Miewam czasem ataki paniki. Dość rzadko, więc raczej się tym nie chwalę. Jeden trafił mi się na zaliczeniu na studiach, to był ostatni termin. Wiedziałam, że nie dam rady wyjść z sali, więc przesiedziałam półtorej godziny, czując się tak, jakby coś realnie zagrażało mojemu życiu i próbując się uspokoić, nie robić scen.
Ostatecznie i tak prawie zemdlałam, w panice zaczęłam tłumaczyć się prowadzącej, a przedmiotu oczywiście nie zdałam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobra definicja paniki - jakby zagrożenie życia.
Też jeszcze niedawno zdarzały mi się takie ataki więc współczuję i oby to miało miejsce jak najrzadziej
jakbys udala ze zemdlalas to bys dostala zwolnienie i nastepny ternin
Anonimowe do bólu
Mam czasami wrażenie, że ludzie nie mają prawdziwych problemów. Rozumiem, że aby być w 100% spokojnym, wszystko musi iść tak, jak sobie Autorka zaplanowała?
Ty chyba nigdy nie doświadczyłaś napadu paniki i nie wiesz o czym mówisz.
Owszem. Ale kolega się z tym zmaga. Z tym, że u niego jest to spowodowane zaburzeniami neurologicznych, a i tak ma to od niedawna. Natomiast co do Autorki, to litości, ale egzaminy na studiach to nie jest koniec świata.
Zdziwiła bym się, gdyby u autorki NIE było to spowodowane podobnymi zaburzeniami.
Ataki paniki mają jedną szczególną "zaletę", mianowicie zdarzają się niezależnie od zaistniałej sytuacji. Oczywiście, niektóre wydarzenia są silnie stresogenne i inicjują napad jednak częściej napady pojawiają się ot tak, bez racjonalnej przyczyny.
No tak to jest na studiach. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby pozwolili Ci zaliczać już po ostatnim terminie. To nie wcześniejsze lata, gdzie sie poprosilo i było;)
Za granicą na studiach masz tylko 2 próby- jeden termin dla wszystkich i jedna poprawka. Jak nie zaliczyłeś? Za rok. Jak nie zaliczyłeś za rok kolejny raz? Do widzenia! Tylko u nas warunki, srunki i tysiąc szans z maturą zdaną na 30%
A co jeśli Ci powiem, że i za granicą i u nas, to zależy od uczelni?