#ZpODe

Moja mama umarła, kiedy miałam trzy lata. Nie pamiętam jej, bo większość mojego wczesnego dzieciństwa spędziła w szpitalu. Z opowiadań taty wiem, że załamał się po jej śmierci, leczył się na depresję, nie był w stanie nawet mną się zajmować. Bardzo wspierała go (wtedy jeszcze) koleżanka z pracy. Zabierała mnie do siebie, gotowała, sprzątała, a przede wszystkim dużo z nim rozmawiała i pocieszała. Teraz tata mówi, że dzięki niej pokonał kryzys i doszło do niego, że ma małą córkę i ma dla kogo żyć (wiem, że może dziwnie to brzmi, ale tata był wtedy załamany i nie myślał racjonalnie).

Owa kobieta jest teraz moją mamą. Pobrali się dwa lata po śmierci mojej biologicznej matki. Wprowadziła się do naszego domu razem z rok młodszą ode mnie córką. Dzięki nim miałam wspaniałe dzieciństwo. Nie dość, że zyskałam siostrę do wspólnych zabaw, to jeszcze otrzymałam prawdziwą matczyną miłość, której nigdy tak naprawdę nie znałam. Moja nowa mama nigdy na mnie nie krzyknęła, zawsze była gotowa do pomocy czy rozmowy i nigdy nie faworyzowała swojej biologicznej córki. Jako dziecko czułam, że nigdy nie było inaczej i że moja rodzina w tym wydaniu jest ze mną od moich narodzin.

Niestety, jest jedno "ale", a mianowicie dziadkowie ze strony biologicznej mamy. Od początku nie akceptowali nowego związku mojego taty. Robili awantury, że mama umarła przez niego, że związał się za wcześnie, że moja macocha leci tylko na kasę, że jest k...ą i nie miała gdzie mieszkać z dzieciakiem (jej mąż zginął tragicznie). Zawsze kiedy do nich przychodziłam wyzywali ją od szmat, dziwek, padały epitety, których znaczenie znali chyba tylko oni, ale na pewno nie były pochlebne; wyzwiska na ulicy czy spluwanie pod nogi były normą.

W końcu wykrzyczałam, że nie życzę sobie, żeby tak o niej mówili, bo nie poczuwali się do opieki nade mną, kiedy byłam mała, a ona mnie wychowała i jest moją prawdziwą mamą. Babcia udała omdlenie, zostałam potem siłą wyrzucona z domu dziadków, wydziedziczona i mam dożywotni zakaz przychodzenia do nich. Są teraz na tyle bezczelni, że wyrzucają znicze i kwiaty, które stawiamy z tatą na grobie mamy (nie złapaliśmy ich nigdy za rękę, ale na grób przychodzimy tylko my i oni, a wcześniej to się nie zdarzało).

Nigdy nie zrozumiem, jak można żyć z taką nienawiścią. Jednak nigdy nie zapomnę o mojej biologicznej mamie i jeśli dziadkowie będą chcieli odnowić ze mną kontakt, nie odmówię.
Szogunia Odpowiedz

Moja starsza znajoma też nie zaakceptowała nigdy nowego związku swojego zięcia, po śmierci córki. Ale takich rzeczy nie robiła. Straszne zachowanie, współczuję.

RykSilnika Odpowiedz

Najważniejsze jest to co czujecie Ty i tata. Dziadkami się nie przejmuj, niech się taplają w swojej nienawiści.

Dodaj anonimowe wyznanie