#Wv52C

Kiedy byłam mała bawiłyśmy się z koleżankami w gotowanie, robienie sałatek i różnych soków - oczywiście nie z normalnych składników, tylko z roślin, które znalazłyśmy na łące + zabarwianie wody farbkami akwarelowymi. Potem to jadłyśmy i piłyśmy - o dziwo nikt nie umarł ani nie dostał sraczki :)

Jednej koleżanki bardzo nie lubiłam. Przygotowałam dla niej specjalny napój. Zamiast zabarwić wodę żółtą farbką, podałam jej moje siki. Wypiła. Do dzisiaj o tym nie wie, a ja zawsze mam satysfakcję, jak sobie o tym przypomnę :)
Pichos Odpowiedz

Ja za dziecka próbowałam stworzyć dżina, robiłam mikstury ze wszystkiego co mogłam znaleść jako dziecko i czekałam na cud. Nie udało się😐

livanir

Ja mieszałam wszelkie substancje jakie znalazłam w domu, licząc ze wynajdę cudowną miksturę na porost włosów.

jonoforeza

Ja też robiłam swoje mikstury. W buteleczkach po olejku do ciasta. Wyglądały dla mnie jak jak jakieś aptekarskie cuda. Do dnia, w którym postanowiłam je ogrzać płomieniem palnika kuchenki gazowej i jeden z moich specyfików nie wytrzymał temperatury.

IrisvonEverec

Moje młodsze siostry w lecie robiły "magiczne lub/i lecznicze mikstury" dla swoich kotów i psa z liści, kwiatków, psiej karmy i wody z oczka wodnego i czego tam się jeszcze dało, co było na podwórku i mogło się nadać... Na szczęście nie zmuszały zwierzaków do picia specyfików i futrzaki tylko dzielnie towarzyszyły w zabawie odgrywając (przynajmniej koty, bo spokojnie wylegiwały się w specjalnie naszykowanych posłankach i dzielnie wyczekiwały na kolejny elksir na "złamaną łapę", czy mający je zamienić w jakiegoś smoka, czy innego kucyka; pies raczej nie był świadomy, że są na nim prowadzone "badania" 😁) role pacjentów; same "leki" były podawane na niby. Po jednej takiej akcji zapomniały o swoich dużych miksturach na kilka bardzo upalnych dni. Były schowane w głównej siedzibie lecznicy, czyli w takim małym drewnianym domku w stylu tych "na drzewie". Z tydzień, czy dwa później moja córka przypomniała sobie o autku, które zwykle też chowały do tego domku. Otwieramy i BUCH! Uderzyła nas fala smrodu i cud, miód, białe larwy wypełzające z cudownych mikstur. Dziewczyny, po długich protestach, zmusiłam do wywalenia specyfików samodzielnie do kosza z bio. Wniosek? Warto eksperymentować. Może smoka z tego nie było, ale za to dużo robaczków, a to też jakiś sukces... 😂

Arda

*znaleźć

majer

Też jako dziecko marzyłem o swoim własnym dżinie, ale nie posunąłem się do warzenia własnej mikstury. Na szczęście teraz jestem już pełnoletni i kiedy tylko najdzie mnie ochota to mogę go sobie kupić, najlepiej do pary z tonikiem.

SpanieMoimNalogiem

Mi się udało go stworzyć dopiero, gdy w jednym z eksperymentów zapaliły się kilka listków konopii (konopi?, zawsze mam problem z tym "i"), więc jeszcze jest nadzieja.

MissWilczusiaPL Odpowiedz

Mmm, to taki.. na ciepło.. kompocik..

lavidaloca Odpowiedz

Hmm, właściwie jest duża szansa, że rośliny, z których przygotowywałyście mikstury, również były nieraz obsikane. Na przykład przez psy. Więc z dużym prawdopodobieństwem każda z Was spróbowała trochę sików. Także koleżanka mogła być już przyzwyczajona i nie zauważyć. :D

Anda Odpowiedz

Aż mi się przypomniały "perfumy" które robiłam z siostrą 😊

Bubunia Odpowiedz

Za dzieciaka, czyli jakieś 20 lat temu, co wakacje jeździłam z rodziną do mojej cioci na wsi. Zaraz obok gospodarstwo miała kuzynka mojej mamy, której córka była w moim wieku no i za jej domkiem zrobili nam rodzice taka fajną miejscówę z pustakow. Uwielbiałyśmy tam przesiadywac bawić się w sklep czy coś ale w wieku jakiś może 12 lat postanowiłysmy spędzić bimber.. Z racji tego że dziadkowie mojej "kuzynki" się tym zajmowali o przepis ciężko nie było.. zrobiłyśmy to w garnku takim zwykłym.. my nie miałyśmy okazji tego spróbować bo w końcu przyłapała nas kuzynka ale podobno smakowało nieźle..

thanatos Odpowiedz

Ty zwyrolu

bazienka Odpowiedz

no ja nie bylabym pewna, czy ona o tym nie wie;)

Dodaj anonimowe wyznanie