#d1tNg

Całe życie byłam nastawiona na to, że muszę w życiu osiągnąć sukces, mam być najlepsza. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, ale bardzo pilnowali, żebym się uczyła, bo inaczej będę nikim. Bardzo nie chciałam być nikim, a wiedząc, że muszę się starać pięć razy bardziej niż rówieśnicy, nie pozwałam sobie na błędy. Najwyższa średnia, konkursy... Nie było tam wiele czasu na życie. Nieraz wystarczyłoby mi pouczyć się do testu kilka godzin, żeby dostać 5 lub 4. W moim wykonaniu było to kilka dni, aby dostać 6, a ponieważ jak wiadomo testów jest sporo, to dużo więcej ponad to nie robiłam.

Nie wolno mi było chodzić na żadne dodatkowe zajęcia, bo po pierwsze nie było nas stać, darmowe z kolei tłumaczone były tym, że szkoda tracić czas na głupoty.
Generalnie byłam wzorowo poprawna poza jednym. Właściwie od dziecka kłóciłam się z mamą. Na zewnątrz wszystko okej, ale w domu nieraz aż trzaskało od kłótni. Miałam taki okres, że naprawdę chciałam, żeby ona umarła. Postanowiłam wyprowadzić się najszybciej jak się da (miałam takie momenty, że naprawdę wpadałam w szał i bałam się, że ją zabiję), chciałam dostać się do liceum w dużym mieście i postarać się o jakieś stypendium, żeby mieszkać w bursie. Żeby się tam dostać, nakręciłam się na naukę jeszcze bardziej. Nie spałam, uczyłam się po nocach, odpuszczałam wycieczki klasowe. Chęć wyprowadzenia się była najsilniejszym uczuciem w moim coraz bardziej wykończonym ciele.

Udało mi się. Wyprowadziłam się w wieku 16 lat, prawie nie wracałam do domu.
Pracowałam kiedy się dało, żeby tylko zapewnić sobie trochę niezależności. Prawie przestałam się uczyć. Straciłam sens.  I okazało się, że nawet słabo płatna praca zapewnia mi lepsze warunki niż miałam w domu, że wcale nie muszę być nie wiadomo kim, żeby nie biedować, że ludzie są super i wcale nie czekają, aż się potknę, że są osoby, które mi pomogą, że WOLNO MI POPEŁNIAĆ BŁĘDY.

Moje zachwycenie nowym życiem mieszało się z epizodami spazmatycznego płaczu kiedy przypominałam sobie, ile czasu w życiu straciłam. Wciąż czuję tę stratę. Te wycieczki klasowe, te spotkania ze znajomymi, te nieprzeczytane książki inne niż podręczniki, seriale, zajęcia dodatkowe, zniszczone poczucie własnej wartości...
Tego czasu już nie nadrobię.

Chore ambicje matki, która sama nie pracowała, bo nie ma pracy dla ludzi z jej wyższym wykształceniem. Teraz widzę, że na mnie oparła swoją pozycję, bo sama nie miała nic, moje osiągnięcia przedstawiała jako swoje, bo to jej zasługa, że się uczę. Wiecznie byłam nie dość dobra, nie dość skromna, nie dość pomocna, nie dość pokorna, nie dość religijna (jej się nawet Matka Boska objawiła, taka jest idealna).

Pracuję nad sobą, jest lepiej, mam własne mieszkanie, męża, jestem szczęśliwa. Coraz rzadziej płaczę. Ale nigdy nie poczuję z siebie dumy, zawsze czuję, że to za mało.
Iguannna Odpowiedz

Skoro żałujesz wspomnień których nie masz to wyciągnij wnioski i nie trać czasu. Podróżuj, poznawaj nowych ludzi, znajdź swoje hobby, zmieniaj prace żeby mieć coraz lepsza, zdobywaj doświadczenie. Jeszcze niejedna osoba będzie chciała sprowadzić cię na dno, uważaj. Zaraz zaczną się gadki co powinnaś zrobić. Powinnaś mieć już chłopaka/ męża / dzieci / więcej dzieci / za dużo dzieci! I taaaaak w kółkoooooo. Nie słuchaj tych rzygowin. Ci ludzie, jak Twoja matka, maja zesrane życie i chcą tego samego dla Ciebie. Wsluchaj się tylko i wyłącznie w siebie i rób tylko to czego pragniesz. Nie ma czegoś takiego jak „powinnaś”. I powodzenia. Bo życie dorosłego jest prze-za-je-bi-ste jeżeli je dobrze rozegrasz - czyli tak jak Ty tego chcesz!

Nonieno2 Odpowiedz

To prawda, dzieciństwa się nie nadrobi ale można się teraz sobą zaopiekować. Z Twojego opisu, myślę że Twoja mama miała coś z narcyzki. Poczytaj sobie Córki narcystycznych matek, albo filmy o tym temacie, to na pewno pomoże ułożyć niektóre rzeczy na nowo. Są poradniki jak wyjść z tego o czym piszesz i kroczek po kroczku można to przerobić.

CentralnyMan Odpowiedz

Nadrób braki w wolnym czasie, z mężem i przyjaciółmi. Róbcie sobie chociaż małe wypady. A rodziców możesz zapytać czy od urodzenia są chodzącymi ideałami

Dodaj anonimowe wyznanie