#XWFay
Tu tego udowadniać nie muszę, dostaję od otoczenia kredyt zaufania i życzliwe wsparcie. Np. ostatnio, gdy wracaliśmy tramwajem z placu zabaw. Zabrałam dzieci po przedszkolu na wypasiony plac zabaw, najlepsiejszy na świecie. Wyszalały się, nacieszyły, wracamy na kolację, gdy nagle moja córka zaczyna płakać, że nie ma misia, został w przedszkolu. Mamo, wracajmy, mamo, dlaczego nie przypomniałaś. W myślach klnę, bo nie wrócimy, przedszkole już zamknięte, poza tym przegapimy porę kolacji i wszyscy będą głodni i wściekli, nie wiedziałam, że zabrałaś misia, ja od 6 rano w pracy, żeby wcześniej wyjść, nie wolno zabierać zabawek z domu. Na głos uspokajam, że miś poczeka, żeby się nie przejmowała, że rozumiem, że smutno, wszystko to zazwyczaj pomaga, nie tym razem. Histeria narasta, dziecko zaczyna mieszać języki, to po polsku, to lokalnie, wnoszę do tramwaju, płacze nadal, praktycznie już wyje, głupio mi strasznie. I nagle patrzy na nas łysy, młody człowiek, na oko lokalny prawak, ja już cierpnę, że oberwie mi się od emigrantek, co nie umieją zapanować nad bachorami i żebym wracała, skąd przyjechałam. A on mówi, że widzi, że dziewczynce jest smutno i czy ona się boi o misia. Córa przytakuje. On opowiada, że też kiedyś zostawił miśka w przedszkolu i się bał o niego, a misiek się świetnie bawił, rano opowiedział niesamowite historie. Po dwóch przystankach dziecko jest zupełnie wyluzowane, opowiada o fajnym placu zabaw, dojeżdżamy w dobrym humorze do domu. Wystarczyło kilka życzliwych zdań z zewnątrz, żeby przerwać rozpacz, której ja nie mogłam zaradzić. Mamo, bo ten pan w tramwaju powiedział, że misie specjalnie się ukrywają, żeby przez całą noc bawić się z zabawkami z przedszkola, my wcale o nim nie zapomniałyśmy, to on nas wykiwał.
I to się zdarza ustawicznie, ktoś krzyknie dziecku, że świetnie sobie radzi na rowerze i wyminie zawalidrogę, której nóżka spadła z pedału i kierownica skręciła w złą stronę, ktoś zagada o poranku, że słońce dziś zaspało. Ja też gram według reguł, staram się, żeby dzieci nie hałasowały, przeszkadzały, brudziły, i oczywiście pomagam innym. Ale wiem, że jak coś mi nie wyjdzie, to otoczenie tak właśnie mnie potraktuje, jak kogoś, kto się stara i trzeba mu trochę pomóc, a nie jak roszczeniową krowę rozpłodową.
To tak jak z hipochondrykami, którzy zajmują miejsca u pięciu specjalistów, a ktoś kto potrzebuje nie dostaje pomocy, tak jest z normalnymi matkami i madkami. Idziesz na sor z bólem brzucha, to myślą, że się nazarlaś, a możesz mieć kamień w przewodach żółciowych. Wystarczyło kilka bab, analfabetek, robiących dzieci co roku, niepracujących nigdy, mnożących patologię, żeby każdą normalną matkę wrzucać z nimi do tego samego wora. Inteligentni ludzie potrafią jednak odróżnić normalną matkę/rodzinę od dejów i patoli.
Przyznam się, że jestem na grupach "dej, mam horom córkę". Z początku rzeczywiście były tam typowe deje i było z czego się pośmiać, ale teraz to już idzie w naprawdę złą stronę. Coraz częściej zdarza się, że są wrzucane rzeczy, z których trudno się śmiać. Strach mieć dzieci w tym kraju.
Mnie dziwi społeczne przyzwolenie na obrazanie cudzych dzieci. Wszędzie tylko "gówniak", "kaszojad".
Dobrze ze w innych krajach jest lepiej :)
"Spotted: madka i tateł" to ostatnimi czasy naprawdę dno. Strach wspomnieć cokolwiek o dziecku, żeby tam nie wylądować.
W Polsce matki nigdy nie otrzymywały odpowiedniego szacunku, choćby już na porodówce. Ale to co się dzieje teraz, to zdeptanie obrazu Matki Polki do rozmiaru patologii społecznej. Madka i pińćset plus. Przez nikły procent rozczeniowych krow, Matka Polka już nic nie znaczy.
A gdzie kobiety które są znane ze swojej opiekuńczości? Ja je widzę wszędzie, dlaczego wiec mówi się tylko o Madkach?
To jest bardzo zdrowe podejście. Ja i mój narzeczony również staramy się zagadywać dzieciaki, jak ten pan z tramwaju, albo jak jakieś się przewróci to chwalimy, że super sobie radzi i żeby się nie poddawał. Dzieci często bardziej zwracają uwagę na słowa obcych, niż rodziców, szczególnie jak te są pozytywne i poprawiają humor.
I gdzie tak pięknie jest?
Ale brakuje najważniejszego - miś się znalazł?
No przecież miał imprezę w przedszkolu 😊
Mnie strasznie zdenerwował ten ubaw z opisem "za bachora" na paragonie z jednego z hoteli. Masa komentarzy, że pracownik bardzo dobrze zrobił, że to wina dziecka, ze matka pewnie była zła i wgl to takie zabawne, róbmy tak częściej. Jak ktoś stanął w obronie kobiety, która dostała taki paragon to byl od razu na nią lincz. Według mnie matka już nawet nie może wymagać szacunku do samej siebie, bo to też źle świadczy o niej jako matce. Rozumiem, ktoś nie lubi dzieci, ale miejmy do siebie odrobinę szacunku i swoje kompleksy kierujemy do specjalisty a nie do bezbronnych...
O rany, mój znajomy stwierdził, że taka sytuacja to idealny moment, aby nauczyć dziecko, że nie każdy w życiu będzie nas lubił. Kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, że od 4/5cio gwiazdkowego hotelu wymaga się spełnienia pewnych standardów to podsumował mnie zdaniem, że macierzyństwo mnie zmieniło i stałam się nadopiekuńcza.
Vinaya w takim razie jak on będzie miał dziecko to nauczy je tylko tyle że każdy ma prawo je gnoić i że nawet jak kogoś nie lubimy to wtedy szacunek się nie należy. Ale cóż, to nie my wychowamy żmije na własnej piersi
Osobiście madką nazywam tylko kobiety które OLEWAJĄ swoje potomstwo. Nie raz mi się zdarzyło stać w kolejce za równolatką, która warczała na dziecko jakby było winne całemu złu tego świata, kobiety które każą dziecku się zamknąć i generalnie osoby, które zachowują się, jakby ich dziecko było dla nich jakąś karą.
Nigdy nie wiesz, czy matka która krzyczy teraz na dziecko przy kasie, nie stoi na rzęsach od piątej rano, bo dziecko się nie wyspalo i jest nie w humorze, płacze cały dzień. Jest brudna, zmęczona, od rana nie mogła zrobić nawet siku, a już o myciu zębów nie wspomnę. Jest wspaniała matka na codzień, ale dziś już nie daje rady. Wiec krzyczy na dziecko w kasie ze swojej bezradności. A Ty dupku stoisz obok i widzisz tylko ten mały fragment jej dnia, w którym ona ma swoją chwile słabości i wydajesz na nią osad.
Ale co do mówienia komukolwiek ze ma się zamknąć, to się zgadzam. A już dziecku dawać taki przykład braku szacunku to okropność
Jako mama rocznego bombelka potwierdzam, że w naszym kraju jest w tym momencie nagonka na matki, ale jednocześnie jest też masa życzliwych ludzi. Pierwszych ignorować, drugich doceniać. Tyle.
Zwrócę też uwagę na jeden fakt - osoby bezdzietne, to że Wy w swoim otoczeniu tego nie widzicie to nic nie znaczy. Was ten problem nie dotyczy, więc nie zwracacie uwagi. I o.
Mam sąsiadów co się ryli w moje i mojego brata wychowanie (mają syna w moim wieku). Przez co mój brat woli ich od rodziców bo sąsiedzi wszystko jemu pozwalali. Jako, że ojciec ma firmę, która od kilku lat już nawet nieźle zarabia, a mnie to interesuje i od 12 roku życia dużo w niej pomagam, to kasę i prezenty od rodziców dostaję za wykonaną pracę. Brat nigdy nic nie pomagał, (jest rok starszy) a sąsiedzi zawsze męczyli mego ojca, się uwziął na moim bracie, że też rower powinien dostać, itp, itd. Teraz chłop ma 22 lata i uważa, że wszystko mu się należy i nie chce się z domu wyprowadzić.