#aB71s
Sytuacja zdarzyła się w 2013 roku, byłem wtedy w 2 klasie liceum.
W okolicach stycznia nasza szkolna psycholog zachorowała (chyba sobie coś złamała, ale pewien nie jestem), więc szkoła załatwiła kogoś na zastępstwo. Na godzinach wychowawczych nasza kochana wychowawczyni praktycznie zawsze robiła nam dodatkową historię, a chociaż ta lekcja była z nią niezwykle ciekawa, to mimo wszystko... Cóż, przy 6-7 historiach w tygodniu można już nie wyrobić (profil humanistyczny). Namówiliśmy ją więc, żeby zaprosiła nasz nowy szkolny "nabytek".
Okazał się miłym facetem o aparycji nerda i głosie idealnym do opowiadania bajek na dobranoc. Niewysoki, brodaty typek, którego po prostu nie dało się nie lubić.
Postanowił poopowiadać nam o psychologii imion, a zaczął od spytania nas, jak nazwalibyśmy swoje dzieci. Kiedy doszło do mnie, wypaliłem:
- Jim i Janis. - Na co on uniósł brwi i spytał dlaczego. - Bo Jim Morrison z The Doors i Janis Joplin.
Szybko dowiedziałem się, że on także jest wielkim sympatykiem tak uwielbianych przeze mnie brzmień. Pogadaliśmy chwilę po lekcji, można śmiało powiedzieć, że się zakumplowaliśmy.
Na tyle, że w sierpniu zgadaliśmy się i zabraliśmy razem na Wacken Open Air... A z nami jego dzieci, syn i córka, będący moimi rówieśnikami... I profesor od fizyki, który był naszym szkolnym odpowiednikiem Snape'a - mroczny, ponury, nigdy się nie uśmiechający, wszyscy się go bali (a który, jak się okazało, był świetnym kompanem z całkiem niezłym poczuciem humoru).
Zabawa była genialna, a cały wyjazd pokazał mi, jak wspólne zainteresowania i pasje potrafią łączyć ludzi.
A potem się okazało, że nauczyciel od fizyki skończył co najwyżej licencjat, o magisterce mógł pomarzyć, ale jego kompleksy podpowiadały mu, że powinien oczekiwać by licealiści nazywali go profesorem.
No i co z tego - taka tradycja w szkołach średnich, a z tego co pamiętam to nikt się nie dopominał a my sami z siebie tak robiliśmy (nas to też poniekąd nobilitowało).
Trochę do dupy ta tradycja, bo nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nauczyciele w LO raczej nie mają takich tytułów naukowych.
No i niestety wielu nauczycieli się dopomina by tak do nich mówić.
Ech Wacken, full metal village. To byly czasy...