#boDuj
Pewnego dnia, siedząc obok pod klasą, zobaczyłem jak łzy napływają mu do oczu. Pomimo tego, że nie mieliśmy dobrego kontaktu, zgodził się pójść ze mną po szkole pogadać. Chłopak pękł, zaczął płakać i opowiadać o swoim życiu. Miał bogatych rodziców, jednak patologicznych jakich mało. Przemoc psychiczna, fizyczna, zastraszanie i "kary", jak np. spanie w psiej budzie na dworze - to tylko szczyt góry lodowej. Byłem w szoku, chciałem bardzo mu pomóc. Przekonałem go, by zgłosił wszystko do opieki społecznej, jednak najpierw postanowił opowiedzieć o tym dziadkom. Po jakimś czasie wzięli go do siebie i wystąpili o przekazanie praw do opieki. Wiem, że przeprowadził się do nich do innego miasta. Kontakt urwał się po jakimś czasie na lata.
W moim życiu przez ten czas wydarzyło się wiele nieszczęść. Przeżyłem śmierć żony, która zmarła w wypadku przy pracy. Do odpowiedzialności został pociągnięty człowiek. Zgadnijcie, kto okazał się być jego obrońcą? Właśnie ten chłopak ze szkoły. Był w szoku tak samo jak i ja. Postanowił, że nie będzie dalej reprezentować swego klienta. Do tej pory odnowiliśmy kontakt i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wyznał mi, że uratowałem mu wtedy życie. Tamtego dnia gdy płakał, napisał list pożegnalny i po lekcjach miał wskoczyć na tory.
Pod pociąg jak już, skok na tory raczej nic by mu nie zrobił.
Chyba że z wiaduktu.
Oj tam i tak wiadomo, o co kaman
Racja, mógł wskoczyć na inny tor życia 😂
Bo pociągi jeżdżą po szosie
Ja chcesz być taki precyzyjny, to wskakuje się przed jadący pociąg, a nie pod
Jak chcesz być bardziej precyzyjny, to wskakuje się pod pociąg, który jedzie na Ciebie
Który jedzie w twoją stronę :D
Cholera! Następny "kolejarz", który chciał zafundować maszyniście traumę przez swoje problemy.
Zbyt idealne, zbyt piekne, zbyt mało emocji i szczegółów jak na takie wydarzenia.
Dlaczego takie coś w ogóle przechodzi przez poczekalnie..
Większość wyznań nie powinna przejść przez poczekalnię...
Tak się zastanawiam... A co jeśli ten człowiek okazałby się niewinny?
Po prostu dostanie innego adwokata? Chyba tak to działa
Moim zdaniem postąpił fair, bo przecież nie udupil oskarżonego ze względu na autorkę tylko odmówił brania udziału w sprawie.
A co ma do tego to czy ten człowiek jest winny czy nie winny? Wynajmie albo dostanie z urzędu innego adowakata. A ten zachował się nie jak bohater tylko tak jak nakazuje etyka zawodowa i odstąpił bycia adwokatem w danej sprawie z powodu konfliktu interesów (prywatna znajomość z drugą stroną).
Nie istnieje instytucja zwana "opieką społeczna"... Istnieje "pomoc społeczna"
serio nie wiem co powiedzieć
Słabe to opowiadanie. Jeśli myślisz o pisarstwie, to... nie myśl.
Pozytywne. Tylko kolega trochę nie mądry z tym pociągiem. Po co innym ludziom dzień zakłócać? Tabletki czy sznur A nie pod pociąg.
Tabletki są niepewne, a sznur raz ze przeraża, bo nie do końca wiadomo jak będzie wyglądała smierć, a dwa, że nie życzę nikomu ściągać trupa z liny, nie mówiąc już o tym, że albo znajdzie cię ktoś z rodziny, albo znajdą cię po długim czasie
TORI, lepsza jest wizja tego, że twoje szczątki będą zdrapywać z pociągu i zbierać kawałeczki ciała metalową łopatką? Czy to że zamiast tego, że znajdzie cie rodzina, zobaczą twoje resztki setki ludzi i przy okazji po twojej śmierci dziesiątki ust będzie przeklinać pod twoim adresem?
Pod pociągiem smierć jest szybka. Pasażerowie nie są wypuszczani z pociągu. Wnioskuje, że ciało człowieka zachowuje się jak innych zwierząt, wiec nie osadza się aż tak (jeśli w ogóle) na maszynie, kwestia prędkości i odrzutu. A co do porozrzucanych szczątków - są tez przy wypadkach samochodowych, straż i służby zajmujące się sprzątaniem po samobójcy widują gorsze rzeczy niż ciało przejechane przez pociąg.
Myśle, że osoba, która popełnia samobójstwo jest w tak złym stanie psychicznym, że tylko cham i burak oskarżyłby ją o zepsucie dnia ;)
Samobójca pod pociągiem to najgorszy obraz egoizmu. Jak w sumie każdy z depresją w tle
"Pod pociągiem smierć jest szybka."
Pod warunkiem, że pociąg nie obetnie ci tylko którejś z kończyn albo przetnie cię w pół.
TORI, jechałam takim pociągiem gdzie rzucił się młody chłopak. Normalnie wypuścili ludzi z pociągu, by zorganizowali sobie inny transport. Wierz mi, że mało kto tam ubolewał nad samobójcą, raczej wkurzali się, że nie dojadą na czas do domu i muszą kombinować o 22:00 jak tu dokończyć podróż. Pociąg stał 3h zanim ruszył dalej.
T0RI to ja coś dodam do dyskusji z perspektywy żony maszynisty. Mój mąż w ciągu 15 lat pracy miał "szczęście" napotkać 2 samobójców. Dlaczego szczęście? Bo to dalej całkiem mała liczba w porównaniu do niektórych kolegów po fachu, z czego jeden z nich miał pierwszą "ofiarę" na koncie po pierwszym miesiącu pracy już jako pełnoprawny maszynista a nie szkoleniec. Maszynista praktycznie nigdy nie jest w stanie zatrzymać rozpędzonej maszyny. Po wszystkim zobaczyć zwłoki i zadzwonić do odpowiednich służb jest zadaniem kierownika, a maszynista nie może opuścić swojej kabiny - takie procedury. Może to i dobrze bo widzi wtedy krew i wszelaką juchę przez krótkie mignięcie i to co odpryśnie się na szybie (pośpieszne najbardziej są wybrudzone po takim wypadku). Kiedy kierownik ogarnia to wszystko, maszynista siedzi sam ze swoimi myślami oglądając tą krew na szybie, która chwilę wcześniej była człowiekiem zbliżającym się z dużą prędkością. Niby samobójca, niby nic nie mógł na to poradzić i to nie jego wina, ale w głowie kłębi się myśl "Właśnie zabiłeś człowieka". Zastanawia się czy miał rodzinę, co go skłoniło do takiego końca, myśli co by było jakby nie jechał tą jednostką, tego dnia, o tej godzinie. I myśli też o tym że widział osobę, czasem jej twarz wpatrującą się w niego na chwilę przed uderzeniem ze świadomością że teraz za pociągiem leży już tylko mniej lub bardziej zmielona masa. To jest cios emocjonalny. Ciężki. To pomoc psychologa bo nie zawsze umiesz pozbyć się tego ze swojej głowy, a do tego masz świadomość że to pewnie nie ostatni raz. Mój mąż poradził sobie z tym nawet całkiem dobrze, ale co człowiek to inna wrażliwość. Jedni opowiadają następnego dnia w pracy że ucieli pociągiem jakiemuś menelowi nogi i ogólnie tego wszystkiego do siebie nie dopuszczają, za innymi to się potrafi ciągnąć miesiącami a w niektórych przypadkach latami. Najgorsze jest nie to jak w przypadku kierownika że zobaczy już po wszystkim ludzki placek, rozpryśnięty mózg itp, a to że widział go
(wybaczcie nie zmieściło się) też chwilę przed, myśląc czy gdyby to była trasa na której mógłby jechać wolniej, czy gdyby był środek dnia, a nie wieczór i ogólnie czy gdyby był może w stanie zobaczyć go jeszcze wcześniej, czy gdyby zareagował szybciej, to czy udałoby się uniknąć nieszczęścia. Dodam że maszyniści mają badania kontrolne co 2 lata, w tym badania wzroku oraz na odpowiednim symulatorze ich czas reakcji. Często poprostu jest niemożliwe zobaczyć lub zareagować jeszcze szybciej, ale mimo to pozostaje gdybanie i obwinianie siebie. Chcę przy tym zaapelować do osób planujących samobójstwo, że nie raz z tych problemów da się wyjść (piszę to jako osoba lecząca się od 5 lat na depresję). Dajcie szansę psychologowi i terapii wspomaganej lekami. To nie musi się tak skończyć. A jeżeli naprawdę nic jest w stanie cię odprowadzić od samobójstwa to proszę miej na uwadze że ta krótka chwila może zniszczyć życie komuś jeszcze po za twoimi bliskimi.
Najlepsze wyznanie jakie czytałam od jakiegoś czasu.
To marny adwokat. Weźmiesz takiego, opłacisz, a ten zrezygnuje bo zna ciotki syna kuzynke siostry ofiary. Żałosne.
I tak nie byłby rzetelny.
No tak. Bo każdej osobie sądzonej na pewno zależy na tym by reprezentowała go osoba będąca w relacji prywatnej ze stroną skarżącą. Ale z Ciebie debil :D