#W1eKv

Zdarzenie miało miejsce w Sopocie, jakoś tak na początku lat 90. Byliśmy z rodzicami w restauracji, gdzie zjedliśmy lody. Tata wypił sobie jedno piwo i włączyło mu się typowe dla niego, suche niczym pięty Cejrowskiego, poczucie humoru. „He, he...” – zarechotał, wręczając kelnerce dwa banknoty. – „Coraz lepsze drukujemy te pieniądze”. Ta nawet się nie uśmiechnęła. Spojrzała na niego z mieszanką zażenowania i znudzenia. 
Kiedy wychodziliśmy z lokalu, nagle zza zakrętu, z piskiem opon wyjechał radiowóz. Policjanci dość brutalnie wykręcili ojcu ręce i rzucili na maskę pojazdu, aby go przeszukać. Potem to samo spotkało moją mamę. Na koniec wsadzono ich do radiowozu i zawieziono na komisariat. Po mnie przyjechał inny samochód.

Okazało się, że jeden z banknotów, którymi płacił mój tata, faktycznie był fałszywy. Przez głupi żart ojca moi rodzice musieli długo się tłumaczyć. Mieli nawet wątpliwą przyjemność przejść przez dokładną rewizję osobistą. Zostali też kilkukrotnie przesłuchani, zanim uwierzono im, że całe to zamieszanie wynika tylko i wyłącznie z koślawego poczucia humoru mojego staruszka.

Po tym zajściu mój tata nie robi nam już przypału swoimi niestosownymi heheszkami. Dorósł, można by powiedzieć...
Dodaj anonimowe wyznanie