Kiedy byłem w gimnazjum, dużo jeździłem na rowerze. Ta przygoda zdarzyła się właśnie w tamtym okresie. Jechałem na rowerze z kumplem przez dość wyboistą, wyasfaltowaną drogę, prowadzącą przez las do pewnego dużego osiedla w moim mieście. Na tej drodze na uboczu stały kobiety, które uprawiały "najstarszy zawód świata". Jadąc tamtędy i mając 20 złotych w kieszeni poczułem się jak młody alfons i podjechałem do jednej z pań, pewny, że się na coś zgodzi, a ja będę miał satysfakcję ze zrobienia jej w jajo. Zszedłem z roweru, podszedłem pewnym krokiem i zagadałem:
- Przepraszam, co mi pani zrobi za 20 złotych?
I tu padła odpowiedź:
- Popilnuję ci roweru, a ty idź se ulżyj do lasu...
Cóż, zgasiła mnie jak peta, a kumpel do tej pory się ze mnie śmieje.
Dodaj anonimowe wyznanie
W pobliżu mojego domu znajdowała się pewna willa, w której mieściła się agencja - oficjalnie to zwykły budynek mieszkalny, ale każdy wiedział co tam jest. Z tyłu za budynkiem był mały sad, a że była jesień, na trawie leżało sporo jabłek - nikt ich nie zbierał. Kiedyś po szkole wpadliśmy na pomysł, że skoro jabłka i tak leżą, to pozbieramy trochę, a że trochę głupio było tak bez pytania, to poszliśmy się zapytać. Otworzyła nam pani w koronkowej bieliźnie.
- Ej chłopcy a wy nie jesteście trochę za młodzi? (mieliśmy jakieś 10 lat)
- Pszepani możemy jabłka pozbierać?
Mina prostytutki bezcenna.
Pozwoliła wam?
Trzeba było zapytać, czy mają zniżki uczniowskie.
Ehh...to jest ze starego kawału. Tak starego, że mu już nawet broda zgniła...