanie, sprawdzilabym, co zrobil mój syn i kazala tam wlepic argumenty za. Moim zdaniem tak powinna wygladac dobra praca - jakieś argumenty zaczerpniete z różnych źródeł, podające argumenty za, przeciw, a na koncu mozna sie donie czegoś ustosunkowac i wyrazić swoja opinie. Jakos nauczycielka tez bym tak powiedziała swoim uczniom: "prezentacja zrobiona w polowie, ponieważ dobra praca zawsze pokazuje poglady obu stron a na koncu mozna opowiedzieć sie po jednej z nich i juz". Ale na pewno nie uważam, zeby bylo z nimi cos nie tak, bo maja inne poglady niz nauczyciel. Co to w ogóle za myślenie.
Nie wiem, jakie jest zdanie autorki na ten temat. Ja jednak uważam, że ci rodzice "stoją na drodze do edukacji swoich dzieci" podając im swoją opinię jako fakt. Mądry, rozumny człowiek pojąłby, że to zdanie rodziców, ale ci uczniowie najwidoczniej traktują to jako niepodważalną prawdę.
Kluczowe jest pytanie, czyjej aborcji jesteś przeciwna.
Bo mam nadzieję że nie masz na myśli macic innych kobiet, tylko swoją.
Możesz mieć swoje zdanie, ale przykro mi, nie możesz decydować i zabraniać aborcji innym kobietom, bo one lepiej znają swoją sytuację niż Ty.
Tak samo, jak ja jestem przeciwna utrzymywaniu przy życia ludzi-warzyw, ale nie mogę rodzicom takich osob tego zabronić, ani nawet krytykować.
Niech każdy się martwi o własne zdrowie/życie/dzieci.
W odpowiedzi na drugą część twojego komentarza, nauczycielka nie mówi, że z dziećmi jest coś nie tak. Wydaje mi się, że chodzi jej raczej o to, że dzieci mówiły bzdury powtarzane przez rodziców. Bo nie ma absolutnie żadnych badań które mówią, że połowa kobiet które miały aborcję się zabiły. A mimo wszystko taka wiedza jest rozpowszechniania.
Problem w tym, że te dzieciaki podając swe "argumenty" przeciw podały tak naprawdę bzdury wyssane z palca. To nie są żadne prawdziwe argumenty, tylko na dobrą sprawę powielanie opinii rodziców bez sprawdzenia, czy mają one cokolwiek wspólnego z prawdą.
Co innego opowiadać dziecku o swoich przemyśleniach, czy opiniach na dany temat, a co innego jawne okłamywanie.
Zaznaczę tutaj, że mówiąc "połowa kobiet po aborcji dokonuje samobójstwa" nie jest opinią, jest właśnie taką bzdurą-zastraszajką, która brzmi jak fakt poparty jakimiś statystykami. Opinia, to może być: "moim zdaniem aborcja jest złym rozwiązaniem, bo uważam, że w brzuchu rozwija się już dziecko i ono też ma prawo do swojego życia".
czyjej aborcji jestem przeciwna? No skoro to są moje poglądy to chyba każdej. Ale wcale nie oznacza to, że nagle będę głosić morały, czy zabraniać tego innym kobietom. Ja jestem przeciwna ale każdy robi co chce. Nikt mi jednak nie zabroni "pomyśleć sobie swojego" jeżeli o aborcji ktoś mnie poinformuje. Nawet odwazylabym się skomentować i powiedzieć "Twoje ciało, Twój wybór, ja bym się nigdy nie zdecydowała" a ogólne moje poglądy są takie i już i jakby to np. ode mnie zależało to bym całkowicie zakazała ale nie zależy i wiem o tym. Za nikogo nie decyduje ale myślę co myślę, to chyba właśnie są poglądy.
To co piszecie o faktach to racja. Jakoś się nie skupiłam. Ale tak samo, jako nauczycielka bym zapytała o źródła i powiedziałabym, że każde słowo w pracy musi być poparte jakimkolwiek źródłem. Na końcu prezentacji przecież nikt nie wpisze "rodzice" jako źródło. Więc miałabym argumenty, żeby kazać im przygotować prezentacje jeszcze raz. (tak w ogóle to ja powiedziałabym o budowie prezentacji, co powinna mieć i jak powinna wyglądać zadając tą pracę. Wtedy nikt nie miałby wątpliwości).
Jak nie masz władzy, to nie zabraniasz. A jakbyś miała, to byś zabroniła...
Najpierw piszesz ze jesteś przeciwna aborcji, ale "nie oznacza to, że nagle będę głosić morały, czy zabraniać tego innym kobietom." a za chwilę jest "moje poglądy są takie i już i jakby to np. ode mnie zależało to bym całkowicie zakazała ale nie zależy i wiem o tym"
Czy mam rozumieć, że to tylko i wyłącznie kwestia tego, czy masz władzę czy nie?
W głównej mierze tak. Aborcji nie popieram, jestem jej przeciwna i bym zakazala. Natomiast nie wpierdzielam sie w macice innych kobiet jakby to robily (np. nielegalnie czy coś) - nie glosilabym ich na policje, czy wrzeszczala po nich wyglaszajac swoja racje.
To troche jak z narkotykami - ja jestem przeciwna, nigdy bym nie wziela sama i całkowicie stanowczo nie popieram ale nie znaczy to, ze latam po mieście i szukam cponow, czy dilerów, żeby ich zgłosić albo prowadzić im edukacje.
Twoje życie, Twoja sprawa - jednak sa ludzie, którzy do prawa sie dostosowują i to, ze cos jest nielegalne lub legalne może komuś ułatwić lub utrudnic decyzje - dlatego, gdybym miała władzę, to bym zakazala.
Moglam zamotac ale mam nadzieje, ze napisalam zrozumiale i wiesz o co mi chodzi ;)
Czytam moj komentarz i widzę błąd ogromny i az mi wstyd. Przez przypadek mi sie musiało wklepac. Oczywiscie mowie tu o ćpunach a nie ćpónach ;)
uczniowie więcej wiedzieli w temacie niż nauczycielka jak widac
Jesteś nauczycielem, możesz więc coś zrobić! Przeprowadź swoje lekcje na oba te tematy. Tylko dobrze się przygotuj. Zaprezentuj im inny punkt patrzenia na te problemy, ale bądź obiektywna - depresja dostała rykoszetem przez subkulturę emo i wielu osobom z tym się kojarzy. A poglądy na temat aborcji często uzależnione są od wiary i religijności. Zrób taką konfrontacje i dyskusje na forum klasy. Niech inni uczniowe też mogą się wypowiedzieć w tych tematach. Teraz w szkołach często jest psycholog - zaproś go na lekcje o depresji.
Większość dzieciaków w pewnym momencie przestaje zgadzać się z poglądami rodziców, szuka „prawdy” i odprowadzi na dręczące go pytania. Jedni dojrzewają do tego szybciej, a inni wolniej.
Oj nie bardzo może to zrobić. Możesz mi wierzyć, że rodzice przylecą do szkoły poskarżyć się na nauczycielkę.
Serio? Źródła, które dostarczają informacji na temat negatywnych skutków aborcji w psychice matki, takie jak smutek, żal do siebie, depresja czy samobójstwo są złymi źródłami, bo nie zgadzają się z Twoim światopoglądem?
@sosczostkowy O boże... Owszem, takie skutki mogą wystąpić, gdy kobieta dokonuje aborcji wtedy, gdy nie do końca jest tego pewna, bądź robi to pod przymusem albo pod wpływem chwilowej emocji. Wtedy jak najbardziej może czuć się z tym źle, bo nie była pewna. Jednak odsetek takich skutków jest bardzo niski, bo na ogół na aborcje decydują się kobiety, które są pewne swoich zamiarów i aborcja jest dla nich jak zbawienie, a nie powód do żalu. Bardzo podoba mi się częsta opinia kobiet po aborcji, które w swoich świadectwach mówią, że w całym tym zabiegu, najgorsze dla nich było po prostu bycie w ciąży.
Poważne, dobre źródła nie będą podawały, że "prawie każda" kobieta żałuje aborcji, bo to po prostu kłamstwo. Takie rzeczy tylko u prolifowców. I pół biedy, jeśli ktoś robiący porządny research odniesie się do takich źródeł jak i do świadectw kobiet, które po aborcji czują się wyśmienicie i niczego nie żałują. Ale uczniowie zgodnie z ich/ich rodziców poglądami skorzystali tylko z takich źródeł, jakie im pasowały światopoglądowo. To błąd.
Skąd wzięło się myślenie, że aborcja jest jakimś cudownym lekarstwem. Tak naprawdę jest ona traumatycznym przeżyciem dla kobiety.
@elcarlo Dla mnie traumatyczne byloby bycie w ciąży, a możliwość usunięcia jej, jak zbawienie.
Właśnie m.in. przez to mam wrażenie, że jest to wyznanie pod "gównoburzę"
sosczostkowy, demonizowanie kobiet, które dokonały aborcji nie jest dobre. Niektóre z nich robią to, bo zostały zgwałcone albo są ciężko chore.
W ogóle odnoszenie się z pogardą, czy wręcz wykazywanie agresji względem kogokolwiek nie jest dobre.
Przecież nigdzie nie napisałem, że demonizowanie kobiet i wyrażanie się o nich z pogardą jest dobre.
Tylko ze ci uczniowie nie mieli nawet źródeł, a opinie swoje i swoich rodziców.
Przykro mi, jak czytam tu komentarze.
Na świecie jest wiele milionów głodnych dzieci, które nie mają się w co ubrać, chodzą brudne, zagłodzone, są niechciane, porzucone w domach dziecka.
Was to nie obchodzi.
Te dzieci są już duże, one już czują i PAMIĘTAJĄ.
Niechciane dzieci pamiętają doskonale przemoc, alkohol, bicie, dom dziecka, brak miłości od mamy, nieobecność taty, głód...
A co pamięta dziecko które nie ma ukształtowanego mózgu?
Jest tyle kobiet, które zaszły młodo w ciążę i pozbyły się dziecka, albo będąc w ciąży się zabiły, lub mąż je wykorzystał, albo ktoś zgwałcił.
Wychowanie dziecka w tych czasach, to okrutnie ciężka praca. TYM BARDZIEJ, jeśli chce się to zrobić dobrze i mądrze. Nie każda kobieta jest gotowa zostać matką a bywa tak, że zabezpieczenie zawiedzie. I nie piszcie mi, proszę, że jak nie jest gotowa na dziecko, to niech się nie rucha.
Nie...
To tak nie działa, bo seks to nie tylko jest dla dzidziusia, ale też dla dwojga ludzi, którzy się kochają i mają ze sobą więź. A dla niektórych to po prostu zwykła przyjemność. I to też jest okej.
Aborcja istniała zawsze. Tylko wcześniej były inne sposoby. Lub zwyczajnie dzieci się zabijało po narodzinach. To dopiero było nieludzkie. Z resztą, dalej się zdarza.
Z całym szacunkiem, ale wystarczyło abyś kazała sobie przedstawić tematy i powiedzieć uczniom, ze musisz je zaaprobować. W mojej opinii jednak dobrze się stało. Możesz przecież zrobić kilka lekcji wychowawczych z cyklu fakty i mity odnośnie aborcji czy innych ważnych tematów. Sama możesz znaleźć odpowiednie artykuły lub zaprosić specjalistę na lekcję np. Psychologa, ginekologa itp. W moim liceum zabrali nas do ośrodka interwencji kryzysowej i nie było tematów tabu: gwałt, poród, depresja, alkoholizm, narkotyki. Może warto pomyśleć o czymś takim?
I ty jako nauczyciel przyjmujesz za źródło " bo rodzice tak pedzieli psze pani" ? A kto, jeśli nie ty, ma ich nauczyć korzystać ze źródeł? Wytłumaczyć, co jest wiarygodnym źródłem, a co nie, nauczyć szukać nie tylko czegoś, co ma potwierdzić ich teorię. Porażka pedagogiczna na całej linii, wstyd się przyznawać.
O ile zrozumiem, że mnóstwo ludzi nie ma pojęcia o aborcji, więc wyobraża to sobie jako wyciąganie szczypcami dojrzałego już dziecka z macicy albo widzą to tak jak na tych słynnych plakatach czy innych propagandowych filmach. Po czym twierdzą, że tak właśnie ten zabieg wygląda i dlatego widzą w tym morderstwo. No cóż, ludzie są naiwni i niedouczeni, ale nie pojmuje, że nadal ktoś uważa depresje za lenistwo. Choroba, która dotyka masę osób i może prowadzić do śmierci, o której jest wszędzie głośno i jest wybitnie powszechna, a nadal ludziom się wydaje, że ktoś nie wstaje z łóżka i funkcjonuje jak wrak człowieka, bo mu się nie chce. Przykre i żałosne jednocześnie. Myślałam, że ten moment, gdzie osoba chora jest nierobem i chce uwagi, mamy już za sobą.
No to coż poradzić, że są aż tak uparci lub ignorują pewne fakty. Poza tym na 10 moich dyskusji z przeciwnikami aborcji, mniej więcej 6 uważa to co ujęłam w komentarzu wyżej.
Jakie fakty masz na myśli DownZpiekla?
Etanolansodu, a w którym momencie płód zmienia się magicznie w ontologicznie inny byt i może być nazywany człowiekiem?
@Etanolansodu No raczej nikt cie do aborcji nigdy nie zmusi.
@sosczostkowy Fakty są takie, że aborcja jest przeprowadzana na zarodku, a nie na dziecku. Nikt na swiecie nie usuwa późnej ciąży na życzenie.
No dobrze, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Po zapłodnieniu jest człowiek. Odnoszę się tu do Etanolansodu, która dokonują rozróżnienia na człowiek i płód jakby to były dwa zupełnie inne byty.
Down - Okres zarodkowy u człowieka trwa do 12 tygodnia ciąży. W Holandii aborcja jest legalna nawet do 21 tygodnia, więc to nie prawda, że aborcję dokonuje się "tylko" na zarodku. Hiszpania - podobno do 14 tygodnia, Belgia planuje legalizację do 18. Pozwalamy sobie w tym temacie na coraz więcej.
Z tego co wiem, w niektórych krajach, które wymieniliście wygląda to tak, że do 12 tygodnia można to zrobić bez zadnego problemu i podawania przyczyny, natomiast po tym czasie trzeba miec zaświadczenie od lekarza lub kilku lekarzy. Gdzies wystepuje jeszcze cos takiego jak specjalna rada, która ustala, czy po 12 tygodniu mozna ta aborcje przeprowadzic czy nie. A jeszcze pozniejszy czas to moment, gdy zezwala sie na aborcje tylko wtedy, gdy zagraza zrowiu, zyciu kobiety albo z plodem sa jakies problemy.
Polecam zapoznać się z terminem aborcji postnatalnej, czyli możliwości legalnego zabicia dziecka nawet po urodzeniu. Przykład Virgini pokazuje dobitnie, dokąd prowadzi przesuwanie granic.
Jestem ciekaw kiedy, będzie można abortować niechciane/niegrzeczne dzieci. W końcu, nie wszystkie są kochane tak samo, część jest bita przez nieodpowiedzialnych rodziców, są nieszczęśliwe i wyrośnie z nich patologia, o ile wcześniej nie popełnią samobójstwa z powodu depresji. Nie mówiąc o tych co są chore i i tak nie będą samodzielne, albo nie dożyją 30stki. Może w końcu zjawi się jakiś amerykański naukowiec, który powie, że w zasadzie dziecko do hmmm niech będzie 10 roku życia (w innym kraju do 12) to w zasadzie zwierzątko i taka aborcja to samo dobro dla rodziców, którzy będą mogli lepiej spożytkować swoje zasoby finansowe, niż utrzymywanie takiego pasożyta.
Jakby ktoś nie załapał to oczywiście ironia. Ludzie przejrzyjcie na oczy! Niektóre rzeczy są po prostu złe i nie zależy to od okoliczności.