#Y1lDP
Przyszedł czas, kiedy się zwalniałam i miałam trochę luźniejsze podejście do tego, co mówię. No i stoimy z kolegą przy ladzie wydawczej i czekamy, aż ktoś odbierze zamówienia. Ja miałam na wynos, ale tylko torebkę i napój, co wydajemy zwykle bez dodatkowej torby „z uszami”. Podchodzi dwóch panów, więc im to im podaję i już mam iść, a panowie pytają, czy mogę spakować. No mogę, ale kurczę, mówię z uśmiechem: „Mają panowie cztery ręce”. Pierwszy raz powiedziałam coś takiego. Problem polegał na tym, że jeden pan nie miał dłoni... Jak się zorientowałam, to zalała mnie fala gorąca. Kolega obok już prawie dusi się ze śmiechu i czeka na moją reakcję. A ja widząc wielkie oburzenie pana bez dłoni udałam, że kompletnie nie zauważyłam jej braku, spakowałam jedzenie i jak zwykle z uśmiechem powiedziałam „Smacznego”.
To była bardzo żenująca sytuacja, tak mi było głupio, ale też śmiać mi się chciało, bo przecież jak duże było prawdopodobieństwo, że gość nie będzie miał ręki?! Potem się bardzo pilnowałam, żeby nic podobnego nie palnąć :)
No trochę niezręcznie.
Ale ostatecznie i tak go wyręczyła.
Możnaby rzec, że poszła im na rękę
Grunt, że nie trzeba było go za rękę prowadzić.
Nawet jeśli mieliby wszystkie kończyny, co to w ogóle za teks "macie cztery ręce"? Ty masz dwie i służą one do pakowania klientom żarcia w torbę m.in.