#YjseV
Ciąża z pierwszym dzieckiem to był dla mnie koszmar.
To, że codziennie rzygałam, kręciło mi się w głowie i mdlałam, to pikuś. Co chwilę miałam jakieś infekcje, grzybice itp., mimo że dbałam o siebie jak mi lekarz kazał. Nigdy przed ciążą nie miałam takich problemów. Nie miałam owsików i nie wiedziałam co to są hemoroidy, wystarczyło zajść w ciążę...
Używałam osobnego ręcznika, myłam się specjalnym płynem, który poradził mi ginekolog, nawet gdy jechałam do rodzinnego domu, to nie siadałam na ich ubikację, ale nic to nie dało.
Do tego słaba odporność, mimo że codziennie piłam owocowe koktajle i brałam witaminy, i tak robiła mi się raz w miesiącu opryszczka. Maść zapobiegawczo (smarowałam prawie codziennie, nawet jak nie miałam opryszczki) nic nie pomogła.
Mam 28 lat. Nigdy nie miałam trądziku, pryszczy (no może raz na rok się jeden pojawił i tyle. Nawet go nie wyciskałam, bo sam po 2 dniach znikał), nigdy nie miałam problemów z cerą, moja kosmetyczka jak i koleżanki zawsze zachwalały moja cerę i co? W czasie ciąży pryszcz na pryszczu. Koleżanki powiedziały, że chyba w końcu dojrzewam i dlatego mam pryszcze i jeszcze brakuje trądziku do kompletu.
Żarłam jak świnia. Nie umiałam się powstrzymać, bo czułam wiecznie głód i burczenie w brzuchu. Kiedy czegoś nie zjadłam. od razu zaczynało mi się kręcić w głowie. Potem co zjadłam i tak lądowało w kiblu. Moje omdlenia przynajmniej 2 razy w tygodniu lekarz skomentował, że taka moja uroda i mogło być gorzej.
Do tego wyszła cukrzyca ciążowa... Przestrzeganie diety, katowanie się, mierzenie cukru, pilnowanie.
Przed ciążą byłam aktywna, chodziłam na fitness, jeździłam na rowerze po 30 km dziennie, z mężem często jeździliśmy w góry i spędzaliśmy czas aktywnie, a w ciąży to cały czas leżałam, bo na nic nie miałam siły. Na miejscu mojego męża już dawno bym siebie zostawiła i wzięła rozwód. Byłam okropna i nie do życia. Wszystko mnie bolało, swędziało, ciągle rzygałam, nie miałam na nic siły.
Poród przeżyłam.
Cieszyłam się, że to już koniec męki.
I razem stwierdziliśmy, że już drugiego dziecka nie zrobimy. Oboje mieliśmy dość. Ciąża była planowana i staraliśmy się o nią kilka miesięcy. Gdybyśmy wiedzieli, że tak to będzie wyglądać, nie zdecydowalibyśmy się na dziecko.
Podziwiam kobiety, które rodzą co chwilę dzieci. Ja jestem na to za słaba.
Dziecko kochamy ponad wszystko, ale tego co przechodziłam w ciąży nigdy nie zapomnę.
Nie masz czego podziwiać, niektóre przeżywają ciążę ciężko, inne prawie nie zauważają, widziałem kiedyś reportaż o kobiecie która zorientowała się o ciąży w 6 miesiącu, na rutynowej kontroli u ginekologa.
Dopiero w szóstym? I brak miesiączki przez pół roku nie dał jej do myślenia?
@nothing Kiedyś spotkałam kobietę, która dowiedziała się o ciąży właśnie w 6 miesiącu. Miała chorą tarczyce i okres jej zanikał nawet na kilka miesięcy, dlatego się nie zorientowała.
Wystarczy nieregularny okres i plamienia, by myśleć, że się nie jest.
Sama mam bardz nieregularną miesiączkę i czasem zdaża się, że parę miesięcy mam spokój. Możliwe, że też przez tarczycę bo problemy z nią mam, ale nigdy w to nie wnikałam. Więc podejrzewam, że też bym nie zauważyła bez nowych problemów. :P
Moja mama, babcia i ciocie przechodzily przez to samo, z tymze mama dodatkowo miala "bonus" w postaci traumatycznego porodu, ktorego powiklania odczuwala przez wiele lat po ciazy. Zadna z nich nie zdecydowala sie potem na drugie dziecko, moja mama wrecz pojechala 10 lat temu do Czech zeby podwiazac sobie jajowody. Sama robilam rozne badania i wyszlo mi, ze z moja budowa ciala, uwarunkowaniem genetycznym oraz wyrazna historia komplikacji i ciezkich ciaz w rodzinie, jestem w szczegolnej grupie ryzyka. Chce miec dzieci, ale obecnie coraz bardziej zastanawiam sie nad pojsciem w slady mojej mamy i zdecydowanie sie w przyszlosci na adopcje. Ciaze i porody bywaja okrutne i moim zdaniem nie ma wstydu w przyznaniu sie, ze nie chcemy przez to przechodzic w taki sposob. Nie jestes slaba, po prostu Twoje cialo zareagowalo tak a nie inaczej i Twoj strach przed kolejna ciaza jest uzasadniony. Jesli kiedykolwiek w przyszlosci bedziesz chciala jednak miec kolejne dziecko, to polecam zastanowienie sie nad adopcja :)
Szanuję takie podejście do tematu.
latwo mowic o adopcji.Poczytaj najpierw na forach co sie tam dzieje, to czesto dzieci z patologicznych rodzin, z FAS, zaburzeniami ktore po czasie sie ujawniaja bo matka chlała.Starsze dzieci maja bagaz emocjonalny.Ja nigdy bym sie nie zdecydowala, alw podziwiam ludzi ktorzy na to sie ŚWIADOMIE decydują.
Mam w rodzinie kilka osob, ktore zostaly adoptowane. Chociazby wlasnie jedna z moich cioc po trudnej ciazy potem zaadoptowala z mezem trojke dzieci i juz wiele razy z nia rozmawialam na temat procedur i tego, o czym wspominasz. Tak wiec mam dosyc dobre rozeznanie w tych sprawach, ale dziekuje za troske :)
Etanolan, nie „zdecydowanie powinnaś się podwiązać”, co to w ogóle za komentarz? To, że jest narażona na różne komplikacje itp. nie znaczy, że „zdecydowanie” powinna to zrobić, to nadal jest jej decyzja, nic nie powinna, ona może. Jeszcze sama nie jest zdecydowana w stu procentach, myśli o tym po prostu. Jeśli jednak zdecyduje się na ciążę, to na pewno weźmie pod uwagę wszelkie komplikacje i zagrożenia, i weźmie je na klatę.
Etonol, to są jej jajniki, jajowody i macica, Ty tu nie masz nic do powiedzenia, co ona ma z nimi zrobić.
Ja za to bardzo poważnie rozważam surogatkę jeżeli się z mężem zdecydujemy. Nie są legalne u nas co prawda ale są w innych krajach i jest to możliwe.
Jest jeszcze coś takiego jak planowane cesarskie cięcie, wtedy nie trzeba rodzić naturalnie, jeżeli ma się taką historię rodzinną, można tez po prostu za to zapłacić - są sposoby. Oczywiście to nie rozwiązuje problemu ewentualnej nieprzyjemnej ciąży, ale każda ciąża jest inna, niektóre kobiety przechodzą łagodnie, inne mniej. Ciąża też ciąży nie równa. Jedną można przejść super, a drugą gorzej. Ja jestem właśnie w drugiej ciąży i niestety jest o wiele gorsza niż pierwsza. W pierwszej pływałam, chodziłam po górach, wszystko było mniej więcej dobrze, a teraz? No jest gorzej i nie mogę się już doczekać aż dziecko się urodzi.
Ja przy pierwszej ciąży mogłam robić wszystko, do 9 miesiąca latałam jak glupia bo tak dobrze się czułam, natomiast druga ciąża była okropna do 3 miesiąca wymioty, musiałam leżeć przez jakiś czas bo miałam krwiaka, rwa kulszowa, atak kolki nerkowej, niektórzy mowia, że przy ataku kolki ból jest identyczny co przy porodzie i nie mylą się bo myślałam, że zejdę z bolu, do tego nie mogłam spać każda pozycja dla mnie była niewygodna, nawet siedzieć nie mogłam, do łazienki na siku latałam w nocy z 8 razy bo dziecko bylo ulozone miednicowo i kopalo mnie centralnie w pęcherz, ciągle czulam, że mam pełny pęcherz. Po prostu koszmar. Także każda ciąża jest inna, nie jest powiedziane, że za drugim razem też byś miała takie dolegliwości, ale może lepiej nie ryzykować...
Bardzo współczuję. Ja osobiście przechodziłam ciążę i poród lekko. Jakbym w ciąży nie była. Identycznie jak ty moja znajoma teraz Miała. Wszystkie choróbska jej się czepiały, wyglądała i czuł a się okropnie. Pod koniec jej ciąży nie spotykalysmy się bo nie miała siły, nawet na spotkania w domu. 3 tygodnie temu urodziła i jak w końcu wyszła z domu, to ją pominęłam bo jej nie poznałam. Wyglądała jak babcia. Ostatnio się widzialysmy i jest trochę lepiej i lepiej wygląda. Również drugiego dziecka nie chce. Bardzo współczuję, napewno przechodziłaś męczarnie. Dużo zdrówka dla was
Może nie trafiłaś na odpowiedniego lekarza, który choć trochę by Ci ulżył w tym trudnym dla Ciebie czasie.
W pierwszej ciąży schudłam ponad 20 kg wymiotując wszystkim oprócz wody. Zwracałam wszystko przez prawie cały okres ciąży. Każdy lekarz radził coś innego na te dolegliwości nic nie działało. Aż pod koniec ciąży trafiłam do szpitala, gdzie starszy lekarz zalecił dodatkowe branie magnezu i potasu (mimo książkowych wyników krwi) i to okazało się zbawieniem.
Infekcje intymne spowodowane były cukrzycą, aż dziwne, że ani ginekolog ani diabetolog nie uświadomili Cię, że przy cukrzycy ciążowej łatwiej i częściej łapie się tego typu infekcje. I że są one niestety nawracające mimo wyleczenia. Męczyłam się z cukrzycą przy drugiej ciąży i o wszystkim tym mówili lekarze.
Ja też mam traumę po ciąży, jednak mija mi to powoli i z obawą łapię się na tym, że myślę jak nazwałabym kolejne dziecko albo jakby to było z kolejnym maluchem w domu. Pamietam, że w ciąży i jak dziecko było małe to umierałam z rozpaczy za dawnym życiem, obiecywałam sobie że nigdy więcej, a tu moje myśli idą w taką stronę... Boję się kolejnych "zmarnowanych" miesięcy, które znowu odbiją się na mojej psychice, małżeństwie, zdrowiu...
Współczuję, mam nadzieję ,że do siebie doszlas i nie odczuwasz żadnych negatywnych skutków już teraz :)
"Na miejscu mojego męża już dawno bym siebie zostawiła i wzięła rozwód"
Ludzie, co jest z Wami? Małżeństwa są tylko wtedy kiedy jest dobrze? To po co przysięgac na dobre i złe?
Małżeństwo to nie kolejny gadżet, który można wyrzucić jak coś przestaje działać tak, jak sobie tego życzymy.
Tak, mówisz jak powinno być. A ona mówi jak jest na prawdę. Nie żyjemy w świecie idealnym, ludzie często zachowują się jak egoistyczne dupki i nikogo już to nawet nie dziwi.
Też mi się to rzuciło w oczy i trochę przeraziło.
A skąd te owsiki?? A po ciąży jak ciało? Wróciło w miarę do tego przed?
"Koleżanki powiedziały, że chyba w końcu dojrzewam i dlatego mam pryszcze i jeszcze brakuje trądziku do kompletu."
A czym się różni jedno od drugiego?