#cabY9

Pewnie każdy z was kiedyś oglądał filmiki, na których młodzież jak i studenci nie znają podstawowych dat jak np. wybuch I wojny światowej. W komentarzach zwykle ludzie piszą, jak teraz się nikt nie uczy i dorasta pokolenie głąbów. 


Jak czytam te komentarze robi mi się przykro, ponieważ aktualnie jestem ósmoklasistką i choć mam ambicje oraz chcę osiągnąć coś więcej niż praca w MacDonaldzie to nie jestem w stanie. A dlaczego? Otóż chodzę do zwykłej, publicznej szkoły podstawowej i nie było by nic w tym dziwnego, ale to co się dzieje w mojej klasie to istne zoo. Nie będę wymieniać wszystkich sytuacji, ponieważ jest ich zbyt dużo, ale kilka ,,perełek'' wymienię: rzucanie krzesłami z 1 piętra przez okno, zapchanie torebki nauczycielki śniegiem, obrzucanie kałem tablicy (sama nie wiem skąd wzięli). 


Najgorsze jest to że równoległa klasa jest traktowana jak święta, ponieważ specjalnie nie dają im uczniów którzy nie zdali aby nie zaniżyła się im średnia klasowa. Skąd mam taką pewność? W tym roku doszło do nas 3 takich uczniów- aktualnie jest nas 31, u nich 25. Średnia klasy wynosi 3.0. Sytuacja na lekcjach jest koszmarna, większość zachowuje się jak małpy, a co za tym idzie jest bardzo głośno. 


Chociaż chcę wyciągnąć coś z lekcji zwykle nie ma na to szans. Muszę uczyć się w domu. Zaraz będę miała egzaminy i bardzo bym chciała dostać się do dobrego liceum, ale nie liczę na nic z powodu właśnie klasy. Sama wszystko muszę przerabiać sama w domu i często nie rozumiem nowych tematów. Nie chcę winić nauczycieli bo przynajmniej ci co mnie uczą są naprawdę dobrzy ale mojej klasy nie da się uspokoić. 


Nie raz była policja, wzywanie rodziców, kuratorzy i nic. Jeśli chodzi o przeniesienie do innej szkoły to nie ma możliwości, gdyż to jedyna podstawówka w pobliżu. Rodzice starają się mnie wspierać, jednak to nie wiele daje. Jestem strasznie zestresowana i już nie wiem co mam zrobić...
Ps. Przepraszam za wszelkie błędy, ale po prostu jestem roztrzęsiona
digoxine Odpowiedz

Tez byłam w takiej klasie w gimnazjum. W pewnym momencie czułam ze nie wytrzymam i powiedziałam, ze nie będę chodzić do szkoły dopóki nie przepiszą mnie do tej lepszej klasy. Podziałało. Ale chyba miałam szczęście, ze ktoś ze „starszych” w końcu wziął pod uwagę to jak ja się czuje w tej klasie.

airborn Odpowiedz

A mnie przygnębia, że ciągle się stawia ten nieszczęsny Mak jako miejsce porażki, dolną granicę możliwego braku osiągnięć życiowych. Za moich czasów tak było, za czasów młodej autorki wyznania jak rozumiem jest nadal.

Przeniosłam się do mniejszego miasta i zauważyłam pewną tendencję. W sieciówkach (jak Mak, odzieżowe) są ludzie młodzi. Sama pracuję gdzie indziej, w moim otoczeniu tematy to kolejne dzieci, dom i wakacje rodzinne. Wręcz myślę, żeby zatrudnić się w takim Maku na pół etatu żeby poprzebywać z ludźmi w moim wieku!

Druga sprawa, mało kto pracuje tam całe życie. A jeśli, to często nie tylko tam, ewentualnie po paru latach zostaje managerem albo otwiera swojego Maka. To jest tylko etap, a nie koniec wszelkich aspiracji. Wielu moich znajomych przeszło przez maka - obecnie inżynierów, magistrów albo posiadaczy swojej firmy.

RoseWatson

A to nie jest tak, że żeby otworzyć swojego maka to trzeba mieć dużo pieniędzy, których nie zarobisz pracując w maku?

CzteryLiteryy

Pracuje w Maku i studiuje równocześnie. Dorabiam se po prostu żeby mieć na własne „zachcianki”.
Większość ludzi pracujących ze mną tez tak ma, to nie jest nasze największe osiągniecie. To po prostu etap przejściowy.

Mandoza

Dokładnie tak. Praca jak każda inna. Zwłaszcza na studiach jest doceniana. Mają elastyczne godziny pracy i znośne płace na tyle by sobie dorobić.

Poppy

@airborn - zgadzam sie totalnie. Moja pierwsza praca to byl McDonald, jakos trzeba sie bylo dolozyc do rachunkow. Teraz mam stale zatrudnienie na nienajgorszym stanowisku i nie jest mi wstyd, ze zaczynalam w McD. :)

tikamthe

Nie wiem skąd wzięła się kwota 2 milionów i 80% wkładu własnego. Żeby otworzyć franczyzę MCD potrzeba:
Opłata Licencyjna w wysokości 45 000 USD (około 200000pln)
Kaucja Gwarancyjna w wysokości 15 000 USD
Zakup wyposażenia restauracji w wysokości od 3.000.000 do 4.800.000 zł.
Zaopatrzenie restauracji w produkty, opakowania, środki czystości itp. ok. 50.000,- zł.
Wydatki te mogą być finansowane wyłącznie z dwóch źródeł, tj. środków własnych (40%) i kredytu bankowego (60%).

Gro9 Odpowiedz

Taka jest smutna prawda że tak to działa. Niby powinno się rozdzielać "problematycznych" (i głupich) uczniów po równo. Ale jednak dzieli się dzieci na te zdolniejsze i te .... nie. I taki głupszy (a tym bardziej grupa) będzie ciągnął klasę w dół intelektualnie (nie tylko pod względem ocen ale i ogólnie zachowania, inteligencji). A w klasie samych inteligentów będą ludzie "ciągnęli się" nawzajem w górę. I tu jest dylemat. Czy chcemy 2 klasy dzieci na średnim poziomie który już się raczej nie polepszy. Czy 1 klasę geniuszy którzy będą nad sobą pracować i piąć się w górę, + 1 klasę głupków z których już nic nie będzie. Nie mnie rozsądzać która metoda lepsza. Twój problem polega na tym że wyciągnąłeś krótsza słomkę. Mimo że nie jesteś głupia pech chciał że trafiłaś do tej gorszej klasy.

livanir

W niektórych szkołach w Japonii to tak działa. Choć zazwyczaj są to 3 klasy. Piątkowych, średnich i ledwo zdających.
Kiedyś rzuciłam takim pomysł na fb. Zostałam skrytykowana, z to będzie wyśmiewani słabszych uczniów i kto ich pociągnie do góry... Choć z doświadczenia powiem, że raczej działa w drugą stronę.

Memiczna

Całą podstawówkę i gimnazjum miałam klasę, w której jak ktoś się uczył, to był to powód do wyśmiewania. Nie było takich akcji jak u autorki, jednak czułam się bardzo poszkodowana, zwłaszcza, że moja "najlepsza przyjaciółka" ciągle dostawała 3, a ja 5 i mówiła, że to tylko dlatego, że nauczyciele mnie lubią. Żeby nie być odtrącona rozwiązywałam za nią nieraz sprawdziany, podmieniałyśmy kartki podczas pisania. Na przerwach dawałam każdemu spisywać prace domowe.
Na szczęście na teście gimnazjalnym każdy musiał radzić sobie sam. Ja poszłam do liceum, moi znajomi do zawodówek i technikum. Były jeszcze 2 osoby w szkole oprócz mnie, którym udało się dostać do tego samego liceum co ja. Odcięłam się od takich ludzi i jest mi z tym dobrze. Chyba nie muszę mówić, że w liceum i na studiach to już zupełnie inni ludzie mnie otaczali? Bardziej przejmowałam się nauką i żeby za mocno nie odstawać od grupy.

lotos53

@Memiczna Czy ty wyśmiewasz ludzi z zawodówki i technikum?

Memiczna

Nie wyśmiewam nikogo. Twierdzę, że w moim regionie do szkół zawodowych i technikum szły osoby, które nie zamierzały się uczyć. Podobają mi się techinkum, bo zawsze jest to fajna alternatywa umieć coś jeszcze niż mieć tylko papier, jednak w mojej okolicy nie było żadnych ciekawych profilów (typowo poligraficzno-gastronomiczne, a mnie interesuje budownictwo). Niestety, ze względu na moich znajomych i tak wybrałam szkołę, do której większość nie poszła.

Belikeyou Odpowiedz

Jak chodziłam do gimnazjum to przez 3 lata musielismy się męczyć z taką grupą imbecyli. Zasypiali na lekcjach, wyzywali siebie i innych, całkowita reorganizacja lekcji, bo ich trzeba uspokoić, więc nie było możliwości się uczyć. Dobrze, że w technikum trafiłam już na normalną klasę

Belikeyou

U nas, mimo tych kilku durniów, nauczyciele starali się cisnąć z tematem, bo dyrektorce zależało na jak najlepszej zdawalnosci testów. Więc każdy mniej rozgarniety uczeń nie dość, że miał przerąbane na wejściu, to jego chęć do nauki mogła zgasnąć w zależności od tego na jaką klasę trafi.
W technikum gorsi od uczniów byli nauczyciele. Jedna nauczycielka (choć kazano nam mówić do nich wszystkich per profesorze, bo "pani" to obraźliwe było) nie była w stanie pokazać stron świata, liczenie też szło jej opornie, a kiedy ktoś jej zwrócił uwagę to potrafiła wpisać uwagę w dziennik "uczeń pyskuje do nauczyciela, rozwala lekcje". Dla niej pepsi/coca cola była eliksirem młodości. Zarzucała koleżance chwalenie się tatuażem, a dziewczyna miała tylko podwiniety rękaw i widać było dosłownie kawałek. Więc nie mogę powiedzieć o swoim technikum, że to klasę miałam złą, ja miałam złych nauczycieli

Zihat Odpowiedz

Chcesz dobrą radę ? Zmień klasę. Złóż pismo do dyrektora szkoły. Niech ktoś Ci pomoże je napisać. Najważniejsze to zamieścić w nim dobre argumenty. Zwłaszcza te o Twojej chęci do nauki.

Kucypon

Czy zmiana klasy na ostatnie 2-3 miesiące coś pomoże?

Uzytkownik404

2-3 miesiące to jest nadal dużo czasu.

Tak się składa, że sama idąc do liceum poszłam do klasy z kontynuacją nauki języka, którego wcześniej się nie uczyłam. W wakacje opanowałam materiał na tyle, że byłam jedną z najlepiej ocenianych osób w klasie (co prawda mój zasób słownictwa był raczej wąski, ale gramatykę miałam opanowaną bardzo dobrze, a to właśnie na niej najbardziej skupiał się nauczyciel ;)

HenrykGarncarz

Do egzaminów został tydzień, więc teraz to już bez znaczenia. Głównie wyniki, a nie świadectwo sie liczy

Wakacyjny

@HenrykGarncarz w rekrutacji do szkół średnich świadectwo zdecydowanie się liczy.

HenrykGarncarz

Wakacayjny napisałam GŁÓWNIE wyniki. Świadectwo miało jakiś wpływ, ale to kwestia paru punktów. Nawet nie wszystkie przedmioty były brane pod uwagę

Wakacyjny

@HenrykGarncarz świadedcteo daje trochę ponad 1/3 punktów, więc osobiście uważam, że świadectwo to nie kwestia paru punktów

takitamtrol

Teraz to nie ma sensu bo to nie jest 2-3 tylko 1 miesiac nauki, bo teraz strajk, egzaminy, wolne do końca majówki i przychodzi czerwiec i jak wiadomo każdy w czerwcu już naukę ma w dupie, uczniowie jak i nauczyciele. Tylko zostaje maj, chociaż nie wiem jaki ma być w tym sens.

takitamtrol

Wakacyjny Widziałam ostatnio rozpiskę, świadectwo daje 100 pkt i egzaminy daja 100 pkt, ale praktycznie ze świadectwa nawet te 75 pkt jest trudno zdobyć.

Makigigi Odpowiedz

Poproś rodziców, żeby złożyli wniosek o przeniesienie Cię do tej drugiej klasy, gdzie są lepsi uczniowie.

Pestis Odpowiedz

Kiedy ja chodziłem do gimnazjum to młodsza klasy zaczynały ten typ zachowań. Nauczyciele sobie nie radzili ale pewnego razu jeden z tych idiomów z młodszych klas postanowił sprawdzić cierpliwość mojej klasy i to był jego błąd.
Moja klasa do świętych nie należała więc pajac dostał po mordzie i od tamtej pory powstał oddział szybkiego reagowania w postaci klasy 3.
Jednak jako że to Ty jesteś w najstarszym roczniku to nie masz takiej możliwości się spróbuj nawiązać znajomością np. z liceum i poproś o skrócenie procederu w postaci "zajęć pozalekcyjnych" dla delikwenta. Trzymaj się i powodzenia.

Qzin Odpowiedz

No to teraz odpowiem "Co może szkoła jeśli rodzice to patologia". Szkoła może dawać nagany, obniżać zachowanie, apelować do uczniów, można mieć z nimi milion pogadanek, a i tak nic nie o nie zmieni bo od rodzica usłyszysz "mój Sebuś? Niemożliwe" i będzie go jeszcze bronił, bo wychowywanie jest ciężkie i wymaga czasu. W 4 klasie podstawówki usłyszeć "a po co mi ułamki w życiu?" To był dla mnie jeden z hitów ostatnich lat. Szkoła może złożyć sprawę że rodzice są nieudolni wychowawczo i o odebranie praw rodzicielskich, ale czy poślesz dziecko do szkoły która już odebrała paru patusom dzieci? No bo przecież ta szkoła jakaś pojebana jest, dzieci odbierajo hurr durr. Dziecka nie da się wyrzucać ze szkoły. Musi chodzić do rejonowej, bo założenie jest takie że jeszcze uda się je naprawić. No i cierpią na tym lepsi. Czekam na pomysły jakie uprawnienia powinna mieć szkoła/nauczyciele

Suomen Odpowiedz

Sytuację miałam identyczną, ale w pierwszej liceum. Koledzy z klasy? Raczej małpy! Byłam jedyną osobą, która nie chciała wagarować, lubiła się uczyć, miała jakieś ambicje... I niestety była dość cicha, wobec czego przylgnęła do niej łatka wywyższającego się kujona... A co za tym szło, należało to tępić. Nie wiem czy u Ciebie jest podobnie (ale nie wspominałaś o tym, więc mam nadzieję, że nie), ale ja byłam ich kozłem ofiarnym przez cały rok. Nigdy nie czułam się tak bardzo jak śmieć... Nie tylko było mi trudno cokolwiek wyciągnąć z lekcji, ale dodatkowo bałam się w ogóle chodzić do szkoły i w końcu nauczyłam się jak symulować złe samopoczucie, byleby tylko rodzice pozwolili mi zostać w domu chociaż na ten jeden dzień... Na całe szczęście, w końcu się przemogłam i zaczęłam z nimi rozmawiać; na początku drugiej klasy przenieśli mnie do innego liceum, co okazało się zasadniczo chyba najlepszą rzeczą, jaka mnie kiedykolwiek spotkała.

Chociaż, jak piszesz, chodzisz do jedynej podstawówki w pobliżu, naprawdę warto pogadać z rodzicami i ubłagać ich o przeniesienie. Sprawa jest tym prostsza, że znajdują się po twojej stronie.

Memiczna

Niestety, jak jest się wśród debili, to tak jest. Nie rozumiem, jak można kogoś wyśmiewać za to, że chce się uczyć? Ja miałam to przez całą podstawówkę i gimnazjum. Owszem, potrafiłam się bawić, kiedy był na to czas.
Pisałam już o tym wielokrotnie w internecie. I zawsze trafiał się ktoś, kto twierdzi, że mam kij w dupie i jestem zadufana w sobie. Otóż nie. Nie popieram głupoty, a widzę, że niektórzy po prostu rodzą się debilami. Problem w tym, że w niektórych szkołach to wydaje się być normalne, a uczenie się jest jakąś ujmą.

toneg Odpowiedz

Też chodzę do ósmej klasy, gdzie jest podobnie. Może nie obrzucają tablicy kałem, ale niektóre małpki nie mają co robić i np. bawią się w pedofili. Mimo wszelakich upomnień dalej to samo. Najgorsze jest to, że nie mogę nic zrobić jako szara myszka i "ofiara" tych gwiazd. Nawet jeśli podasz takiemu jakiś sensowny argument podczas dyskusji, to dalej przyczepi się do czegoś, np. że słabo ćwiczę na WF, bo przecież ta lekcja powinna być najważniejsza. Nauczyciele są niestety bezradni, szczególnie nowi. Na niektórych lekcjach które są ważne (m.in geografia) panuje chaos, a nauczyciel nie może nic zrobić. Rozumiem Cię, autorko. Nic, tylko liczyć na lepiej wychowanych ludzi w szkole średniej.

Belikeyou

Jak wygląda zabawa w pedofila? 😮
Kto był na tyle głupi, aby w ogóle zacząć te grę?

toneg

@Belikeyou Jeden z naszych nauczycieli jest wychowawcą 1 klasy, więc czasami przychodzą do niego dzieci z tej właśnie klasy, by przynieść jakieś papiery itp. Niektórzy są na tyle "zabawni", żeby wykrzyknąć dwuznaczne zdania dotyczące dziecka, które właśnie przyszło. Poza tym, te same osoby potrafią zejść na piętro, na którym jest przedszkole (mamy podstawówkę, ostatnie klasy gimnazjum i przedszkole w jednym budynku), zaczepiać przedszkolaków, lub 1-2 klasistów i mówić do nich stereotypowe pedofilskie odzywki typu "Pokazać ci kotki w piwnicy?". Trwa to już 2 lata, a pomimo upomnień dyrektora nic się nie zmieniło. Nie wiem czy gorsze jest to, że tylko mnie ten temat nie śmieszy, czy to, że teraz większość nauczycieli ma to głęboko gdzieś.

Belikeyou

To nauczyciel nie ma odwagi, aby zgłosić to rodzicom? Zrobić na zebraniu pogadanke o tym? Co wy macie za nauczycieli?
Skoro chodzisz do ósmej klasy, zabierzcie się większą grupą i pokażcie im wszystkim, że takie zachowanie nie jest w porządku. W grupie siła, a jak będzie trzeba to możecie nagrać całe zajście jak tacy uczniowie odzywaja się do młodszych i pokażcie to nauczycielom, swoim rodzicom.

toneg

@Belikeyou Było wiele pogadanek na godzinie wychowawczej i kilka na zebraniach, lecz jak mówię, nie dociera. Nagrać nie możemy, jest zakaz używania sprzętów elektronicznych, w szczególności telefonów na terenie szkoły. Niestety większość osób chce się przypodobać tym gwiazdom, najbardziej ogarnięta grupa w mojej szkole to chyba 6 klasa, która też tego nie toleruje (przynajmniej większość). A dobrych nauczycieli nie mamy wiele.

zxzxzx

Zwykle takimi geniuszami humoru są dzieciaki, których rodzice nie raczą się fatygować na zebrania.

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie