#ZaoAZ
Ale najgorzej było na wakacjach. Mieszkałam w malutkiej wsi, mieliśmy kościół, ale nie mieliśmy księży, więc w niedzielę przyjeżdżał ksiądz z sąsiedniej parafii. Za to na wakacje przyjeżdżał ksiądz mieszkający w innym kraju, w odwiedziny do swojej mamy, i codziennie odprawiał mszę w naszym kościele. Musiałam być na każdej mszy, każdego dnia. Msze były o 19, a była to godzina, o której rozkręcała się najlepsza zabawa z dzieciakami na placu obok kościoła. Codziennie za 15 siódma przychodziła po mnie mama i wołała mnie na mszę, dzieci śmiały się ze mnie, a dla mnie było to straszne upokorzenie. Na mszy zazwyczaj był tylko ksiądz oraz ja z mamą i babcią.
Raz się zbuntowałam i powiedziałam, że nie będę chodzić do kościoła w tygodniu, więc nie wolno mi było wychodzić z domu, oglądać telewizji, nikt też nie mógł mnie odwiedzić, poddałam się po kilku dniach.
Dziś jestem dorosłą osobą, mieszkam i pracuję za granicą, od 5 lat nie byłam w kościele i wiem, że z własnej woli nie pójdę tam nigdy (chodzę jedynie na śluby, pogrzeby), dla mnie Bóg i religia nie istnieją, jest to coś, o czym myślę ze wstrętem. Moja mama co tydzień pyta mnie, czy byłam w kościele, odpowiadam twierdząco. Własne dzieci można skrzywdzić na wiele sposobów.
Przepraszam, ale wiara to nie ilość zaliczonych mszy czy pacierzy, ale przede wszystkim postępowanie w życiu codziennym. Po opisanych przez Ciebie modłach mamy i babci dalej ciężko stwierdzić, czy w ogóle są wierzące czy tylko wyuczone.
To się nazywa bycie katolikiem na pokaz. :)
lub fanatyzm :)
Jestem chrześcijanką i jestem w 100% za tym, zeby chodzić z dziećmi do kościoła i "wdrażać" je w wiare, ale sytuacja, którą opisała autorka jest po prostu chora. Zamiast pokazywać Boga jako kogoś dobrego, kto chce być w naszym życiu, wspierać nas, przeprowadzać przez trudne chwile, cieszyć sie z nami itd., pokazywały pustą, nudną, bezsensowną religijność.
@Kaczuszka zgadzam się z tobą, ale chodzenie z dziećmi do kościoła tylko jeżeli wie się, że na pewno nie będą przeszkadzać
@Arbuz1234 dobre myślenie. ale niestety, według księży nie istnieje cos takiego jak "niepraktykujący chrześcijanin" bo to od razu oznacza brak wiary. ja na przykład chodzę do kościoła kiedy musze, bo wierze w Boga, a nie księży czy kościół.
@Kaczuszka zgadzam się z Toba, bo wtedy dziecko, juz jak dorośnie, może samo racjonalnie stwierdzić czy będzie do tego kościoła uczeszczac czy nie, warto zaszczepiac w dzieciach wiarę :)
Tyle, że Msza jest ciągłą ofiarą. Na każdej Jezus umiera i zmartwychwstaje. Nie jest to tylko taki wymysł księży.
Nie mówię, żeby w ogóle nie praktykować, bo jednak minimum "wysiłku" trzeba włożyć, ale nie można zapominać o istocie tego wszystkiego :) A w przypadku matki i babci autorki mam wrażenie, że modlitwą chciały przerosnąć samego papieża, ale nic za nią nie szło
Nigdy nie zrozumiem takich ludzi jak mama autorki. Sama jestem wierząca, ale bez przesady...
Ja też jestem wierząca, ale nie wyobrażam sobie zrobić coś takiego własnemu dziecku, dla mnie to chore ze strony matki autorki..
To znaczy, ze nie jesteś wierząca. Wierzący nigdy nie widzi przesady w obecności Chrystusa i pragnie Go coraz bardziej.
Madammi. To jest nieprawda ja wierzę w Chrystusa, ale dla mnie zachowanie jak wyżej w wyznaniu jest przesadne to już są pewne urojenia na tle religijnym, Chrystus jest zawsze z nami gdziebyśmy nie byli wysłucha nas wszędzie. Ale to co mama autorki robiła swojemu dziecku to tylko psuła psychikę.
@madammi to chyba matka autorki :P
Współczuję, na Twoim miejscu powiedziałabym mamie, ze nie, nie byłaś byłaś Kościele, zniszczyła Ci dzieciństwo, a teraz jestes dorosla, wiec mozesz jej powiedzieć, co myslisz.
Mam bardzo podobna sytuacje i uwierz, ze czasami nie da rady niektorych rzeczy po prostu powiedziec ..
Całkowicie zgadzam się z @Gingerbread. Skoro jest dorosła i podjęła taką decyzję, to powinna być również na tyle dorosła by potrafić bronić swoich poglądów. Nie wyobrażam sobie co tydzień okłamywać najbliższej rodziny ze strachu przed...no właśnie, przed czym? Awanturą?
Baaaardzo łatwo powiedziec. Jestem w podobnej sytuacji, tylko, że zamiast fanatycznej mamy jest tata. A że mieszkam jeszcze z rodzicami- klamię. Mowie, ze ide do kościola, a ide do chlopaka. Wszelkie próby podjęcia jakiejkolwiek dyskusji, kończą sie na nazwaniu mnie niedojrzałą i zaprzeczeniem wszystkiego co uwazam. Poza tym, tato jest starszy, ma słabe nerwy i wiem jak bardzo prawda odbiłaby sie na jego zdowiu. Najzwyczajniej w swiecie wole mieć tatę, niż powiedziec co mysle o jego sposobie zycia i metodach wychowawczych. Nie warto.
Miałem bardzo podobne przeżycia, mniej więcej do 9 roku życia chętne chodziłem, ale jak wiadomo dzieci dorastają i się buntują. Kiedy mówiłem że nie chce iść do kościoła to miałem do wyboru(tak mi mówiła matka) "Albo zapierdalasz do kościoła, albo wpi**dol(oprócz tego kara na komputer i wychodzenie)". Jak można się domyślić zawsze chodziłem kiedy musiałem. To trwało do momentu w którym się wyprowadziłem, czyli we wrześniu 2015r. a tego samego roku w marcu skończyłem 18 lat. Od tamtego czasu nie byłem w kościele, nie słyszałem się z wujkami i ciotkami od strony Matki, bo wiem że im nagadała jaki to ja jestem niewdzięczny. Każde z mojego starszego rodzeństwa wyprowadziło się niemalże od razu po skończeniu 18 lat, a jest ich 4. Być może kiedyś jeszcze wrócę do kościoła ale nie mam pewności.
Najbardziej martwi mnie to że moja matka jest katoliczką na pokaz. Niemalże każde dziecko z innym facetem, przeklina jak mało. Gdy uczyłem się pisać moja twarz odbijała się od stołu gdy krzywo napisałem jakąś literkę. Moge tam długo wymieniać, ale nie po to to pisze.
Wiem co czujesz i mam nadzieję że nie będziesz popełniać takich błędów jak twoja matka, chodzi mi o te inne sposoby.
Pozdrawiam.
Ja chodziłam do klasy z dziewczyną wychowywaną w takich warunkach jak Ty. Tylko, że jej rodzince się udało wyprać jej mózg z myślenia. Wszystko co mówili księża to było święte. Zawsze pierwsza na Mszy, w pierwszej ławce. Na własną 18 zaprosiła 3 księży (nie przyszli) . Wydawała się być ograniczona umysłowo, a zachowywała jakby zatrzymała się na poziomie 10-latki. Gdy nauczyciele zadawali jej pytania nie potrafiła odpowiedzieć konkretnie na nie, a mówiła to czego nauczyła się w domu na blachę, a co było zupełnie niezwiązane z pytaniem. Dodam, że normą było dla niej kłamanie czy robienie ludziom na złość, np specjalnie siadała w czyjejś ławce, a później nie chciała z niej wyjść, na prośby reagując głupawym uśmieszkiem. W ten sam sposób chciała zająć czyjeś miejsce podczas poloneza na studniówce, nakręciła taką aferę że masakra. Raz nawet ukradła nauczycielce sprawdzian z biurka. Oczywiście w swoim zachowaniu nie widziała nic złego, a na dodatek chodziła do pedagoga żalić się że się wszyscy nad nią znęcamy i nie chcemy z nią rozmawiać. Kiedyś usłyszała, że koleżanka ma dietę, nagadała pedagogowi, że laska ma anoreksję przez co miała duże problemy.
Oczywiście normą było nawracanie nas poprzez mówienie że techno to muzyka szatana, hello kitty to szatan, yoga to oddawanie czci bożkom i przechodzenie na inną religię. Koleżance, która zaszła w ciążę powiedziała, że nie ma zamiaru dłużej z nią siedzieć w jednej ławce. A gdy kiedyś rozmawialiśmy nt. tego, że religia w szkole jest przedmiotem niepotrzebnym, wyszła z sali i powiedziała, że nie będzie siedzieć z bluźniercami. No i takie przygody, ach to liceum
Straszne, że tacy ludzie jeszcze istnieją
Istnieją, ale to wina innych fanatyków i prania mózgu od malenkosci...
Dokładnie człowiek jak tym nasiąknie to taki już dostanie, nie obrażając nikogo, ale kościół działa po części jak sekta
Wierzę w boga chodzę do kościoła czasem z chęcią czasem z zasady ze no jednak powinnam. Może nie jestem osobą która można określić gorliwym katolikiem. Jednak strasznie denerwują mnie osoby które tak Mega udzielają sir w kościele chcą wszystkich nawracać i wgl, najgorsze w tym wszystkim jest to że są one fałszywe i obrabia ci dupe o wszystko.
WhaRtI
*Boga
I po Twoim komentarzu wynika, że jednak w Niego nie wierzysz :)
Ja mam 19 lat, za miesiąc pisze maturę. Obecnie muszę chodzić codziennie na godzinną msze do kościoła (+dojście i powrót). Mieszkam w małej wsi i dojeżdzam bardzo daleko do szkoły, więc kiedy wychodzę z domu o 6 przychodzę o 16, na 17 do kosicoła, często jeszcze korepetycje i zazwyczaj nie mam siły na nauke. Ale cytując matke ,,Dopóki cie utrzymuje masz chodzić do kościoła'' oraz ,,Bez modlitwy nic w życiu nie osiągniesz''.
Powiem Ci tak: bez sensu jest się modlić, oldklepując paciorki. Pismo Św. mówi, że nie mamy być letni. Czyli albo wierzymy, albo w ogóle nie wierzymy.
Zapytaj matki, co ona osiągnęła takiego, oprócz zrobienia z dziecka niewolnika.
To samo robi bierzmowanie. Zamiast przybliżać ludzi do Kościoła, to oddala, bo ilość *zaliczeń * mszy, różańców, rorat i innych przeraża. Jak zawsze chodziłam z chęcią na np różańce, to podczas zbierania podpisów, zbrzydły mi niemiłosiernie. Dzień w dzień byc przymuszanym przez 3 lata, zeby iść do Kosciola, pod groźbą niedostania bierzmowania? Kościele robisz to źle .
A miałam wręcz przeciwnie, nigdy nie lubiłam na to wszystko chodzić, a dzięki bierzmowaniu zaczęłam. To różnie może działać. Tylko, że u nas jedynie w ostatniej klasie zbierało się podpisy i nie było tego aż tyle.
My mamy zbierać 3 lata, wszelkie różance, wszystkie niedziele, święta i nie wiadomo co jeszcze. Ja organizuje sobie bierzmowanie w innej parafii gdzie znam księdzów, i wszystkich co przy mszy uczestniczą. Nasz proboszcz jak do nas przyszedł (za karę, nie wiem za co) to powiedziała cytuje "Fajnie że większa wieś, będzie więcej bab do ruchania"
Ja przed bierzmowaniem chodziłam tylko rok, ale ani przed nie lubiłam chodzić do kościoła ani po. Ksiądz był na tyle nierozgarnięty że składał tyle podpisów ile kto chciał i nie trzeba było chodzić codziennie, wystarczyło raz na dwa tygodnie albo rzadziej a i tak wszystko w tej książeczce było zaliczone. Wierząca nie jestem, do bierzmowania zmusiła mnie babcia.
U mnie też nie było zbierania podpisów przez 3 lata :o To pewnie wymysł Twojego księdza/parafi. Z tego co kojarzę u nas było trzeba zdobyć po prostu kilka podpisów (z 6? 12? Nie pamiętam, w każdym razie na pewno nie było to codzienne chodzenie)
3 LATA?!
Polecam książkę "Carrie" lub ekranizację jej. W książce matka dziewczynki zachowywała się jeszcze gorzej. Nie mówię, że Ty miałaś dobrze bo według mnie nie powinno się przymuszać do religii nikogo. Nawet jeżeli jest to dziecko i dorośli uważają, że jest za młode na decydowanie czy wierzy czy nie.
Akurat po przeczytaniu wyznania pomyślałam o Margaret.
Nie dziwię się, że masz dość chodzenia do kościoła - brak dzieciństwa, młodości... Nie miałaś wolnego czasu. Ona nawet nie wie, że skrzywdziła twoją wiarę. A o to tak 'dbała'. Twoja mama oczekiwała od ciebie gorliwości starszej babuni, która wiele przeżyła, nagrzeszyła i nie ma co robić. Gdyby cię nie zmuszała, to może byś nawet wierzyła (wnioskuję to po tym, że odczuwasz wstręt a nie obojętność).
Przez chwilę zastanawiałam się nad tym czy na twoim miejscu powiedziałabym matce, że spieprzyła robotę (rodzice mają obowiązek wychować w wierze, jeśli dziecko przyjmuje chrzest). Myślę, że pyta się codziennie, bo chce wiedzieć, że robiła dobrze. A nie robiła. Pewnie by sobie nie wybaczyła gdyby dowiedziała się prawdy (nie mówię tu p krzywdzeniu Ciebie a o tym, że masz fobię odnośnie kościoła i wiary). A więc... współczuję.
*nie codziennie a co tydzień
No i to pytanie, to też może być przejaw troski (czy czasem nie schodzisz z dobrej scieżki xD), lekko stronnicza byłam, moja mama też jest wierząca i też się pyta (nie jestem pełnoletnia nawet), bo uważa, że to dobrze. Ale do pewnego momentu naciskała lekko, też tego nie lubiłam, ale nie przekraczała granic... wiem że to dla niej ważne. Ja tam sama nie wiem...
Mam coś podobnego, ale na mniejszą skalę po bierzmowaniu. ''Zaliczanie'' drogi krzyżowej, różańców itd...kartkówki z religii co było w niedzielę w kościele(!!!)....no i bardzo mi kościół obrzydł. Teraz chodzę tylko na święta, jedne i drugie, rekolekcje, i czasami w niedzielę, ale nieczęsto. Zmuszanie do wiary to jakaś paranoja...