#dM6Q0
Ale jeszcze jedno... trzeba sprawdzić czy dam radę potem w razie czego się uwolnić. Pierwsza próba bezskuteczna, druga tak samo. Zaczynam panikować. Zanim brat skończył liczyć, ja zaczęłam krzyczeć, żeby mnie wyciągnął. On przerażony, nie wie co się dzieje a ja krzyczę. Mówię, że w szufladzie jestem. On z niedowierzaniem otwiera szufladę, a ja czerwona jak tampon wychodzę. Potem nie bawiłam się już w chowanego. Nigdy.
Czerwona jak tampon!😂
Ja jak się bawiłam w chowanego z rodzeństwem to schowałam się w szafie. Niby dobra skrytka była dopóki się nie przewróciła.
Hahahaha
Ja kiedys sie bawilam z siostra i moj dziadek wpadl na pomysl zeby mnie schowac w kanapie (tam gdzie sie chowa posciel) czekalam tak z 30 min, az w koncu zaczelam krzyczec i babcia ktora z reszatą dała dziadkowi niezly opieprz za to wyciagnela mnie, a siostra... okazalo sie ze o mnie zapomniala i wyszla sobie na dwor pobawic sie z kolezankami bo ja sie pewnie obrazilam...
Też się chowałam do kanapy😊 potrafiłam 20 min przesiedzieć w środku.. Z siostrą cioteczną. Niestety zawsze nas znajdowali, bo wyciągałyśmy pościel na krzesła.
Ja kiedyś stanąłem na parapecie i zasłoniłem okna. Szukali mnie po całym domu i nie umieli znaleźć.
Stałem tak chyba pół godziny, aż się znudziłem :D
Moja siostra chowala się w piekarniku i lodówce. ;)
Ja w okresie jesienno-zimowym stawałam przy wieszakach na kurtki, ciało przykrywałam długim płaszczem mamy, a nogi wkładałam w jej kozaki :D najlepsza kryjówka!
Też kiedyś tak miałam :( Szafa się na mnie przewróciła i koniec zabawy.
O matko, a myslalam, ze tylko ja się tak chowalam...
Tak na kilka miliardów osób tylko ty się chowałaś w szufladzie
Miałam podobnie. W domu mieliśmy taka dużą szafę że na samej górze była małą szafka, taką którą normalnie się drzwiczkami otwiera tylko że mała. Taki był ze mnie Spiderman że wdrapałam się po rączce od tej dużej szafy i tam się zamknęłam. Drzwiczki same od środka się nie otwierały DD:
To w ogóle da się wejść do szuflady!?
Uwierz mi, da.
da, kiedyś się chowałam też w szafce w biurku. wszystko zależy od motywacji XD
Moja najlepsza kryjówka byla pod wieszakiemna kurtki, brałam jedną i zasłaniałam nią dodatkowo nogi. Nikt mnie tam nigdy nie znalazł :D
Kiedyś schowałam się w szafie a mój brat zamknął mnie w niej na klucz. Nie przewidział tego, że mam chyba klaustrofobie. Zaczęłam płakać, drzeć się a na koniec kopniakiem wyłamałam zamek w szafie :D Grunt, że byłam wolna... uff.
Do trzech razy sztuka... Brak znajomosci tej zlotej zasady wyjasnia problem nieudanej ewakuacji.
Też się kiedyś schowałam w szufladzie. Takiej w stoliku. Pod telewizorem. Miałam ze 3 latka. Gdy wychodziłam stolik sie zachwiał na małych kółeczkach i wielki "rubin" poleciał w moją stronę. Oberwałam na szczescie tylko krawędzią obudowy i skończyło się na 5 szwach na głowie. Mogło być gorzej...
No nareszcie ktoś mnie tak po prostu bez nadymki rozbawił wyznaniem. 😊
Co jak co ale bawiąc się w chowanego o szufladzie bym nie pomyślała :D