Jakieś 10 lat temu przed świętami przyjechałem do domu na przerwę świąteczną. Od kilku tygodni zapuszczałem brodę. Kolega poradził mi, aby w ogóle jej nie ruszać, tylko niech sobie rośnie na dziko i dopiero jak będzie pokaźna, to podstrzyc do konkretnego kształtu. A że dodatkowo dawno nie byłem u fryzjera, to wyglądałem jak rasowy menel. Moja mama była zajęta i poprosiła mnie, abym pojechał jej samochodem (kilkunastoletni rzęch) odebrać młodszego brata ze szkoły. Przyjechałem przed szkołę sporo przed czasem i zaparkowałem tak, aby mieć z samochodu dobry widok na wyjście ze szkoły. Zapomniałem komórki, nie miałem co robić, więc z niecierpliwością wypatrywałem, kiedy zacznie się przerwa. Po 10 minutach dzieciaki zaczęły wychodzić ze szkoły. Brat zwykle szybko wychodzi, ale tym razem chyba coś go zajęło, bo po paru minutach wciąż go nie było. Mijały kolejne minuty, przerwa się skończyła, jego nie ma. Plac przed szkołą opustoszał, większość samochodów poodjeżdżała, a ja wciąż czekam w samochodzie i gapię się na drzwi. Zauważyłem, że co chwilę woźna podchodzi do okna i patrzy w moim kierunku. W końcu znikła, ale wróciła z dwójką nauczycieli i patrzyli na mnie we trójkę.
Wtedy sobie przypomniałem… MÓJ BRAT NIE CHODZIŁ JUŻ DO TEJ SZKOŁY. Od września chodził do gimnazjum, a ja stałem przed jego podstawówką. Czym prędzej odjechałem.
Z ich punktu widzenia jakiś podejrzany, zarośnięty koleś stał przed szkołą pół godziny, gapiąc się na dzieci ze sfrustrowanym wyrazem twarzy, a następnie odjechał...
Na wszelki wypadek nie pokazywałem się w tamtej okolicy przez jakiś czas.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wystarczyło się ogolić i wyglądać jak cywilizowany człowiek...
Serio? Zdaniem waszej mamy gimnazjalistę trzeba za rączkę odbierać ze szkoły?
A gdzie tu jest napisane o odbieraniu za rączkę ze szkoły? Brat autora mógł mieć daleko szkołę od domu, a skoro była możliwość, żeby ktoś odebrał go samochodem, to co w tym złego? Zwłaszcza że nie wiemy jakie brat autora miałby ewentualne możliwości powrotu komunikacją miejską. Może akurat kończył tak, że nie było żadnego autobusu czy tramwaju.