#eIkdr

Męża poznałam w pracy, trzymaliśmy się razem przez kilka lat, chociaż ja wyleciałam po miesiącu (na trzy nowe osoby tylko jedną mogli wziąć na stałe). Wzięliśmy ślub, trzy miesiące później zaszłam w ciążę. Dziecko było planowane i chciane. Ciągle gadaliśmy do brzucha, głaskałam go, czułam taką wyjątkową więź, której mi brakło.

Do czasu porodu. Nigdy, nigdy nie powiedziałabym, że to możliwe, ale nie chciałam nawet widzieć tego dziecka. Trzeciego dnia dali mi je do pokoju, teraz ja miałam się nim zająć. Ale wpadłam w histerię. Płakałam, że to nie jego miejsce, że ma być w brzuchu, że ja go nie chcę... żebyśmy go oddali, że chcę żyć jak dawniej, bez dziecka. Lekarz i położna mówiły, że to częste, że to mija. Ale jakie częste? Naokoło mnie wszyscy dziubdziali do dzieci, a ja go nie chciałam.

Mojemu mężowi pozwolono zostać tak długo jak chce i przyjść tak wcześnie jak chce. Nie obowiązywał go już grafik odwiedzin. Zabrali ode mnie dziecko na salę noworodków. A ja płakałam, że chcę do domu. Wypisałam się następnego dnia, zostawiając dziecko.

To był poniedziałek. We wtorek mąż pojechał tam sam. W środę naciskał, że powinnam go zobaczyć. Pojechałam. Trzymałam go na rękach, ale butelkę trzymał mąż. Ja go karmić nie chciałam. Nie przewinę. Nie przebiorę. Badanie ma? Ja wychodzę. Aż mąż spytał, kiedy go wypiszą. No, jak będą badania porobione, jak będzie OK i gdy ze mną będzie już dobrze - bali się, że coś mu zrobię.

To mnie wkurzyło. Autentycznie. To ja urodziłam to dziecko i nikt mi nie będzie o nim decydował. Od środy robiłam wszystko ''na pokaz''. Śpiewałam, karmiłam, przewijałam, całowałam brzuszek. Nie dla dziecka, tylko żeby im pokazać, że je wykiwam, że mi uwierzą, że jest dobrze i jestem lepsza od psychiatrów. Nie było w tym dziecka.

Ale to był pierwszy kamyczek, który miał mi pomóc. Przestałam się odsuwać, już nie płakałam na jego widok (wcześniej się hamowałam jak mogłam), zaczął być mi mniej okropny, a jednak dalej taki obojętny.

Zabraliśmy go do domu. Zajmowałam się nim, ale niewiele czułam. Aż do dnia, kiedy płakał, a mąż nie mógł go uspokoić. Wzięłam go na ręce... i nagle cisza. No cisza. Przytulił twarz i śpi. Rozpłakałam się wtedy, czułam się jak menda, która otrzymała tyle miłości za nienawiść. Jestem tak zła, a on mnie tak kocha.

Od tamtej pory jest inaczej. Wynagradzałam mu mój brak na początku. Potem byłam mamą, jakiej potrzebował. Teraz ma kilka miesięcy i jest moim ukochanym maluszkiem.

To podobno częste. Nie znam nikogo o podobnych doświadczeniach. Ale może komuś pomogę zrozumieć, że nie zrobił nic złego, że nie jest sam. To się dzieje. I wcale nie oznacza, że jesteś gorsza.
Mikkininaj Odpowiedz

Brawo dla lekarzy za to, że widząc jaka jest sytuacja uważali na Ciebie a nie mieli w dupie, bo równie dobrze mogli to olać, wypisać dziecko a potem byłaby kolejna historia w mediach o zabitym noworodku

pacynkazeszmatek Odpowiedz

Depresja poporodowa to straszne zaburzenie, dobrze, że wyszłaś z tego.

Pauliluap

To nie depresja ale nerwica poporodowa.

Luuuuuuzik

Chyba oczywiste, że gdyby autorka miałaby depresję poporodową, to musiałaby się leczyć- coś takiego samo nie odchodzi.

pacynkazeszmatek

Autorka zaczeła udawać, że jest ok co przyczyniło się do bezproblemowego (?) wyjścia ze szpitala. Zakładam, że lekarze a raczej położne, bo to one spędzają więcej czasu z matką, uznali, ze to normalne u młodej matki, bądz autorka uśpiła ich czujność.

PurpleLila Odpowiedz

Powinno się więcej mówić o takich sytuacjach

Slodkijezu Odpowiedz

Moim zdaniem jesteśmy nieświadomi jak wygląda połóg. Tak naprawdę nikt o tym nie mówi. Ciąża to straszny czas dla organizmu. Kobieta wraca ze szpitala i wtedy się dopiero zaczyna: hormony dają popalić, między nogami armagedon, nie możesz siedzieć, piersi chcą wybuchnąć, mdłości, wszystko boli, do tego zmęczenie bo nie odespałaś porodu. A tu wycieczki rodzinki i tysiące rad: powinnaś to, dziecko musi tamto, dlaczego mąż nie robi tak. Psychika płata nam wtedy okropne figle i same nie wiemy co się z nami dzieje. A wszystkim się wydaje ze po porodzie to pstryk i magicznie jesteś jak nowa.

Majabzykbzyk Odpowiedz

Świetnie, że to napisałaś. Wiele kobiet tak ma, że chociaż dziecko jest wyczekane, to po porodzie je odrzuca od dziecka.
Ja miałam podobne doświadczenia. Bardzo źle znosiłam ciążę. Rodziłam prawie 3 doby. Poród skończył się cesarskim cięciem. Dziecko odratowali w ostatniej chwili. Ja dostałam gorączki i przez kilka godzin nie reagowałam na bodźce. Mężowi powiedzieli, że jak przetrwam noc, to przeżyję.
Po porodzie straszny baby blues. A w domu, szkoda gadać! Dziecko płakało, a ja z nim. Byłam wrakiem człowieka. Mąż pomagał mi jak mógł, ale musiał chodzić do pracy. Opamietanie przyszło po 10 miesiącach. To był najgorszy czas w moim życiu.
Ciarki mnie przechodzą na samą myśl, co się wtedy ze mną działo.
Mam żal do najbliższych, bo wszyscy oprócz męża twierdzili, żebym się wzięła za siebie, bo stroję fochy i dramatyzuję. A ja po prostu potrzebowałam wsparcia i życzliwości, a nie krytyki i "dobrych rad".

Sparkle92

Oburzyło mnie, że dopiero po trzech dobach zrobili Ci cesarkę, to straszne. Nie upominałaś się o cesarkę? Że czujesz, że nie dasz o własnych siłach rady?

Majabzykbzyk

To był mój pierwszy podród. Wiec przestawiali mnie z kąta w kąt. A ja nie wiedziałam, czy to jest normalne, czy nie. Moja ówczesna doktorka powiedziała mi przez telefon: "Już się zaczęło. To powodzenia". I już wiecej nie dzwoniłam...
W końcu mój maż i położna, która przyszła na nową zmianę zainterweniowali.
Położna wezwała innego, starszego lekarza do zbadania mnie. Po 30 minutach byłam na stole.
Potem mąż mi powiedział, że starszy po wyjściu z mojej sali dał burę (delikatnie mówiąc) młodemu, że omal mnie i dziecka nie zabili.

KaskaDupaska Odpowiedz

Współczuję i gratuluje jednocześnie.

mefretetes Odpowiedz

Również rodziłam niedawno. I naprawdę pierwszy miesiąc to był dla mnie koszmar. Robiłam wszystko by się nie zajmować córką, chętnie wyreczalam się moja mamą czy mężem. Gdy płakała, płakałam razem z nią. Dookoła słyszałam tylko "dobre rady" i to nawet od kogoś, kto dzieci nie ma, to mnie wkurzało. Aż wreszcie przyznałam się mężowi, że ja chyba jej nie kocham, że mnie wszystko wkurza, że nie mam czasu nawet zjeść..i zeszło ze mnie to wszystko. Zrozumiałam, że córka to mnie potrzebuje, że czasem jak płacze, to płacze za mną. Od tamtego momentu jesteśmy prawie nierozłączne

anonimowy1979 Odpowiedz

Dokładnie tak samo miała moja żona.

Pepe Odpowiedz

Masakra w sensie że nie wyobrażam sobie co przeżywasz i co przeżywaj Twój mąż. Moi rówieśnicy mają już swoje dzieci a ja nic a nic, podziwiam wszystkich rodziców, tych prawdziwych.

warren93 Odpowiedz

Takie zmiany widywalem tylko na kursie Bitcoina

airborn

o nie.... XD

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie