#dfshb
Żyjemy w dwóch różnych krajach, teraz powoli planujemy nasze pierwsze spotkanie. On mówi mi o miejscach, które możemy zobaczyć razem, a ja uklepuję sobie w głowie plan na czarny scenariusz, czyli co zrobię, jeśli on po 10 minutach stwierdzi, że wraca do siebie, a nie ze mną do hotelu.
Jest to silniejsze ode mnie. Zakochałam się po uszy w tym facecie. Rozbawia mnie, rozmawiamy dniami i nocami. Spędzamy prawie każdą wolną chwilę ze sobą. Czuję, że „mogłabym być matką jego dzieci” czy tam „trwać w biedzie i w chorobie”, ale strach przed odrzuceniem po spotkaniu paraliżuje mnie do tego stopnia, że boję się kupić bilet lotniczy. Nawet jak o tym myślę, czuję, jak całe ciało broni się przed tym.
Nie, nie zakochałaś się w tym facecie, tylko w swoim wyobrażeniu o nim. I na pewno nie można nazwać tego związkiem, bez względu na to jak bardzo będziesz próbowała to sobie wmówić. Nie wiesz o nim tak naprawdę nic. Może Ci się wydawać, że przecież tak idealnie do siebie pasujecie i znacie się prawie jak łyse konie... nie. Nie znacie. Pomijam już tak drastyczne przypadki jak próby porwań itd. Ludzie często w internecie koloryzują/wyolbrzymiają, żeby przyciągnąć do siebie drugą stronę. A potem ta druga strona boleśnie zderza się ze ścianą, bo przecież mówił, że będzie się Tobą opiekował (a u niego to znaczy nadmierna kontrola), bo przecież mieliście odwiedzić tyle wspaniałych miejsc (ale to tylko jak sobie zasłużysz) itp.
Oczywiście, to nie jest pewnik i absolutnie Ci tego nie życzę, ale jednak nie wyobrażaj sobie zbyt wiele po kompletnie obcej osobie.
A dlaczego to on nie chce przylecieć do kraju, w którym mieszkasz? Boi się, że go deportują z lotniska?
Bo jest śniady.
To bardzo rozsądne, strach nas chroni ewolucyjnie :) Bardziej by się można było martwić jakbyś leciało do niego na hop siup już od razu, do obcego kraju bez nikogo, bo przecież taki kochany, to na pewno będzie pięknie.