#X8mfc

Ostatnie wyznanie o "pięknej ale głupiej" sprawiło, że chcę trochę opowiedzieć o sobie...

Moja mama to trochę taka Andżela z osiedla.

Urodziła się w bloku, zamiast do szkoły chodziła na piwko za garaże, w zawodówce zaszła w ciąże, facet ją porzucił i teraz pracuje na czarno, żeby nie płacić alimentów, a ona sama zarabia na kasie w miejscowym monopolowym, gdzie wszyscy znają ją z jej przyjemnej urody, krótkiej, obcisłej sukienki i zadbanych paznokci.

Jest dobrą matką, kocham ją. Nie jest najmądrzejsza, łączy panterkę z różowymi botkami i skórę ma spaloną od solara, ale każda matka dla swojego dziecka jest najcudowniejsza. A ona zawsze o mnie dbała. Wiedziała, że przez błędy swojej młodości spędza życie w zaniedbanej kawalerce, więc postanowiła, że nie pozwoli mi ich popełniać. Dała mi jedno z tych dziwnych, zangielszczonych imion, jakby już wyobrażała sobie, jak w limuzynie objeżdżam Stany Zjednoczone. Oczywiście powód do śmiechu, szczególnie teraz.

Urodziłam się więc na blokowisku, ale od urodzenia byłam zapisywana na dodatkowe zajęcia; francuski, korki z matmy, poezja dla przedszkolaka. Mama dużo dla mnie poświęciła - chodzi też o wygląd, jak aparat na zęby, zresztą, brzydka nigdy nie byłam. Dwa lata temu poszłam na studia, które zamieniły się w studia zaoczne - pochwaliłam się mamie, że udało mi się dostać staż w dużej korporacji, że teraz sama mogę opłacać studia a nawet wysłać jej trochę pieniędzy, żeby mogła kupić tą wymarzoną kanapę ze szwedzkiego sklepu.

Co za sukces! Tyle radości widziałam na jej twarzy, kiedy wróciłam do domu. Udało się - córka wrosła do innego świata.

To nieprawda. Wiedziałam, że studia dużo kosztują, a mama zarabia mało, więc faktycznie weszłam do świata biznesu - jako kochanka tych, co są tam na szczycie. Dziwka, prostytutka, pani do towarzystwa, może trochę wyżej klasy, ale to tylko wymówka. Poszłam jeszcze gorszą drogą, nic nie zmieniły dodatkowe zajęcia, pieniądze wkładane w edukacje, pouczania. Wybrałam łatwą ścieżkę.

Napisałabym - okej, skończę studia, skończę i z tym. Ale nie wiem, czy to prawda. Praca po studiach szybko nie da mi tych pieniędzy, drogich restauracji i fajnych ubrań. Nie da mi hajsu na fryzjera dla mamy, na odpłacenie jej za te lata przeżyte dla mnie.

Lubię swoje studia, są związane z biznesem, ale nie fascynują mnie, nie wyobrażam sobie, jak miałabym je wdrożyć w życie. A tak - korzystam z urody, oszczędzam na boku, nie wysilam się za bardzo, przebywam w miejscach, o których nigdy nie myślałam, zwisając z trzepaka w obszarpanych spodniach.

Może moja godność miałaby się lepiej, gdybym się wstydziła, żałowała, posypywała włosy popiołem i płakała w poduszkę. Ale nie jest mi żal, nie jest mi smutno. Podoba mi się. I tylko czasem przez głowię przelatuje mi myśl, czy to tak aby na pewno powinno być...
maxiorek Odpowiedz

Pamiętaj, że uroda przemija. Znajdź coś co możesz robić na "emeryturze" albo odłóż dużo pieniędzy by z nich potem żyć.

StaryTapczan

O tym samym pomyślałam. Tacy faceci chcą, mówiąc brzydko, młodej dupy. Autorka nie będzie miała wiecznie dwudziestu lat, przyjdzie moment, w którym będzie już dla takich facetów za stara, na jej miejsce przyjdą nowe młode dupy, a ona z czasem pójdzie w odstawkę. Raczej niewielu tego typu facetów wybierze kobietę przed czterdziestką (lub po czterdziestce), jeśli będą mieli chętną dwudziestkę. Co wtedy?

No cóż, na razie studiuję, więc to nie jest tak, że wieczory z nimi to moje jedyne zajęcie. Pieniądze odkładam, zrobię kursy, zajmę się czymś, co lubię - malowaniem paznokci. Nikt nie będzie musiał wiedzieć, skąd wzięłam te oszczędności ;) Aż taką blondynką nie jestem, żeby widzieć się w zawodzie "damy do towarzystwa" do 50 tki ;D

CzarnyMag Odpowiedz

Jeśli drogie restauracje, fajne ubrania i fryzjer są tego warte... Nie zamierzam Cię pouczać czy moralizować, ale zastanawiam się, jaki ten cały luksus ma właściwie sens? Prowadząc taki tryb życia, poświęcasz swoją intymność i uczuciowość, oddalasz się od ludzi, którzy reprezentują sobą głębsze wartości, okłamujesz ukochaną matkę - słowem: porzucasz jakiś duchowy aspekt życia. Nie mam przez to na myśli niczego związanego z religią, ale proste i uniwersalne idee znane nawet prymitywnym ludom: miłość, szczerość, lojalność, uczciwość... Luksusowa pustka. Nie bez powodu przelatuje Ci przez głowę pytanie, czy tak powinno być.

Hej, dziękuję za komentarz.
Korzystam nie tylko na restauracjach, ale również na tym, że mogę pomóc mamie, która jest jedyną bliską mi osobą. Za to faktycznie, kiedy przeczytałam "oddalasz się od ludzi" pomyślałam, że oddalam się od matki, a to akurat trochę boli.
Nie uważam, że oddaję intymność, wręcz przeciwnie, mieszkam sama, nikt się nie wtrąca, nie jestem tym facetom niczego winna, prócz towarzystwa przy obiedzie i seksu, a i tego mogę uniknąć.
Jeśli chodzi o oddalenie od innych - nie starczyło mi liter, by wyrazić to w wyznaniu, ale mam wrażenie, że przez te próby "zmiany pozycji społecznej" przestałam pasować gdziekolwiek. Tak jak mówię - mam dość durne imię, takie na poziomie Naomi. Śmieją się z niego wszyscy i dość niepoważnie wygląda na CV. Ludzie z mojego środowiska i podobni do mojej rodziny uważają mnie za kujona, śmiali się z różnych moich dodatkowych zajęć i zrobili ze mnie ofiarę. Ludzie z wyższych "warstw społecznych" uważali mnie za córkę zdzirowatej Pani z monopola. Oddalałam się od ludzi już od podstawówki, z wiekiem było coraz gorzej.
Z tymi kolesiami jest łatwej; często oczekują kogoś, z kim mogą pogadać o fajnej lekturze, ale jednocześnie nie chcą, żeby wnikać w czyjąkolwiek przeszłość i traźniejszość. Nie wiedzą nic o mojej matce i nic nie chcą wiedzieć, lubią moje ciało.
A gdybym się miała z kimś związać? Zabrzmię jak zarozumiała krowa, ale ludzie z osiedla już mnie denerwują - nie umiem znaleźć z nimi wspólnego języka. A ludzie ze sfer do których chciała wepchnąć mnie mama? Co by pomyśleli gdyby się dowiedzieli, jak wygląda miejsce z którego pochodzę.
Teraz jestem sama i sobie radzę, utrzymując mamę :)

CzarnyMag

To zabrzmi idealistycznie, ale mama na pewno wolałaby, abyś prowadziła inne życie, miast korzystać finansowo na tym, co robisz obecnie. Gdybyś kiedyś zdecydowała się obrać inną drogę, możesz jej powiedzieć, że wypaliłaś się w biznesie - z Twojego opisu mamy wynika, że pewnie by to zrozumiała.
Intymność to także (o ile nie przede wszystkim) sfera erotyczna. Sama nie przebierałaś w słowach nazywając to, czym się czasem zajmujesz prostytucją. Prostytucja to przecież usługi seksualne, a normalnie seks ma osobisty/intymny charakter.
Wiem jak to jest nigdzie nie pasować, bo całe życie trzymałem się na uboczu. Mimo tego, nawet ja spotkałem na swojej drodze fajnych, zwykłych ludzi. Żałuję, że przez moje problemy straciłem z nimi kontakt, bo luźne i szczere relacje z ludźmi trudno przecenić.
Nie umiem sobie wyobrazić imienia tak niefortunnego, aby stanowiło jakąś poważną życiową przeszkodą. W ogóle nie warto brać do siebie takich głupstw, jakichś łatek i obiegowych opinii na swój temat, bo człowiek zaczyna wchodzić w tę rolę. Dystans do siebie jest najlepszą bronią, bo to, co mamy w środku zawsze projektujemy na zewnątrz. Kiedy człowiek nie okazuje, że ma jakiś problem z tym, kim jest, to inni ludzie też tego problemu nie widzą.

HenrykGarncarz

A co Ci przeszkadza zmienić imie?

KorpRat

Autorko w tym komentarzu trochę się usprawiedliwiasz albo szukasz wymówek. Nie mamy średniowiecza, żeby świat dzielił się na klasę wyższa i klasę robotnicza. Nie wszystkie osoby na dyrektorskich stanowiskach w dużych korporacjach wywodzą się z bogatych rodzin. To samo tyczy się właścicieli dobrze prosperujących firm. Nie wierze tez, ze imię jest powodem dla którego nie możesz znaleść pracy - we wszystkich międzynarodowych firmach są bardzo wyostrzone polityki antydyskryminacyjne, ze nie ma opcji aby imię stanowiło taki problem. Jedynie dostałabym pytanie z ciekawości o pochodzenie twoich rodziców. A co do faceta - co by miał sobie pomyśleć? Są różne sytuacje w życiu i jeszcze nie spotkałam nikogo, kto skreślałby drugiego człowieka przez wzgląd na zasobność portfela jego rodziców. A jak tak to jak mówią - śmieci same się wyniosły 😉

JeslemKrolem

Niby nie mamy średniowiecza ale taki podział jednak jest. Obracalam się w obu środowiskach i naprawdę różnice są duże, od kwestii światopoglądowych, po jakies formy spędzania czasu. W dodatku jedni z drugimi nie chcą mieć za wiele wspólnego bo maja się za lepszych.

JeslemKrolem

No ale zawsze można byc po prostu sobą i nie przypisywać się stricte do którejś grupy społecznej

kapelusz

Król ma rację, są podziały tylko niepisane. Sama, choć mam tego świadomość i staram się unikać szufladkowania, no nie dobieram sobie znajomych ze środowisk bardzo odmiennych od tych, w którym... No cóż, są ludzie o podobnym wykształceniu, wiedzy czy statusie jak ja. Bo z innymi gerenalnie nie mam o czym gadać. Ich nudzą moje sprawy, a mnie ich.

KorpRat

JestemKrolem i kapelusz ja się z wami całkowicie zgadzam. Ludzie najczęściej otaczają się innymi ludźmi, którzy żyją na podobnym poziomie, maja podobne zainteresowania, podobne cele życiowe i podobne poglądy. Jednak to w jakim „kręgu” dana osoba się znajdzie czy z jakimi ludźmi przebywa najczęściej nie jest determinowane przez to w jakim „kręgu” byli rodzice tej osoby tylko w jaki sposób żyją w danej chwili. Tak wiec nauczyciele najczęściej trzymają się z nauczycielami, lekarze z lekarzami a pracownicy korporacji z innymi pracownikami korporacji. I rzadko kiedy wynika to z „pogardy” do osób z innej grupy tylko z tego, ze żyją w podobny sposób, łącza ich podobne problemy i cieszą podobne sukcesy. Po prostu maja ze sobą o czym rozmawiać. Jednak „członkowie” tych wszystkich grup wywodzą się z różnych rodzin o rożnym statusie majątkowym i rzadko się zdarza, ze są przez to oceniani. Przynajmniej tak jest w większych miastach.

ghostgal

Ten luksus daje chwilowe zapomnienie w poczuciu niskiej wartości, jak mniemam. Jeśli to brak poczucia własnej wartości popchnął autorkę na tę ścieżkę, to mamy do czynienia z błędnym kołem. Nie cenie siebie i z tego powodu robię coś co sprawi że nie będę cenić siebie jeszcze bardziej.

Akantis Odpowiedz

Twoja mama nie musiała się prostytuować, by o ciebie zadbać. Ty też nie musisz tego robić. To już tylko twój wybór, czy potrzebujesz najnowszego telefonu i ciuchów z najnowszej kolekcji. Kim jesteś bez pieniędzy? Bo to się najbardziej liczy i z tym zostaniesz, jak uroda przeminie.

TaehyungLoveYourself Odpowiedz

Po przeczytaniu tego, co napisał CzarnyMag pomyślałam, że... to chyba najmądrzejszy komentarz co do tego typu historii na tej stronie. Myślę, że nie trzeba już absolutnie nic dodawać. Poza tym, że dało się napisać coś inteligentnego nie obrażając, nie krytykując, bez "wtrącania się"

chlef123 Odpowiedz

mam koleżankę, która od ponad 10 lat zawodowo tańczy na rurce. z początku też próbowała cośtam studiować, ale z rurki szedł taki hajs, że szybko zrezygnowała ze wszystkich innych obowiązków, by jak najwięcej czasu spędzać w klubach ze striptizem.

teraz, kiedy jest już po 30, jest w dość kiepskiej sytuacji - przywykła do życia "na poziomie" na tyle, że oszczędzanie i życie bez spełniania każdej zachcianki to dla niej kosmos, a taniec nie daje już nawet połowy z tego, co na początku (kosi ją młodsza konkurencja, chociaż dziewczyna jest ładna i moim zdaniem nie wygląda na swój wiek). poszła do pracy, która ją nudzi i unieszczęśliwia, tonie w długach.

a to dopiero trzydziestka...

mleczkoczekoladowe Odpowiedz

Mnie zawsze ciekawiło jak to zacząć czy jak zdobywać klientów. Taka czysta ludzka ciekawość

Selevan1

Datezone. Cokolwiek. Mnie zastanawia dlaczego facetom jest to potrzebne.

Internet lub zapoznajesz się z kimś na imprezie, wieczorze, idzie odróżnić takich mężczyzn.
Po co? Strzelam, że nie mają ochoty na zobowiązania a chcieliby się czasem z kimś pokazać i potem mieć fajny seks. O dziwo faktycznie zdarzyło mi się spotkać klientów, którzy mieli żonę, z którą nic ich nie łączyło. Akurat tak się zdarzyło, że towarzysko i biznesowo był to dla nich dobry układ :)

Selevan1

Co kto lubi. Ja nie potrafię zrozumieć że chcica na 'fajny seks' (w ogóle dla mnie stosunek bez uczuć wyklucza się wzajemnie z 'fajnym seksem') może być tak duża, żeby była ważniejsza od moralnych zasad.

Uprzedzając pytanie nie, nie czuje się lepszy. Staram się tylko zrozumieć dlaczego dla mnie seks z prostytutką jest czymś czego bym nie zrobił nawet gdyby mi dopłacali grube tysiące. I to nie chodzi już nawet o to że gdyby nie moja kasa to taka laska by przy próbie normalnego zapoznania wyśmiała, bo do tego przywykłem.

BunnySun Odpowiedz

A ja Ci odpowiem z własnego doświadczenia. Na studiach zarabiałam w ten sam sposób. Dzięki temu byłam w wielu miejscach, skończyłam wiele kursów, poczyniłam sporo inwestycji na które nie było by mnie stać a dzięki nim teraz dobrze żyje. Potem zaczęło mnie to męczyć i odeszłam. Jeśli na ten moment Ci to odpowiada to Ok. Wyciągnij tylko z tego jak najwięcej się da aby potem móc już żyć na podobnym poziomie. Kup mieszkanie, może dwa. Tylko nie rozwal tej kasy, bo to właśnie temu dziewczyny nie mogą się wyrwać z tej branży, gdy przychodzi odpowiedni czas.

StasiuPetarda Odpowiedz

W sumie to gdyby matka w ciebie nie zainwestowala, to bylabys conajwyzej dziwka dla sebixow a nie bogatych facetow.

pozbawiony Odpowiedz

Nie zepsuj sobie życia.
OK, wybrałaś pracę w usługach, nic w tym złego.
Po prostu postaraj się mądrze gospodarować kasą. Połowę odkładaj na lokaty i nie dotykaj podczas kaprysów. Jest szansa że kiedyś praca Ci się znudzi i będziesz chciała coś zmienić w swoim życiu, a tak to przynajmniej będziesz miała start, bez względu co dalej :)

hot16siedlce

+1 serio

DrakkainenVuko Odpowiedz

Dawałyście sobie radę najwidoczniej i to był jej wybór żeby pieniądze szły na Twoją edukację, te chwile szczęścia na jej twarzy będą niczym w porównaniu do jej rozczarowania i rozpaczy, gdy dowie się prawdy

NOTHING000

A dowie się prędzej czy później i idę o zakład, że złamie jej to serce.

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie