#Y9Ima

Będzie o życiowej kalece.

Nie mam ojca, wychowała mnie mama i dziadkowie. Nie mam rodzeństwa i zawsze byłam bardzo rozpieszczana. W domu nigdy nie miałam żadnych obowiązków, musiałam się tylko uczyć.

Na początku było super, ale w miarę jak dorastałam, zaczęło mi to coraz bardziej przeszkadzać. Doszło do tego, że w wieku szesnastu lat nie potrafiłam sobie nawet ugotować jajka! Niby śmieszne, ale raczej smutne i żałosne.
Próbowałam nawet się nauczyć, ale zawsze jak tylko brałam garnek do ręki, to pojawiała się babcia albo dziadek (dziadkowie byli już na emeryturze i zawsze któreś siedziało w domu) i mówili, że oni to zrobią, a ja mam iść sobie odpocząć po szkole. Zresztą ja i tak nie umiem, nie nadaję się do tego i mam to zostawić, bo tylko sobie krzywdę zrobię.
Mama uważała tak samo. Nigdy nie pokazała mi jak robić, no cóż, cokolwiek. Zawsze powtarzała, że przyjdzie jeszcze czas, że się w życiu narobię.

Wiem, że nie jestem tutaj bez winy. Powinnam bardziej walczyć o siebie i postawić na swoim, ale nie zrobiłam tego. Odpuściłam i tak sobie żyłam.

Pierwsza konfrontacja z rzeczywistością przyszła, kiedy wyjechałam na studia. Moje współlokatorki były znaczne bardziej ogarnięte życiowo ode mnie. Wstydziłam się, że nic nie potrafię więc udawałam, ukrywałam się i kombinowałam.
Najłatwiej było z jedzeniem. Żyłam na słoikach od mamy i parówkach. Obsługa pralki to była dla mnie czarna magia, więc brudne rzeczy chowałam i potem woziłam do prania, do mamy. Zdaję sobie sprawę, że mogłam się wtedy po prostu nauczyć obsługiwać tę pralkę, ale nawet nie próbowałam. Po latach słuchania, że nie potrafię, panicznie bałam się porażki. Bałam się, że ktoś to zobaczy, bałam się, że zepsuję pralkę albo zniszczę sobie ubrania czy zaleję sąsiadów. Byłam pewna, że to wszystko jest dla mnie za trudne i że zupełnie się do tego nie nadaję.
Najtrudniej było z prasowaniem. Starałam się przewozić ubrania tak, żeby były jak najmniej pomięte. Kiedy jednak już musiałam coś uprasować, to robiłam to butelką z gorącą wodą. Żelazka przecież użyć nie potrafiłam. Efekt tego był średni, ale jako tako to wyglądało.

Po studiach wróciłam do domu. Mama była wielce zaskoczona, że nadal nic nie potrafię zrobić "wokół siebie", przecież mam już te lata, że powinnam potrafić wszystko. No ale jak, skoro niczego mi nigdy nie pokazała?! To samo jednak nie przychodzi.

Teraz mieszkam sama i uczę się ogarniać życie... z internetu. Umiem już prać, sprzątać i prasować! Teraz uczę się gotować. Nie jest łatwo, bo zaległości mam mnóstwo, ale staram się je nadrobić. Metodą prób i błędów. Ostatnio pierwszy raz w życiu smażyłam. Wyszło średnio, ale i tak jestem z siebie dumna. Dla mnie to bardzo dużo. Jajko też już umiem ugotować. :)
asienaebaam Odpowiedz

Plus dla Ciebie, że się ogarnełaś. Jest dużo takich kalek, którym kalectwo nie przeszkadza.

GoMiNam Odpowiedz

Po części mam to samo. Jak kiedyś próbowałam zrobić ciasteczka z przepisu, to po jednej próbie się poddałam, bo usłyszałam komentarz "Cóż to za obrzydlistwo? Tego nie da się jeść! Nie rób nic w kuchni, bo ludzi potrujesz nawet jak zagotujesz wodę!". Zostałam zniechęcona do granic niemożliwości. Ponadto źle się czuję w kuchni. Herbatę, parówki, jajko na twardo (na miękko rzadziej mi wychodzi, bo zawsze spóźnię się te kilka sekund), jajecznicę umiem zrobić, kanapki też, ale na tym się moje kucharzenie kończy.

Za to moja dużo młodsza siostra - wyczynia cuda. Serio. Nigdy nikt jej złego słowa nie powiedział, zachęcano ją, a mi obcięto skrzydła przy pierwszej próbie. A przy każdym wejściu do kuchni: "Gdzie się ładujesz? Chcesz nas pozabijać?".
Gdy nie ona, to bym żyła tylko na kanapkach najpewniej (a i tak muszę kupować chleb już pokrojony, żółty ser również, bo nigdy nie umiem dobrze ukroić - wychodzi mi to bardzo krzywo).
Dlatego jeśli chodzi o obiad, to tylko dzięki siostrze jeszcze żyję.

matriarchat

GoMiNam, jak ja to znam. Podcinanie skrzydeł, nabijanie się z moich prób gotowania. Moja mama bardzo dobrze gotuje, za to na pieczeniu się kompletnie nie zna. Ja wręcz przeciwnie - dałam sobie spokój z gotowaniem, za to uwielbiam piec. I nawet jeśli czasami coś nie wyjdzie (mam dosyć archaiczny piekarnik, trzeba w nim piec "na czuja") to trudno, próbuję jeszcze raz. Aż mi ochota przyszła na moje ulubione ciasto - krówkę 😇🐄

diq1

Ja też bardzo mało gotowałam, bo mieszkałam też z babcią i obiad zawsze był.
Raz zrobiłam zupę i sypnęło mi się za dużo przypraw.
Od tamtej pory moja matka nie spróbowała absolutnie nic co ugotowałam, bo zawsze jak mnie widziała w kuchni, to darła mordę, że ona nie będzie jadła samych ziół prowansalskich. Nie zależnie od tego, co przygotowałam i czy rzeczywiście dawałam tam ziół, czy nie.

AmziToIzma

U mnie jest trochę inaczej, potrafiłam zrobić wiele rzeczy, a i tak wmawiano mi, że nie potrafię. Poszłam do pierwszej wakacyjnej pracy, a mój ojciec się śmiał, bo ja i kelnerka? Przecież ja nawet herbaty zrobić nie umiem, czy ja w ogóle wiem, że do herbaty trzeba najpierw ZAGOTOWAĆ wodę? No co ty, Szerloku. Tyle herbat w życiu zrobiłam i mam o tym nie wiedzieć? Robiłam obiad w domu, np. spagetti, znowu śmiech, bo przecież ja nie wiem, jak makaron ugotować. No tak, tyle razy już to robiłam, ale nie, nie wiem. Nawet teraz, gdy się wyprowadziłam, rozmawiając z rodzicami przez telefon, mówię, że np. właśnie posprzątałam mieszkanie i chwilę odpoczywam, jest śmiech, bo ja przecież sprzątać nie umiem, tak naprawdę pewnie mój chłopak latał po mieszkaniu z mopem i środkami czystości, a ja leżałam jak księżniczka. Nie wiem, dlaczego tak robią, czemu tak mówią, skoro nigdy nie miałam z niczym problemu, od małego miałam obowiązki. Potrafią wypalić z takimi tekstami przy rodzinie, znajomych, chłopaku, a ja się czuję wtedy upokorzona, bo wszyscy się od razu ze mnie śmieją, a na jakiekolwiek słowa obrony jest reakcja "tak, tak, jasne Amzi, wszyscy wiedzą jak jest" i kolejna salwa śmiechu. Doszło do tego, że zaczynam wpadać w płacz i histerię, kiedy coś mi naprawdę nie wyjdzie, krytykę znoszę bardzo źle, jestem przewrazliwiona na tym punkcie.

justas

@AmziToIzma bo Twoi rodzice nie mogą znieść tego, że potrafisz wszystko sama ogarnąć i są niepotrzebni. Wtedy muszą podkosić Ci nogi i czują się trochę lepiej. Chore? Chore, ale czasem rodzice tacy są.

AmziToIzma

@justas, może i tak, ale przez to wielu ludzi, zarówno rodzina jak i znajomi, ma mnie za nieudacznika i życiową kalekę, a to nie jest przyjemne. Cały czas ludzie myślą, że nawet wody sobie sama nie odkrecę, a o zrobieniu zwykłej jajecznicy zapomnij. Moje tłumaczenia nic nie dają, bez względu na to, czy reaguję złością, czy spokojem, czy prześmiewczym komentarzem, to nie ma znaczenia, Amzi nic nie potrafi i już, każdy to wie. Odczuwam przez to wstyd i zażenowanie, bo mam 23 lata, a jestem jak dziecko, które nic nie potrafi, chociaż... Potrafię. Jestem w oczach wszystkich sierotą, której trzeba zrobić jeść, posprzątać, ubrać, postawić pod nos, chociaż wcale tak nie jest, bo gotuję sama (wg mojego chłopaka nawet bardzo dobrze, często prosi mnie o jakiś mój "specjał", bo tak mu smakuje, a jemu nie wychodzi tak jak mi), sama sprzątam itd. Ale co to daje? I tak jestem sierotą... -.-

Uzytkownik404

Wow... czytam i nie wierzę 😣😲 Jak ludzie mogą robić coś takiego swoim dzieciom 😡
Współczuję Wam takich doświadczeń, ale też podziwiam że mimo to się nie dajcie 👍
Może z takimi dorosłymi trzeba postępować jak ze złośliwymi dziećmi - a najlepszą reakcją na złośliwości będzie brak reakcji?

anakonda257

@AmziToIzma Jeżeli cię wyśmiewają przez telefon to co ci szkodzi się rozłączyć? Może po kilku takich 'rozłąkach' połączą kropki, że jednak sobie tego nie życzysz. Nie musisz im nic tłumaczyć, zaczynają się śmiechy? To odkładasz telefon bez słowa. I tak aż do skutku, dopóki nie przestaną. Zaczniesz im tłumaczyć to na poważnie jak zapytają cię dlaczego się rozłączyłaś. Jak wyśmieją cię znowu to się rozłączasz i tyle.
Jak robią to przy gościach to wychodzisz, z chłopakiem czy bez. A facet powinien cię wtedy obronić, jak tego nie robi to lipa...

Szacunek do samej siebie. Nie odbierz tego jako atak, ale jak przy tym wszystkim milczysz, a nawet grzecznie zwracasz uwagę i nadal nic, to ze słów trzeba przejść do czynów. To czyny do nas przemawiają, a nie słowa...

Narcystka Odpowiedz

Czyli jednak istnieją odbiorcy tutoriali na YouTube typu: "jak zrobić kanapkę z masłem".

Babazwozu Odpowiedz

Ja miałam podobnie tylko, że wszystko czego się dotykałam było krytykowane..że za mało wsadu w pralce, że za wysoka temperatura prania, a na to idzie dużo prądu. Nigdy nie uczyła mnie piec czy gotować bo wszystko spartolę. To niewyobrażalnie podcina skrzydła bałam sie dotknąć czegokolwiek z obawy, że popsuję, albo będzie niejadalne.
Ważna jest determinacja i upór. Po ślubie i wyprowadzce przygotowałam mini przyjęcie na które zaprosiłam moją mamę. Widziałam że była w szoku, że ogarnełam przystawki danie główne ciasta itd. Ale duma nie pozwoliła jej mnie pochwalić. Za to teście piali z zachwytu- teściowa jest zawodową kucharką. To ona , a nie moja mama wpoiła mi, że nie wolno sie poddawać i że pomimo tego, iż pięć razy Ci nie wyjdzie za szóstym w końcu się uda!!

Matze334 Odpowiedz

Przewodnik Jak zrobić z dziecka upośledzonego człowieka.

BlackMirror Odpowiedz

Brawo! Super, że się wzięłaś za siebie i wszystkiego uczysz! Powodzenia 🤗

Blablebleeee Odpowiedz

Mój 15letni syn umie odkurzyc, wyprasowac, umyć lazienke, ugotowac ziemniaki, zrobic jajka sadzone i wiele innych rzeczy. Nie idealnie, ale umie. Ja w jego wieku gotowalam juz pelne posilki dla rodziny, pralam i sprzatalam. Nie musi umiem i robic wszystkiego co ja musialam, ale tak proste rzeczy to i owszem. Trzeba uczyć dzieci zycia, tego ze jak zapomna wylaczyc gaz pod patelnia to ją spalą, raz drugi. To są nawyki w prostych czynnościach. Współczuję autorce :(

anakonda257

Niestety są rodzice, którzy podcinają skrzydła swoim własnym dzieciom... Nawet jak umieją i chcą, to ciągle się je krytykuje.

HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Mnie tez mama niczego nie nauczyla. Tylko ze ja uswiadomilam to sobie jak wyemigrowalam majac 19 lat, gdy pierwszy raz probowalam "ugotowac" ziemniaki. Nie dolalam do nich wody 😌

Feniks06

Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Ok, niczego Cie nie uczyła. Ale czy Ty nigdy nie byłaś w kuchni? Nie widziałaś jak ktoś odcedza ziemniaki? Nigdy nie widziałaś gotujacych się ziemniaków?

Gargamella Odpowiedz

Dasz radę :) Ja zaczęłam eksperymentować w kuchni w wieku 25 lat, po ślubie i wyprowadzce z domu :) W internecie można znaleźć wiele filmików, które pokazują wszystko krok po kroku i okazuje się, że nawet coś, co pozornie jest bardzo trudne, jest w rzeczywistości banalne :) Oczywiście nie obyło się bez kilku spalonych garnków i przesolonych potraw :) Ale nikt nie jest idealny i każdemu się zdarza coś zepsuć :) Najważniejsze, że próbujesz :)

bazienka Odpowiedz

mam to samo. mama nie pozwalala pomagac bo "nie lubie jak mi sie patryz na rece". babcia nauczyla robic ciastka i tyle. pierwsze miesiace na studiach byly ciezkie
nie robcie tego dzieciom

Zobacz więcej komentarzy (12)
Dodaj anonimowe wyznanie