#e5mso
Pamiętam, że było bardzo ciepło, środek lata. Moja mama kazała mi iść do sklepu, ponieważ brakowało jej czegoś do obiadu. Oczywiście protestowałam, bo chciałam iść bawić się z koleżankami na dworze, niestety mama była nieugięta, napisała mi na kartce co mam kupić i dała pieniądze. Sklep nie był daleko, raptem 5 min spacerem, chciałam wydębić chociaż 50 groszy na loda (lata 90'te) ale nic z tego nie wyszło.
Byłam wtedy zdenerwowana, nie dość, że koleżanki czekają, to jeszcze bez przekupstwa. No cóż, biegnę do sklepu, kupuję i wracam.
Jak wychodziłam ze sklepu zatrzymał się jakiś samochód przy chodniku (ulica była ruchliwa, było głośno), facet miał otwarte okno w samochodzie i coś zaczął do mnie mówić. Kompletnie go nie rozumiałam, usłyszałam tylko: wsiadaj, szybko! I wiecie co? Olałam go. Poważnie...
Wkurzyłam się znowu, że jakiś Pan do mnie gada, ja go nie rozumiem, koleżanki czekają, a mama potrzebuje czegoś tam do obiadu. Po prostu chciałam iść się bawić, wziąć segregator z karteczkami i robić wymiany. Więc po prostu sobie poszłam.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, zapomniałam o tym.
Nie wiedziałam wtedy jak bardzo mogło być to niebezpieczne.
Przypomniałam sobie o tym stosunkowo niedawno, oglądając filmik na YT o tym, jak bardzo dzieci są nieświadome różnych zagrożeń, który nagrała pewna youtuberka.
Wierzcie albo nie, historia jak najbardziej prawdziwa :)
Miałam jakieś 10 albo 11 lat bawiłam się przed blokiem, nagle w drzwiach wejściowych innego budynku pojawił się mężczyzna w płaszczyku i zaczął ten płaszcz rozchylac prezentując swoje nagie skarby. Pobiegłam do babci pochwaliłam się co widziałam i powiedziałam, że idę jeszcze raz, nie widziałam w tym żadnego niebezpieczeństwa. Powstrzymała mnie a później powiadomiła policję. Kiepsko poszło im szukanie tego pana bo widziałam go jeszcze ze dwa razy na tym samym osiedlu. Zostałam uświadomiona, że coś jest nie tak z tym człowiekiem i już się nie śmiałam tylko uciekałam.
"Ide jeszcze raz" - wygrałas xDDD
Trzeba bylo wziąsc zabawke 6 pana do buzi i oddac sie rozkoszy.
Lata 90. Chodziłam jakoś do 3 klasy podstawówki. Malutka szkoła na wsi. Z racji tego, że w tym czasie mówiło się, że w okolicy grasuje "porywacz dzieci", niektórzy rodzice osobiście przywozili i odwozili swoje pociechy do szkoły. Tak było ze mną i siostrą. Lekcje się skończyły. Dzieciaki rozeszły się do domów, a mama zapomniała nas odebrać. Długo czekałyśmy, a jej wciąż nie było (wtedy dzieciaki nie miały telefonów). Szkoła już opustoszała. Zostałyśmy same - ja siostra, koleżanka i pani woźna, która sprzątała szkołę. Pogodny dzień, więc bawiłyśmy się na zewnątrz w ratowanie ptaszków, które powypadały z gniazdek. Pamiętam, że podjechał luksusowy czarny mercedes z kierowcą z wąsem i ciemnych okularach. Otworzył szybę i pokazywał, że ma lizaki takie wielkie odpustowe. Przestraszyłyśmy się i szybko uciekłyśmy do szkoły przed "panem porywaczem dzieci", a auto odjechało. Nikt tam nie uwierzył, ani pani woźna, ani rodzice. Uświadamiajcie swoje i nie swoje dzieci przed zagrożeniami, bo nie chcę myśleć co by się ze mną stało, gdybym skusiła się na tego lizaka.
Masz bardzo mądrych rodziców...
Jakie to głupie... Rodzice i nauczyciele WIEDZĄ, że w okolicy może czaić się jakiś zboczeniec, czy "porywacz dzieci", skoro się o tym trąbi, dlatego sami odprowadzają i przyprowadzają dzieci do szkoły dla bezpieczeństwa, a kiedy jedno z dzieci informuje o sytuacji, gdzie jakiś mężczyzna proponuje im z samochodu cukierki, to... Nie wierzą i każą nie kłamać?! Gdzie tu odpowiedzialność dorosłych, nie rozumiem tego... Skoro mają informacje o takim mężczyźnie i pilnują swoich dzieci, to czemu im nie wierzą, kiedy coś podejrzanego się wydarzy? Brak odpowiedzialności dorosłych, dobrze, że nic się nie stało i nikt im tego dzieciaka nie skrzywdził...
Rodzice i pani woźna wiedząc że jest w okolicy niebezpiecznie, nie uwierzyli? Świetni ludzie nie na co.
dzięki, właśnie mi przypomniałaś, że kupiłam sobie wczoraj lizaka i o nim zapomniałam :D
Bo te historie są wymyślane. Każda szkoła ma swojego porywacza dzieci. 😁 No a tu sie zdaży prawdziwy
Kilka faktów o małej mnie:
> Miałam jedenaście lat i wielką misję pomagania potrzebującym. Już wtedy wiedziałam kim chcę zostać w przyszłości. > Były to czasy, kiedy wszyscy mieli konto na naszej klasie, za zgodą mamy również je założyłam, miałam lepszy kontakt z moimi rówieśnikami.
> Na dziesiąte urodziny dostałam śliczną, czerwoną nokię.
Historia właściwa:
Pewnego dnia dostałam od kogoś smsa, nie wiedziałam od kogo, nie znałam tego numeru. Odpisałam. Po drugiej stronie był, jak sam twierdził, bardzo smutny pan. Stracił swoją najlepszą przyjaciółkę, wyjechała gdzieś, a on nie wiedział gdzie. Żal zrobiło mi się tego pana, chciałam mu pomóc. Tak zaczęliśmy ze sobą pisać. Dowiedziałam się, że napisał do mnie, bo mam tak piękny uśmiech, jak jego przyjaciółka. Czas mijał, rozmawialiśmy non stop. Dowiedziałam się, że mój nr zdobył z naszej klasy, że wie o mnie wszystko. Że chciałby do mnie przyjechać. Nie chciałam tego, miałam koleżanki, a on był tylko smutnym panem. Nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam powiedzieć rodzicom, nie miałam z nimi dobrego kontaktu, bałam się, że zrobią mi krzywdę za to, że odpisałam. Byli do tego zdolni, wiele razy mnie bili. Skończyło się tak, że pokłóciłam się z rodzicami, moja matka była pedantką, więc jak zwykle o złe pościeranie kurzy. Zabrali mi telefon, usłyszałam tylko wrzaski ojca na innym piętrze, zadzwonił pod ten nr i wygrażał temu mężczyźnie, że go znajdzie, jeśli jeszcze raz do mnie napisze. Telefon oddali bez słowa następnego dnia, a smutny pan nigdy już się do mnie nie odezwał. Byłam tym bardzo przygnębiona.
Dopiero dzięki temu wyznaniu przypomniałam sobie tę historię. Nikt mi nie wytłumaczył o co w tym wszystkim chodziło. Sama nie do końca byłam świadoma. Przeczuwałam coś, ale w gruncie rzeczy byłam tylko dzieckiem, które chciało pomóc innemu człowiekowi. Wnioski wyciągnijcie sami.
Mnie mama do tego stopnia naładowała do głowy, że nie wolno wsiadać do obcego samochodu, że idąc ze szkoły w środku śnieżycy (lata 90 więc zima była fest!) gdy zatrzymał się sąsiad, że mnie podrzuci do domu powiedziałam, że nie trzeba, mieszkam za rogiem. A to był jeszcze dobry kilometr wiejską nieodśnieżoną drogą. Ale to dobrze, czasem nawet najbliższa osoba może okazać się zwyrodnialcem.
Miałam to samo. Sąsiad zapukał do domu, bo miał coś z niego wziąć na prośbę rodziców, a ja go nie wpuściłam bo "mam nikogo nie wpuszczać do domu pod nieobecność rodziców" :D
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pamietam mnie mama zawsze uczyła, żeby cukierków od ludzi obcych nie brać. Nawet teraz od znajomych nie biorę.
Mnie mama bardzo wyczuliła na tym punkcie. Zazwyczaj biegałam koło bloków z kolegami, ale tym razem wyszłam sama "za blok", żeby się pohuśtać. Huśtawki były na wysokości mojego balkonu. Więc oddaje się spokojnie przyjemności, słońce świeci, a tu nagle podchodzi do mnie jakiś starszy, dosyć niezaniedbany facet i zaczyna coś mówić, ale to bardziej bełkot był. Zaczęłam krzyczeć. I krzyczałam tak dopóki mama nie podeszła do okna i kilku sąsiadów. Okazało się, że to pijak z tego samego osiedla. Może przesadziłam z reakcją, jednak uważam, że lepiej być ostrożnym.
Ja w tym wieku zawsze się cieszyłam jak musiałam iść po coś do sklepu, bo czułam się wtedy taka dorosła xd
Zgłoś go. Może krzywdzić inne dzieci.
a ja dawno temu poszłam za kotkami do piwnicy i teraz mam zrytą psychikę...miałam 5 lat. a ludzie się dziwią co ja tak dużo piję. żodyn nie wie. żodyn.
Takasobieann
Bo mi się to wydawało strasznie ciekawe :)