#aw75F
Jak wiecie (albo i nie), jestem niepełnosprawna od urodzenia i chodzę przy kulach. W podstawówce po długich bataliach mojej mam,y przyznano mi nauczanie indywidualne w szkole. Zrozumcie, była to wiejska szkoła na początku lat dwutysięcznych i nie było takiej świadomości integracji jak teraz.
Główne lekcje miałam indywidualne, ale takie lżejsze lekcje typu muzyka, plastyka, technika, religia - miałam już z klasą.
W szóstej klasie, na lekcji plastyki mieliśmy narysować bratka, mimo iż jestem wiejskim dzieckiem, nie miałam pojęcia jak ten kwiat wygląda. Całkiem rozsądnym ruchem wydawało mi się zapytanie nauczycielki. Co usłyszałam w zamian?
"Skoro nie wiesz jak wygląda bratek, to pewnie jesteś też upośledzona umysłowo, nie tylko fizycznie".
Ja jak to ja, siedziałam jak debilny kołek, którym byłam. Dzisiaj bym jej wygarnęła, no ale każdy jest najmądrzejszy po fakcie.
Szukałam ratunku wzrokiem po klasie, ale spotkałam się albo z drwiącymi uśmieszkami albo uciekaniem wzrokiem.
Zapytacie gdzie w tym wszystkim rodzice? Oczywiście zauważono, że coś ze mną nie tak, wypytywano, ale ja milczałam jak stado upartych osłów. Przyznałam się dopiero rok później kiedy już chodziłam do gimnazjum integracyjnego, które było już położone w pobliskim mieście, więc już nigdy nie miałam do czynienia z upiorną nauczycielką.
Mnie gnoiła nauczycielka z angielskiego w LO, miałam drugą grupę. Spotkałam ją ostatnio, po wielu latach, zbladła i odwróciła wzrok.
Mój syn ma orzeczenie o potrzebie specjalnego kształcenia za wskazaniem na integrację. W takim dokumencie, mówiąc najprościej są również opisane przywilije dziecka np. wydłużony czas podczas pisania sprawdzianów.
Dwa lata temu dziecku zmieniła się nauczycielka i posypały sie jedynki, dostałam również informację od nauczyciela wspomagajacego, że nowa pani ma gdzies orzeczenie.
Poszłam do szkoły, rozmawiam z tą nową nauczycielką tłumacząc na czym polega choroba mojego syna, jakie są wymogi w orzeczeniu itp. Kobieta słucha co jakiś czas potakuje głową ze zrozumieniem i w końcu mówi
Ja nie mogę pani syna traktować inaczej niż reszte dzieci bo wyglada na normalnego
Jak ja to dobrze znam...
Na początku nie skojarzylam autorki, ale potem zobaczyłam "przy kulach" i od razu wiem :)
Choć dalej nie rozumiem czemu nie "o kulach"
od połowy wyznania zastanawiałam się jak wygląda bratek, aż musiałam go wyguglować
Ja tak samo
Spoko, nie musisz się tłumaczyć, że w szóstej klasie nie odpyskowałaś nauczycielce ;)
Po pierwsze to nie ma czegoś takiego jak bratek, jest jedynie fiołek trójbarwny z rodziny fiołkowatych.
Powiedz to dzieciom w podstawówce. Jak nie będą wiedziały, to też wygarniesz im od upośledzonych umysłowo?
A swoim dzieciom będziesz mówić, że na święta ubiera się świerk srebrny z rodziny sosnowatych, a nie choinkę?
Ja jako dr hab pracujący w katedrze botaniki nie wyobrażam sobie mówić inaczej.
No ale jak mogłaś nie wiedziec jak wyglada bratek ....
Ja byłam w liceum na biol chemie, w trzeciej klasie robiliśmy krzyżówki genetyczne i jedna laska zapytała sie czy kura jest ptakiem... podlapalismy jej niewiedzę i wmówiliśmy jej, ze kura to ssak, a kot to ptak. Dziewczyna rozpisała tak krzyżówki na sprawdzianie, a pozniej był płacz, ze dostała jedynkę, bo „przeciez kot jest ptakiem, bo skacze po drzewach” 😂
W przybliżeniu wiem, jak wygląda część kwiatów, ale gdybym miała je narysować, pewnie z większością miałabym problem. I na przykład nie mam pojęcia, które to hortensje, chryzantemy, innych nazw nawet nie kojarzę.
Naprawdę można nie wiedzieć, które to bratki.
Ale odnosząc się do Betonu, żeby w liceum nie wiedzieć, czy kura jest ptakiem?