Mój ojciec był marynarzem. Kiedy wyjeżdżał, jako najstarszy syn przejmowałem cześć jego obowiązków. Jednym z nich było karanie młodszego rodzeństwa, kiedy obrazili mamę. Dostawałem wtedy dokładne instrukcje – czym mam bić, ile razy uderzyć, z jaką siłą i czy w spodniach czy na „gołą pupę”. Wierzyłem, że to co robię jest właściwe, ale wewnętrznie cierpiałem. Żeby pozbyć się wyrzutów sumienia i tego wewnętrznego bólu, za każdym razem, kiedy w imieniu ojca karałem rodzeństwo, później sam sobie wyznaczałem taką samą karę. Tylko to mi pomagało. Dodam, że nie zepsuło to mojej relacji z rodzeństwem; dziś jesteśmy dorośli i nikt nie ma do mnie żalu. Nikt poza mną samym.
Dodaj anonimowe wyznanie
Może twoje rodzeństwo po prostu rozumie jak beznadzdziejnych mieliście rodziców
albo przezywa swoje w cichosci serca
to jest wyzsza forma przemocy wobec ciebie, nie dosc, ze parentyzacja, to jeszcze przemoc psychiczna i zmuszanie do przemocy fizycznej
biegusiem na terapie
Patologia...
Fala komentarzy, że "popieprzeni przemocowcy" a ja jestem sceptycznie nastawiony do "bezstresowego" wychowania (przynajmniej w formie karyn z osiedla, które to dają dziecku telefon żeby zajęło się same sobą i nie przeszkadzało madce) można wychować dzieci bez bicia, ale bez systemu kar się to nie uda. Klaps w dupe powinien być najwyższą karą, której dziecko za wszelką cenę będzie chciało uniknąć i nie złamie zasad, które tą karę mogą na niego sprowadzić. Ale to musi być już dziecko na tyle rozumne żeby wiedziało o co chodzi. Dużo lepiej jest wyolbrzymiać jakie to srogie lanie dostanie i nie bedzie mogl siedziec tygodniami, żeby wzbudzić strach przed pewnymi zachowaniami, a nie koniecznie dopuszczać do samego bicia po dupie...
A mnie zastanawia, co zrobic jak rozmowa nic nie daje? Kuzynka i jej maz maja obecnie 16letnia corke. Do 13 roku zycia bylo to najslodsze dziecko jakie znalam. Gdy poszla do nowej klasy, poznala nowe osoby i sielanka sie skonczyla. Mloda uczeszcza do psychologa, terapie, rodzice codziennie probuja rozmawiac, ja probowalam wiele razy porozmawiac jako ta "cool" ciotka i nic. Kompletne zero. Zmiana szkoly tez nie pomogla.
Tak sie mowi, ze jak dziecko zle robi to wina rodzicow. A co rodzic moze? Uderzyc nie. Zamknac w domu nie. Zabrac kieszonkowe - okrada wlasny dom. I co w takim przypadku zrobic?
Szczerze, nie mam pojecia. Nie wiem co moze jeszcze pomoc, skoro nawet terapie i 2 psychologow nic nie zdzialalo przez 2 lata. Odnioslam sie bardziej do tego, ze wszyscy mowia, ze nalezy rozmawiac i tlumaczyc a co jesli to nie pomaga?
TrzyPingwiny widać, że jak Ci się argumenty kończą to nie wiesz co napisać :) Koleżanka zadała konkretne pytanie a ty nie potrafisz odpisać nic innego jak odkręcić kota ogonem. Skoro tak się znasz na wychowaniu dzieci, co daje a co nie, to może podziel się jak można tę sytuację rozwiązać, kiedy żadna rozmowa nic nie daje? Co wtedy zrobić, kiedy rozmawiasz, tłumaczysz ale jako grochem o ścianę? I pytam z ciekawości teraz jak jeszcze można sobie z tym poradzić, bo serio nie wiem.
O, no i o taką konkretną odpowiedź mi chodziło. Merytoryczną, bez chamstwa i osobistych wycieczek.
No dobra, jest to wyjście. Ale co jeśli ona na przykład ma jakieś poważne kłopoty albo na przykład nie wiem... Bierze narkotyki czy coś? Przeczekać okej, nie wtrącać się okej ale wiesz na jakiej zasadzie działają ludzie. Jak ktoś nagle zmienia się o 180 stopni to chcą reagować, często nawet na siłę, bo co jeśli wybiorą metodę na przeczekanie i się okaże, że był to zły wybór, bo konsekwencje okażą się tragiczne? No wtedy będą musieli niestety żyć z taką decyzją przez wiele lat.
Trzy pingwiny. Czyli lepiej pozwolić dziecku(nie mówię tu o kilkulatka. A o takim które zaraz będzie dorosłe i powinno być już rozumne) żeby wyrosło na złodzieja czy mordercę i poszło do więzienia na resztę życia, stoczyło się na patole. Zamiast przyłożyć kilka klapsów i ustatkować temperament? Jak na przykład napisała Jodi, jej siostrzenica ma 16 lat(zaraz będzie dorosla) odbierając kieszonkowe, okradany dom. Myślisz, że co będzie robić w przyszłości? Kraść, albo dawać dupy żeby mieć na chlanie ze znajomymi. W takim przypadku zlałbym jej solidnie dupsko -.-
Niestety, ale w latach 80-90' to nie było niczym nadzwyczajnym. Myślę, że większość z nas była karana w podobny sposób. Być może rodzice dokonali błędnej oceny dojrzałości autora, który zapewne był wtedy nastolatkiem. Fizyczne karanie dzieci było wtedy normalnym i powszechnym środkiem wychowawczym, wybieranym często również przez dobrych rodziców.
Ale dzieci były jego czy każde z innymi genami?
Dużo gorzej by było, gdyby bezkarnie mogli obrażać matkę czy robić co chcą. Poza tym to nie była przemoc, tylko zasłużone lanie. A dupa nie szklanka, nie potłucze się.