#cNXK6
Kiedyś byli u mej babci. Babcia zrobiła duszone mięso, kaszę gryczaną i szpinak. A ciotka spytała, czy moglibyśmy ugotować ziemniaczki, bo jej misiaczek nie lubi kaszy, no i wolałaby pomidorka, bo on nie lubi szpinaczku.
W dodatku przed jedzeniem mówi mu „umyj rączki”. A przy pakowaniu na wyjazd pakuje mu piżamkę i MAJTUNIE... Czasem aż mnie dusi, żeby jej coś powiedzieć, ale wstrzymuję się ze względu na moją mamę.
Z jednej strony, jak im taki układ pasuje, to ich sprawa... ale kiedy, za kilkanaście lat albo kiedyśtam, jedno z nich odejdzie, to to drugie będzie miało problem: On sam sobie nie poradzi. A jeżeli ona zostanie sama, straci sens życia.
Wiesz, jak ludzie żyją ze soba kilkadziesiąt lat i się naprawdę kochają, to też mogą sobie nie poradzić po śmierci drugiej osoby.
@Postac
Tak, oczywiście. Ale myślę, że jeżeli ktoś bardzo troszczył się o tą drugą osobę, to jest jeszcze trudniej. Miałem w dalszej rodzinie takie przykłady: Wujek robił dla cioci wszystko, a kiedy cioci zabrakło, ogólnie zdrowy (jak na swój wiek) człowiek "posypał się" w ciągu kilku miesięcy.
ale czy to Ciebie się ta sytuacja tyczy? nie, a widocznie im tak pasuje więc trzeba to olać
Myślę, że ciotka potrzebuje czuć się potrzebna, a wujek zgadza się na taki dziwny układ. Problem zaczyna się wtedy, gdy dorosły mężczyzna przestaje być partnerem, a staje się "synkiem". Jeszcze tylko smoczek do piżamki i pełen zestaw gotowy. Jeśli 70-letni, sprawny mężczyzna nie potrafi sam zdecydować, co zje i czy umył ręce, to nie jest małżeństwo, tylko opieka żłobkowa.
Typuję, że to ciotka właśnie doprowadziła go do takiego stanu, wieloletnią, konsekwentną, skierowaną na ten cel pracą. Być może miała ułatwione zadanie, jeśli był on podobnie kondycjonowany przez własną matkę.
Co ciekawe, tacy ludzie naprawdę potrafią umrzeć z głodu, mając pełną lodówkę.
Swoją drogą, dlaczego uważasz, że to nie jest małżeństwo? Twój model jest jedynie słuszny a odchyłki niedopuszczalne?
Tylko tak, z ciekawości pytam.
Jest wiele rodzin, gdzie tradycyjny podział ma sie dobrze. Tradycyjnie, czyli kobieta usługuje w calym obszarze jedzenia i gotowania.
Moja mama tak. Tata nigdy sobie sam obiadu nie nałożył, jak mama jest w pobliżu. Czy to w domu, czy u kogoś. Jak jej nie ma to sam bierze, a jak mama jest, to siedzi i czeka. Pasuje to im obojgu.
Niby to jej sprawa, ale później taki wujek staje się pacjentem i wymaga podobnego traktowania w szpitalu.
damn wolałabym się powie$ic niż siedzieć w takiej relacji xdd to małżeństwo czy matka z dzieckiem. ja cb rozumiem. kobieta ma głowę przepchana patriarchatem jeszcze z minionego stulecia to i tak się juz nic nie wydarzy i ona sama by się zmienić pewnie nie chciała. ale ze gość 7 dych nie umie się usamodzielnić to śmieszne