#eHfI0

W szkole największą trudność sprawiała mi matematyka. Miałam bardzo wymagającą nauczycielkę, która gardziła uczniami słabymi z matmy, w tym mną. PO pierwszym słabym sprawdzianie byłam u niej skreślona. Strach było poprosić ją o wytłumaczenie czegokolwiek, bo często powtarzała: „Jak można tego nie rozumieć, to takie proste!”. Nie rozumiałam, więc ciągle łapałam złe oceny. Przez ten jeden przedmiot cała moja edukacja zamieniła się w koszmar. Uczyłam się w każdy weekend, siedziałam nad książkami i miałam często powtarzające się koszmary, że oblewam matmę. Nie zliczę wakacji i ferii, na których zamiast się bawić, to zamartwiałam się matematyką i tym, czy sobie poradzę. Co dziwniejsze, z innymi przedmiotami nie miałam żadnych problemów.
W końcu poszłam na korepetycje. I wyszło na to, że wystarczyło poświęcić mi trochę czasu na wyjaśnienia, żebym zaczęła wszystko rozumieć... Okazało się, że jednak to nie ja jestem beznadziejna – po prostu poprzednia nauczycielka nie potrafiła mi nic wyjaśnić, bo po prawdzie nawet się nie starała. Po kilku tygodniach korepetycji pierwszy raz dostałam czwórkę ze sprawdzianu z  matmy i to był szok dla mojej nauczycielki. Uznała, że ściągałam... Wzięła mnie do tablicy i przemaglowała na wszystkie sposoby, a ja, choć zestresowana, poprawnie rozwiązywałam zadanie po zadaniu. W końcu musiała uznać, że faktycznie umiem to zrobić sama. Jej niedowierzającej miny nigdy nie zapomnę, a satysfakcję na wspomnienie tamtej chwili odczuwam do dziś :)
karolyfel Odpowiedz

Brawo, gratuluję!
To musiało być wspaniałe uczucie, gdy udowodniłaś samej sobie, że możesz i potrafisz.

Procesor Odpowiedz

Daily reminder, że wartość rynku korepetycji w zeszłym roku przekroczyła miliard złotych. Już nawet połowa rodziców posyła dzieci na korki. Powoli zaczynamy mieć de facto prywatny system oświaty xD

A autorce, jeśli wyznanie aktualne, szczerze gratuluję, tak jak przedmówca napisał to wspaniałe uczucie przezwyciężać swoje ograniczenia.

Dodaj anonimowe wyznanie