#YZg2K
Tu wszystko się zaczyna. O istnieniu mojej babci przypomniała sobie nagle jej córka (i siostra mojej mamy) i po 20 latach braku kontaktu postanowiła go odnowić (zaznaczę, że mieszkała w tym samym mieście, co jej mama). Na początku sama dzwoniła do swojej matki, a gdy (podobno) dowiedziała się, że zbyt rzadko (zdaniem babci) się odwiedzamy, ta do swoich "odwiedzin" postanowiła wykorzystać nas. Dzwoniła co godzinę i kazała nam iść do babci i zrelacjonować jej samopoczucie.
Już na drugi dzień postanowiliśmy zablokować jej numer.
Po jakimś czasie ciotka stwierdziła, że musi wziąć los w swoje ręce i postanowiła... przeprowadzić się do mieszkania znajdującego się piętro wyżej od mieszkania mojej babci. Ciotka odwiedziła babcię dzień po przeprowadzce, a potem; przez kolejne 3 miesiące, nie odwiedziła swojej matki ani razu, co było podyktowane tym, że "nie ma czasu" (problem w tym, że za każdym razem, jak tylko się widzieliśmy, twierdziła, że "w bloku jej się nudzi i nie ma co robić".) Babcia jej wtórowała, przy okazji mówiąc nam, że "nas jest 4, to chociaż jedna osoba ma czas dłużej ze mną posiedzieć".
To nie zwiastowało tragedii, która się wydarzyła.
Kilka miesięcy przed przeprowadzką ciotka rozwiodła się ze swoim mężem. Miała z nim trzy córki (odpowiednio w wieku 3, 5 i 7 lat). Dzieci przebywały raz u niego, a raz u niej. Wszystko się skomplikowało wtedy, gdy po tej dłuższej przerwie ciotka nie postanowiła odwiedzać babci CODZIENNIE. Na czas tych odwiedzin dzieci przebywały u nas, bo jak ciotka twierdziła, babcia ich nie toleruje. Prawie codziennie robiliśmy za darmowych opiekunów (kiedy ja z siostrą wracaliśmy ze szkoły, moi rodzice dopiero jechali do pracy, więc cały czas ktoś był w domu). Już w pierwszy dzień tego pilnowania jej dzieci wywiązała się niemiła sytuacja (jedna z wielu): ciotka zapowiedziała moim rodzicom, że tylko jedzie do sklepu i nie będzie jej maksymalnie godzinę. Zostawiła dzieci o 9, a o 18, gdy poszedłem sprawdzić, gdzie ciotka jest, okazało się, że cały dzień siedziała u babci, a o zakupach kompletnie zapomniała. Innym razem dzieci czekały pod drzwiami naszego mieszkania ponad 6 godzin, bo moi rodzice musieli pilnie gdzieś jechać i nie było ich cały dzień. Co z tego, że dzień wcześniej ciocia została poinformowana, że rano nikogo nie będzie.
Po śmierci babci, ciotka wyprowadziła się i nie ma z nią kontaktu.
Dobrze, że się wyprowadziła. Problem z głowy, bo rodzice ewidentnie by nic nie powiedzieli.
to jakis ciekawy blok musial byc, ze kazdy sie moze wprowadzic do dowolnego mieszkania tak o- najpierw babcia nad was, potem ciotka ot tak, bo tak chce to sie wprowadze
w normalnym swiecie takie rzeczy sie nie dzieja
no tak- przypadkowo sasiedzi z gory sie wyprowadzali i babci kupiono mieszkanie, taki przypadek jest do uwierzenia
ale ciotka tak sobie o wprowadzajaca sie pietro wyzej? troche wyglada to jakby ten blok byl pusty i mieszkania tylko czekaly, az jakas inne rodzina autorki podejmie decyzje i "sie wprowadzi" tak po prostu
no nie wierze w az taki zbieg okolicznosci, te mieszkanai mialy jakichs wlascicieli, ktorzy museliby chciec je sprzedac lub wynajac akurat tym osobom
No przecież był pusty. Tyle pustych mieszkań, brak reakcji na trójkę dzieci stojących 6h na klatce schodowej (zapewne wcale nie w milczeniu).
u mnie w bloku (4 pietra) wszystkie mieszkania kawalerki są puste, więc jestem w stanie uwierzyć.
Ja również jestem w stanie uwierzyć, sama znam przypadek, gdzie w jednej klatce mieszkanie nad mieszkaniem mieszkają dwie siostry, a klatkę obok jeszcze ich brat
Może i mało prawdopodobne a jednak nie niemożliwe. U mnie w klatce przez pewien czas na 10 mieszkać stały trzy puste. Teraz jedno puste dwa oblegane przez studentów.
Polecam sprawdzić co oznacza słowo tragedia.
Pilnuj gowniokow zamiast zmyslac wyznania.
ausiennwa