#YXy1j

Był to czas Juwenaliów, czyli ciepły maj, jakieś kilka lat temu, nie więcej. Postanowiliśmy z kumpelą, że po próbie naszego zespołu udamy się razem na tramwaj i polecimy wieczorem w tango. Już podczas próby uruchomiliśmy kilka trunków, żeby powoli zacząć wbijać się w imprezowy nastrój, a że szliśmy z jeszcze dwoma koleżkami i droga na tramwaj była długa, to znowu coś poszło w palnik. Tramwaj już stał, wagony puste. Rozsiedliśmy się po królewsku na 4-osobówce i czekamy. Wtedy wchodzi ON. Łysy, niby w miarę duży, ale nie do końca napakowany, adidaski oraz wszystkie inne gadżety słowiańskiego wojownika na miejscu, choć strój w miarę wyjściowy. Buja się po wagonie z uśmiechem od ucha do ucha i w końcu siada bardzo blisko nas. My oczywiście dalej lecimy swoje, jakieś tam żarciki, beka 100%, a tu nasz kolega wyciąga jakiś koks czy tam zielsko (już nawet nie pamiętam), piwko stawia (otwarte...) na podłodze i jedzie swoje. Widać, że już troszkę pobudzony, ale bardzo pozytywnie.
Tramwaj ruszył, a między nami a naszym przeaktywnym kolegą wywiązała się jakaś rozmowa. Wszystko było fajnie, ale im dalej w las, tym ciemniej. Zwykłe uśmieszki i pojedyncze słówka zaczęły się powoli przemieniać w groźby: "ja bym was trzech rozjeb*ł", "wy mi do pięt nie dorastacie", "nie wiecie kim ja jestem". No i w tym momencie chyba alkohol wziął górę, bo z punktu widzenia kolegów troszkę szyderczo i lekceważąco zapytałem:
- Noo... A kim ty właściwie jesteś... (pajacu)?
Gościowi się chyba to nie spodobało, bo rozmowa weszła w ton rozkmin co najmniej o fizyce kwantowej:
- Ciebie tu nie ma w tym tramwaju! Rozumiesz? Ty nie istniejesz.

Myślę se - Ty, może on ma rację, może mnie nie ma. I tak siedzę i cieszę się do siebie.
Typ nie był zadowolony po raz kolejny. Wstał i powiedział:
- Co się tak cieszysz? Zepsuć ci humor?
I w tym momencie tak: koledzy z przodu - kupa w gaciach, koleżanka - zonk totalny,
ja - nieee, no będziemy się zaraz napi***alać, to jest pewne, trudno, pozycja i pamiętaj: w jaja albo rzepkę i uciekamy :D
Shit got serious. Koleś naprawdę wstał, wyjął wszystko z kieszeni, poprawił spodnie, a my nadal się gapimy jak w obrazek:
- POKAZAĆ CI COŚ, CO CI ZEPSUJE HUMOR?!
To jest to. To jest ten moment. Nie ma odwrotu - wóz albo przewóz. Koleś jest już na wyciągnięcie ręki. Martwiłem się tylko o koleżankę, bo była na wylocie, więc nie chciałem, żeby coś jej się stało. On inicjuje ruch - ja swój, kto pierwszy przejdzie do działania, ten wygra.
Niestety on był pierwszy. I może dobrze. Bo to co zrobił mnie zatkało.
Nie zwyczajnie zatkało.
Ja leżałem roz***any.

Gość zrobił... pieprzony szpagat.
My kopary do ziemi, a on:
- I CO? ZEPSUŁEM CI HUMOR?
Generalnie zabrakło mi słów. Wydusiłem tylko:
- A... a ten drugi też zrobisz?
- DRUGI, CZWARTY, PIĄTY, WSZYSTKIE!

Resztę drogi do nas gadał i nawet zaprosił na imprezę :D
Flessan Odpowiedz

Dobra ale tak swoja droga to bylo waa 3 i sie baliscie 1"niezbytprzypakowanego"? Troche dziwne :p no chyba ze reszta by patrzyla jak im kolege bija :p

Martwy

W sumie ostrożność była uzasadniona.
Sam mam takiego znajomego, co to nie wygląda na zbyt przypakowanego (przynajmniej dopóki jest w ubraniu), i też potrafi szpagat zrobić.
I w ciemnej uliczce przeciwko 4 typom nawet nie zdążyłem mu pokibicować, bo w 15 sekund było pozamiatane.

OMBoze Odpowiedz

Nigdy nie czytało mi się tak ciężko wyznania. Okropnie napisane.

BrakTematux3

Mi też się ciężko czytało :/

h0nesteyes Odpowiedz

Pierwsze wyznanie, gdzie zaśmiałam się na głos :D

SandalyJezusa

Ja też! :D

SelfTwin Odpowiedz

On zadziwił nawet Turbodymomena!

AmatorWilka Odpowiedz

Już myślałam, że ci przy****, a ten szpagat zrobił xD

Shizumachan Odpowiedz

nie no, złote!

CzlowiekZMatrixa Odpowiedz

Dawno się tak nie śmiałem :D

Nieogar69 Odpowiedz

Kurde, dziwna sytuacja... xD

MadelineOrz Odpowiedz

Haha smiechłam w głos ^^ <3

skysbae Odpowiedz

'koks czy tam zielsko' XD

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie