Jestem człowiekiem dość oziębłym, rzadko się uśmiecham, gdyż nie bardzo potrafię to robić i wyglądam zabójczo poważnie, a także próbuję sobie wmówić, że chciałbym się pozbyć wszelkich ludzkich „słabości”, bo chcę być twardym facetem.
Problem w tym, że często chciałbym, by mnie ktoś przytulił, a moim największym lękiem jest śmierć w zapomnieniu i samotności.
Dodaj anonimowe wyznanie
Paradoksalnie pozbycie się "wszelkich ludzkich słabości" uczyniłoby Cię słabszym, bo mniej wszechstronnym społecznie a zarazem upośledzonym emocjonalnie egzemplarzem.
I wydaje mi się, że to właśnie Twoja podświadomość Ci chce pokazać, zaniedbałeś część swojego istnienia. To jak chodzenie na siłownię i robienie przysiadów tylko na jedną nogę.
Wolność od empatii i emocji nie osłabia, a wręcz przeciwnie. Oczywiście, jeżeli stawiasz na siebie, swój rozwój i potrzeby. Wtedy rzecz jasna nie obciążają cię inni, ich potrzeby, problemy, uczucia.
Czynniki amoralne najbardziej przyczyniły się do rozwoju ludzkości, choć pewnie nie brzmi to "ładnie".
Brak empatii i uczuć nie skazuje na banicję społeczną. Inteligencja i kunszt obserwacji sprawi, że idealnie się wpasujesz.
Czyli masz naturalne ludzkie potrzeby. Przeanalizuj, dlaczego między tym, jak się zachowujesz, a tym, czego potrzebujesz, jest taki rozdźwięk? W jaki sposób doszedłeś do przekonania, że chcąc być twardym facetem, nie masz prawa do ludzkich słabości?
Silny, dojrzały mężczyzna, nie będzie uciekał przed potrzebą bliskości. Raczej próba zmienienia się w robota sugeruje, że gdzieś tam wewnątrz jest pęknięcie.