#cYGq9
Już w przedszkolu byłam większa od innych dzieci, taka słodka kuleczka z pucołowatymi policzkami. W podstawówce powoli zaczęły się docinki i "przypadkowe" popychania/podkładanie nóg. Nikt nie odważył się konkretnie ze mną zacząć, bo byłam duża, a duży znaczy dużo siły i szybki nokaut. Gimnazjum było dla mnie horrorem. W wypadku samochodowym bardzo ucierpiały moje kolana i jedno musiałam mieć wymienione na sztuczne, drugie jakoś odratowali.
Nagminne było zabieranie mi kul, czy na początku przebijanie opon w wózku inwalidzkim. Liceum było lepsze, ale i tak do końca nie znalazłam ani jednej przyjaciółki czy przyjaciela. Na studia wyjechałam do innego miasta i tam dopiero zyskałam przyjaciół. Pewnie się zastanawiacie, po co to piszę, skoro historia miała być o czym innym. Odkąd pamiętam, zawsze się odchudzałam. Nie lubię fast foodów, zero słodkiego, bo mam uczulenie na kakao i laktozę.
Rodzice na początku nic nie robili, bo wyrosnę, jak będę dojrzewać. Pierwsze wizyty w poradniach dietetycznych zaczęły się, jak miałam 15 lat. Przez 10 lat wypróbowałam metody 16 różnych poradni i nic, waga zamiast się zmniejszać, to rosła. Teraz pewnie myślicie, dobra, dobra, ale trzeba też ruszyć dupę... Nigdy nie byłam spokojnym i siedzącym w domu człowiekiem, wręcz ciężko mnie było oderwać od piłki lub roweru. Przy wzroście prawie 170 cm w wieku 25 lat osiągnęłam wagę krytyczną 120 kg. Postanowiłam się przebadać.
Nie dość, że tarczyca, czy też resztki, które z niej zostały już chyba zipie na oparach, to jeszcze totalnie popieprzone hormony. Endokrynolog powiedział, że nawet na tabletkach i diecie konkretnie dla mojej choroby nie ma szansy na schudnięcie. Częściowo się z tym pogodziłam (tak, wiem, pewnie tłumaczę tłuszcz chorobą, bo jestem za leniwa). Nie jestem kulą toczącą się z fotela do lodówki i z powrotem, kocham sport i aktywność. Gdy ludzie pytają, gdzie następna impreza, moi znajomi pytają, gdzie robimy następną wycieczkę rowerową. Szpagat, dotknięcie rękami ziemi, deska? Bez problemu. Brzusio w niektórych rzeczach przeszkadza, ale nie odpuszczam.
Boli mnie, kiedy słyszę komentarze typu "wracaj wielorybie do morza" lub "miejsce krowy jest na pastwisku". Zazdroszczę innym dziewczynom fajnych ubrań, bo wiem, że nie robią ich w rozmiarze pokrowca na pralki i nie mam szans ich kupić. Jednocześnie kocham wyraz twarzy osób, które widzą, jak taki grubas pokonuje ich kondycją.
Dwie kwestie:
1. Jak wielkim debilem trzeba być, by przebić choremu oponę w wózku inwalidzkim?
2. Jakim cudem żadna z 16 poradni dietetycznych nie poleciła Ci przebadać hormonów? Dlaczego żaden lekarz nie przepisał Ci tych badań, dlaczego nikt z Twojego otoczenia o tym nie powiedział... To trwało, kuźwa, 10 lat. Przecież to jest absolutnie pierwsza rzecz jaką się robi przy takich zaburzeniach wagi.
Debile, wszędzie debile... Ten świat mnie przeraża.
Każda z poradni na moje prośby o skierowanie na badania twierdziła, że to przez zaburzenia hormonów wieku nastoletniego i że problem sam zniknie przy prawidłowej diecie.
Z całym szacunkiem, ale do ujowych poradni chodziłaś w takim razie.
Naprawdę, nie chce mi się wierzyć, że aż tylu ludzi nawaliło... Musiałaś przejść przez te 10 lat zapewne przez ręce jakichś 20 osób, które zajmują się tym zawodowo i co? Naprawdę nikt nie polecił wykonania pierwszego badania, które robi się w takiej sytuacji? Badania, które jest absolutnie bezproblemowo dostępne i tanie? Poza tym- mogłaś zbadać się na własny koszt, jeśli nikt nie chciał dać skierowania, to wcale nie kosztuje dużo.
Miałam zdecydowanie zbyt puszyste koleżanki w podstawówce i liceum- w każdym przypadku, gdziekolwiek by nie poszły się w tej sprawie konsultować, od razu padały pytania o badania tarczycy. I nieważne, czy miały 10 lat, czy 18.
Ja wiem, że często i gęsto można trafić na medycznych partaczy, ale w coś takiego nie chce mi się wierzyć. To tak, jakby ktoś złamał rękę, która się źle zrosła, a żaden z 20 ortopedów nie zlecił zdjęcia RTG.
Widać mam strasznego pecha XD Każdy zwalal na dojrzewanie. Co do badań, nie byłoby mnie stać a rodzice jakoś średnio się interesowali moim wyglądem. Wydalam na nie 1600zl
@gitarzystka - co prawda jestem facetem, ale miałem podobny problem. Co więcej, zrobiłem badania tarczycy prywatnie (m.in. wtedy TSH na samej górnej granicy, no ale łapało się w widełki). Poszedłem z wynikami, usłyszałem, że moje przybieranie na wadze, samopoczucie, zimno i kilka innych książkowych objawów to kwestia jesieni, wyniki w normie, bla bla. Że nie mam czym się martwić. Matko i kocie, gdyby lekarz wtedy zareagował to nie musiałbym przechodzić tego piekła na ziemi, które trwało kolejne dwa lata :/ Dopadły mnie same najgorsze objawy jakie pojawiają się w opracowaniach o niedoczynności. Pod opieką kompetentnego lekarza znalazłem się dopiero po tym, jak sam ustabilizowałem w miarę sytuację (faktycznie, dietą w dużej mierze, ale nie tylko). Dlatego jestem w stanie uwierzyć, że autorka trafiła na co najmniej kilku konowałów.
Najbardziej podstawowe badanie w takiej sytuacji, czyli TSH kosztuje ok. 20 zł, więc każdy je może sobie zrobić bez problemu. I mała uwaga, widełki przy tym TSH można o kant dupy rozbić, bo są bardzo zawyżone. Każdy lekarz powinien wiedzieć, że TSH w górnej granicy podanej "normy" to już nie jest prawidłowy wynik. Pozdrawiam cieplutko
Gdy jakikolwiek wynik znajduje się na granicy normy, to logiczne, że należy za jakiś czas powtórzyć badanie. Nasze zdrowie nie zależy tylko od lekarzy, ale głównie od nas samych.
Z tymi debilami sie zgodze. Mialam bardzo podobną sytuacje co autorka. Z otyłością borykam sie od podstawowki a ilu lekarzy zwiedzilam to moje. Gdy w wieku 17 lat zatrzymal mi sie okres zmartwilam sie i polecialam do ginekologa. Musialam 6 obejść zeby w koncu dowiedziec sie co i jak (PCO) bo reszta twierdzila ze jestem zbyt gruba i jak schudne to okres sam mi wroci. A o tarczycy powiedziala mi sasiadka. Wiec jak poszlam po skierowanie do rodzinnego to bylo wielkie oburzenie ze chce takie badania i czy sasiadka jest lekarzem ze juz patrzac na mnie wie ze mam chora tarczyce (mialam czarne lokcie)... Takze wierze autorce ze nie trafila na dobrego lekarza.
Melinusia, u mnie też wyszło mi.in. PCOS i tarczyca. Wielkie dzięki za powiązanie łokci z tarczyca, bo od lat mam z tym problem ale zwalałam to na suchość skóry.
Mialam ta sama sytuacje. Ja mialam nadwage od kiedy skonczylam 1 rok. Moja mama nie czekala tylko ciagle dietetycy, sanatorium, poradnie. Nikt nie polecil zbadania tarczycy. Dopiero jak moja ciocia miala operacje na usuniecie tarczycy mama poczytala i wyslala mnie prywatnej na badania i wyszla tarczycs. Mialam 19 lat. Nikt tego przez 19 lat nie zalecil sprawdzic tylko det przepisy wali.
Mi przez 20 lat wmawiano, że bóle stawów to reumatyzm mimo, że na badaniach nie wychodził. I na to mnie leczono, przez co też mam ogromną nadwagę oporną na diety, sport itp. Choruję "na stawy" od 12 roku życia. Gdy kolana bolały mnie tak, że nie mogłam normalnie chodzić (ok.15 lat) lekarz powiedział mojemu tacie, że nic mi nie jest, tylko udaję, by zwrócić na siebie uwagę.
W wieku lat 33 trafiłam do lekarza, który zlecił banalne badanie z krwi - poziom kwasu moczowego. I okazało się, że mam dnę moczanową. Ale na to przeważnie chorują starsi panowie, a nie nastolatki.
Więc to bardzo możliwe, że autorce nikt nie zrobił badań. Po co? Przecież nastolatki nie chorują, tylko wymagają uwagi i wyrosną ze wszystkiego.
Autorko współczuję Ci i doskonale rozumiem, że nie wszystko to lenistwo i obżarstwo. Też się z tym zmagam, choć z innej przyczyny.
Powiem tak.
* Zawsze, gdy widzę osobę większą, pierwsze o czym myślę, to przykre stwierdzenie, że ta osoba na coś choruje i życzę jej w głębi duszy powodzenia, wygrania z chorobą. Dlatego totalnie nie rozumiem, dlaczego ludzie są tak nie empatyczni, chamscy, wredni i co tylko, badziewne kanalie wmawiające sobie i całemu światu przeróżne śmieciowe teorie o lenistwie itp.
* Dziwię się, że żaden lekarz nie dał ci skierowania na badania hormonów. Mnie już na początku nakierowało, że możesz mieć z nimi problem, a lekarze, poradnie przecież się na tym znają.
* Trzymaj się, powodzenia, życzę Ci dużo siły. A jeśli obchodzisz święta - Wesołych Świąt oraz dużo zdrowia, cierpliwości w Nowym Roku.
Ja się dziwie, jakby któryś kiedykolwiek dał skierowanie do endokrynologa... Większość lekarzy POZ chyba nie ma pojęcia, albo uważa, że jest się za młodym żeby chorować na tarczyce...
każda, dosłownie każda zapytana przeze mnie osoba ma niedoczynność tarczycy bądź kogoś w najbliższej rodzinie, kto choruje. to niemożliwe, żeby lekarze to bagatelizowali przy takim rozpowszechnieniu ._.
Ty się w ogóle nie musisz tłumaczyć. Nawet jakbyś była otyła przez fast foody to nikt nie ma prawa Cię obrażać. Jasne, że zdrowie jest ważne, ale to nie zmienia faktu, że nie można nikogo tak traktować. To jest dla mnie nie do pomyślenia.
Dbaj o siebie, i przede wszystkim pokochaj siebie i zaakceptuj - to daje siłę.
Czyli co, wtedy mieliby wszyscy być mili? Jakbym widział świnie żrącą fast food non stop nie mieszczącą się w drzwiach i zajmująca po dwa miejsca w autobusie to nie zostawiłbym tego tak. Presja społeczna robi swoje. Jak wszyscy w koło wypominają nie żryj tyle, to w końcu taka osoba z dużym prawdopodobieństwem przestanie żreć. A jak nie to czemu ma być potem leczona państwowo na mój koszt i niedaj boże jeszcze przeze mnie.... Osoba żrąca fast food niczym nie różni się od palacza czy ćpuna.... Są to zachowania ryzykowne, ba wręcz wp*erdalanie się do trumny na siłę.
Ale z Ciebie podły człowiek. Ja nie mówię, że taka dieta i nadwaga są zdrowe, ale to nie zmienia faktu, że nic Ci do tego - nie masz prawa nikogo obrażać.
Ja w swoim otoczeniu zauważyłam, że podejście dzieciaków do osób otyłych jest często zależne od zachowania samego obiektu zainteresowania. Miałam w gimnazjum koleżankę, była bardzo gruba, nadal zresztą jest, ale nigdy nikt jej nie wyzywał, nie obrażał, nie wyśmiewał, a to dlatego, że ta dziewczyna była najmilszą osobą na świecie, zawsze uśmiechnięta, miała świetne poczucie humoru, miała w sobie taki naturalny urok, że wszyscy ją kochali i nikt nie zwracał uwagi na jej otyłość. Nie twierdzę, że na pewno coś z tobą było nie tak, wiadomo, dzieciaki często są po prostu wredne, ale zdarza się, że nie zauważamy własnych błędów i winy szukamy w innych.
Tak wgl.... w naszym kraju ciężko znaleźć wieloryba co się doprowadził do stanu buldożera przez jedzenie fastfoodów. Nasze jadłodajnie serwujące takie jedzenie są ograniczone masą przepisów wprowadzonych przez UE - chyba jedyny plus ich istnienia. W każdym razie chodzi mi o to że ja w większości przpadkow spotkanych przeze mnie zawsze natrafiałem na osobę chorą lub po braniu sterydów i wielu innych temu podobnych przejściach zdrowotnych. Nigdy dlatego nie śmieję się z otyłości....
poza tym żeby przytyć w fastfoodach to trzeba by było mieć najpierw bardzo otyły portfel xD
Gdy chodziłam do podstawówki czy liceum, miałam w klasie kilka otyłych osób. Nikt ich nie wyśmiewał i miały one przyjaciół. Na studiach była jedna dziewczyna bardzo otyła, ale też bardzo sympatyczna, tylko niestety niezbyt dbała o higienę, więc mało kto z nią wytrzymywał. Szczerze mówiąc, nie widzę żadnego powodu, aby nie lubić kogoś tylko dlatego, że ma nadwagę i to wszystko jedno, z jakiej przyczyny. Może dzieci wynoszą taką nietolerancję z domu, bo przecież rodzice powinni nauczyć dziecko, że ludzie są różni - grubi, chudzi, wysocy, niscy, ładni i mniej urodziwi itd.
Znam twój ból. Jem mało albo wcale a i takprzy wzroście 170cm mam 117kg. Od dwóch lat bezskutecznie staramy się z partnerem o bąbla, chodzę do hematologa, goinekologa, endokrynologa nio i lekarz pierwszego kontaktu i po mojej sugestii o badaniach każdy zwala odpowiedzialność na tego z innej specjalizacji. Chciałam badania zrobić prywatkie tyle że żaden lekarz mi nie chce powiedzieć jakie...
Jak mogli dopiero po kilku latach zlecić badania na hormony.... od tego zaczyna się dietę, że się robią badania, ustala jadłospis, ćwiczenia itp. Jak nikt tego nie zlecił, to za przeproszenie g*wno wiedzą i powinni pracować w zawodach medycznych.Nie oddałbym takim ludziom do reparacji krzesła, nie mówiąc już o leczeniu zwierząt czy tym bardziej ludzi.
15 lat temu jeszcze nikt nie interesował się badaniami przy diecie (przynajmniej w moim przypadku) a dostęp do informacji był ograniczony (internetu to ni widu, ni słychu), więc słuchałam lekarzy
Mam nadzieję, że te ku*wy z czasów gimnazjum teraz chodzą o kulach, sprzedają gacie na bazarku i żebrają o "pinć złoty" na wódkę.
Też choruję na tarczycę i wiem, że może być trudno utrzymać wagę, ale trudno mi uwierzyć, że nie ma leków, które mogą uregulować hormony. Próbowałaś skontaktować się z innym endokrynologiem? Czasem zdarza się, że jeden lekarz powie: ,,z tym już nie da się nic zrobić'', a drugi powie, że można.
Tak , byłam u paru ale każdy stwierdził to samo. Od kilku lat jestem na tabletkach sztucznie obniżających cukier i dzięki temu waga stoi w miejscu.