#YXy1j
Tramwaj ruszył, a między nami a naszym przeaktywnym kolegą wywiązała się jakaś rozmowa. Wszystko było fajnie, ale im dalej w las, tym ciemniej. Zwykłe uśmieszki i pojedyncze słówka zaczęły się powoli przemieniać w groźby: "ja bym was trzech rozjeb*ł", "wy mi do pięt nie dorastacie", "nie wiecie kim ja jestem". No i w tym momencie chyba alkohol wziął górę, bo z punktu widzenia kolegów troszkę szyderczo i lekceważąco zapytałem:
- Noo... A kim ty właściwie jesteś... (pajacu)?
Gościowi się chyba to nie spodobało, bo rozmowa weszła w ton rozkmin co najmniej o fizyce kwantowej:
- Ciebie tu nie ma w tym tramwaju! Rozumiesz? Ty nie istniejesz.
Myślę se - Ty, może on ma rację, może mnie nie ma. I tak siedzę i cieszę się do siebie.
Typ nie był zadowolony po raz kolejny. Wstał i powiedział:
- Co się tak cieszysz? Zepsuć ci humor?
I w tym momencie tak: koledzy z przodu - kupa w gaciach, koleżanka - zonk totalny,
ja - nieee, no będziemy się zaraz napi***alać, to jest pewne, trudno, pozycja i pamiętaj: w jaja albo rzepkę i uciekamy :D
Shit got serious. Koleś naprawdę wstał, wyjął wszystko z kieszeni, poprawił spodnie, a my nadal się gapimy jak w obrazek:
- POKAZAĆ CI COŚ, CO CI ZEPSUJE HUMOR?!
To jest to. To jest ten moment. Nie ma odwrotu - wóz albo przewóz. Koleś jest już na wyciągnięcie ręki. Martwiłem się tylko o koleżankę, bo była na wylocie, więc nie chciałem, żeby coś jej się stało. On inicjuje ruch - ja swój, kto pierwszy przejdzie do działania, ten wygra.
Niestety on był pierwszy. I może dobrze. Bo to co zrobił mnie zatkało.
Nie zwyczajnie zatkało.
Ja leżałem roz***any.
Gość zrobił... pieprzony szpagat.
My kopary do ziemi, a on:
- I CO? ZEPSUŁEM CI HUMOR?
Generalnie zabrakło mi słów. Wydusiłem tylko:
- A... a ten drugi też zrobisz?
- DRUGI, CZWARTY, PIĄTY, WSZYSTKIE!
Resztę drogi do nas gadał i nawet zaprosił na imprezę :D
Dobra ale tak swoja droga to bylo waa 3 i sie baliscie 1"niezbytprzypakowanego"? Troche dziwne :p no chyba ze reszta by patrzyla jak im kolege bija :p
W sumie ostrożność była uzasadniona.
Sam mam takiego znajomego, co to nie wygląda na zbyt przypakowanego (przynajmniej dopóki jest w ubraniu), i też potrafi szpagat zrobić.
I w ciemnej uliczce przeciwko 4 typom nawet nie zdążyłem mu pokibicować, bo w 15 sekund było pozamiatane.
Nigdy nie czytało mi się tak ciężko wyznania. Okropnie napisane.
Mi też się ciężko czytało :/
Pierwsze wyznanie, gdzie zaśmiałam się na głos :D
Ja też! :D
On zadziwił nawet Turbodymomena!
Już myślałam, że ci przy****, a ten szpagat zrobił xD
nie no, złote!
Dawno się tak nie śmiałem :D
Kurde, dziwna sytuacja... xD
Haha smiechłam w głos ^^ <3
'koks czy tam zielsko' XD