Kiedy byłam mała, bawiłyśmy się z koleżankami w gotowanie, robienie sałatek i różnych soków – oczywiście nie z normalnych składników, tylko z roślin, które znalazłyśmy na łące + zabarwianie wody farbkami akwarelowymi. Potem to jadłyśmy i piłyśmy – o dziwo nikt nie umarł ani nie dostał sraczki :)
Jednej koleżanki bardzo nie lubiłam. Przygotowałam dla niej specjalny napój. Zamiast zabarwić wodę żółtą farbką, podałam jej moje siki. Wypiła. Do dzisiaj o tym nie wie, a ja zawsze mam satysfakcję, jak sobie o tym przypomnę :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Że jako dziecko byłaś zjebem - jestem w stanie zrozumieć, dzieciom jeszcze brak często empatii. Że do dziś masz satysfakcję, zamiast się wstydzić - tego już nie jestem w stanie pojąć.
Poza tym, po co kolegować się z kimś, kogo się nie lubi? 🤷