#d4idV

Dobrych dziesięć lat temu odbył się w Polsce koncert znanego rockowego zespołu. Prawdziwej legendy, dinozaurów, którzy na nogach trzymają się tylko i wyłącznie dzięki regularnym transfuzjom krwi i pierwszorzędnej jakości kokainie. W tamtym czasie z gotówką u mnie było krucho, pomieszkiwałem po znajomych, trochę włóczyłem się po kraju szukając swojego miejsca. Mniejsza z tym - ten koncert był czymś, czego odpuścić nie mogłem. Brak forsy zmusił mnie do improwizowania.
Nie miałem nic do stracenia. Spakowałem plecak i poleciałem na miejsce imprezy. Budynek otoczony był wysoką, kilkumetrową siatką, a przy wszystkich bramkach stali bileterzy. No, nic. Akurat się zmraczało. Obszedłem obiekt dookoła i znalazłem miejsce trochę ukryte przed oczami ochrony. Przerzuciłem plecak, wlazłem na siatkę, na górze nadziałem się moszną na pręt, straciłem równowagę i zleciałem. Na szczęście na drugą stronę. Pozbierałem się do kupy i kuśtykając podbiegłem na parking, przycupnąłem sobie za jakimś autem i z plecaka wyciągnąłem starą pamiątkę po czasach, gdy pracowałem jeszcze na giełdzie samochodowej - przetyraną, pomarańczową kamizelkę z napisem "Obsługa".
Uwierzcie lub nie, ale nie tylko wszedłem do sali, ale i bez problemu wbiłem się na najlepszy sektor. Po prostu szedłem bardzo energicznym, pewnym krokiem, patrząc się przed siebie i robiąc wrażenie kogoś bardzo zapracowanego.
Gdy już byłem pod sceną i czekałem na początek imprezy, poczułem na ramieniu ciężkie łapsko. Odwróciłem się i zobaczyłem wielkiego, wąsatego ochroniarza, który mógłby być moim dziadkiem. Wielkim, umięśnionym i bardzo surowym dziadkiem.
Bezceremonialnie zostałem wyprowadzony przed salę. Gdy byliśmy już sami, facet mnie puścił, a następnie odpaliwszy papierosa rzekł:
- Tak sobie patrzę w monitoring i widzę, że ty niezły miszyn imposybl odpierd@lasz... Najpierw zj#bałeś się z płotu niczym jakiś ninja, potem ten numer z kamizelką. Nieźle, nieźle.
Myślałem, że zaraz zawoła resztę ochrony i zostanę wywalony na ząbki. A jednak nie.
- W 1967 roku... - kontynuował dziadek - ...kiedy Rolling Stonesi grali w Sali Kongresowej, byłem w twoim wieku. Nie miałem forsy, biletów oczywiście już nie było. I wiesz co? Musiałem, kur#a, udawać ciecia i biegać po korytarzu ze ścierką, żeby nikt się nie zorientował, że jestem tylko gówniarzem, który kocha rocka. Idź, młody, bo zaraz się koncert zacznie.
To był najmilszy gest, jaki ktoś w stosunku do mnie uczynił. A ten koncert zapamiętam do końca życia! Dziękuję, ci panie "dziadek"! :)
muza21 Odpowiedz

Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje ;)

SzaraZmora Odpowiedz

Swietne wyznanie! Ja przez ploty tez sie wielokrotnie przeprawialam- na impreze albo z.... Zaradny czlowiek!

PanRobak Odpowiedz

Jakoś tak cieplutko mi sie zrobiło na serduszku <3 Super wyznanie!

kings Odpowiedz

Dowód, ze warto ryzykować,żeby spełniać marzenia.:)

wielebny Odpowiedz

Wiem że nie do końca to związane z tematem, wyznanie bardzo przyjemne, ale moje pytanie brzmi: czy ktoś domyśla się o jaki zespół może chodzić?

LedZeppelin

Dinozaury, kokaina i transfuzje krwi? To przecież oczywiste, że chodzi o Stonesów ;-)

Skamieliny Odpowiedz

I znowu brak najważniejszego. Czyj był ten koncert?:D

reuslov

Przecież jest napisane czyj

Szakamalaka Odpowiedz

Do odważnych świat należy ! :))

Szarotka Odpowiedz

To zdecydowanie był świetny koncert, aż ciężko mi uwierzyć, że to już tyle lat...

najedzona Odpowiedz

"Akurat się zmraczało." Co? :')

TaNajmniejWazna

Już się zciemniało ;)

Dragomir

Ściemniało jak coś.

bazienka

zmrok zapadal ;)

nata Odpowiedz

Pomysł z kamizelką miałeś świetny, ale to było nieuczciwe w stosunku do ludzi normalnie kupujących bilety.

Dragomir

No pewnie, bo posłuchać za darmo darcia ryja to wielka zbrodnia...a respieratory uszły płazem.

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie