Mamy z partnerem nieślubne dziecko. Nie chodzimy do kościoła, nie modlimy się, święta obchodzimy tradycyjnie, jak rodzina zaprasza, ale jak jesteśmy sami, to po prostu spędzamy czas razem, bo mamy wolne. Ja byłam ochrzczona, mój kochany też, ale nie mieliśmy wyboru – dokonali go za nas nasi rodzice (chociaż moja mama przyznaje teraz, że zrobiła to pod presją rodziny „kiedy?, kiedy?, kiedy?” i ze względu na czasy „bo to nie wypada inaczej”). My nie ochrzciliśmy syna. Uczę moje dziecko szacunku do istot żywych, do natury, świata. Uczę go być dobrym człowiekiem, szczęśliwym. Moje dziecko będzie ochrzczone, jeśli samo zrozumie dlaczego i przede wszystkim będzie tego świadome. Świadome tego, czym tak naprawdę chrzest jest. Nie chcę, żeby było to dla niego tylko formalnością. Cała moja rodzina praktykuje wiarę, będzie miał z kogo brać przykład, ja mu nie zabronię chodzić do kościoła, jeśli będzie tego chciał, nawet sama go tam zaprowadzę, a w czasie mszy zrobię zakupy lub z nim tam zostanę, jeśli mnie o to poprosi. Chociaż dla mnie wiara a kościół to dwie bardzo dalekie od siebie rzeczy, nie neguję osób, które taką drogę wybrały, dopóki nikt ich do tego nie zmusza, jest w porządku.
I tak jak opinią nieznanych mi ludzi się nie przejmuję, tak moja ukochana jedyna babcia jest osobą ultra kościelną – Trwam, Radio Maryja i te sprawy. I bidulkę serce boli z nerwów za każdym razem, jak uświadamiam ją, że mój syn jest wolną istotą i tak ważną decyzję podejmie sam, kiedy będzie świadomy. Babcię boli serce, denerwuje się, no bo jak tak można, chrzest to obowiązek itd...
Mam chrzcić dziecko, jeśli sama nie jestem przykładem osoby wierzącej? Mam chrzcić dziecko, bo inni tego wymagają? Dlaczego ludzi tak bardzo razi to, że tego nie robię? Maryja i Józef nie ochrzcili Jezusa, sam to zrobił w wieku (chyba) 40 lat, bo CHCIAŁ i był na to GOTOWY.
Nie chcę przedwcześnie wpędzić do grobu mojej babci, a jednocześnie nie chcę podważać naszych (moich i partnera) racji. Żadne tłumaczenie nie pomaga.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jezus zmarł w wieku 33 lat. Ochrzcił się w wieku 30, a potem spędził 40 dni i 40 nocy na pustyni, moze stąd Ci się 40 wzięło
=>anonimowe6692 Na dokładkę nie był to "chrzest" w rozumieniu dzisiejszych chrześcijan, bo nie było jeszcze samych chrześcijan. Było to rytualne obmycie wodą (mykwa), które pobożni żydzi stosują po dziś dzień przed modłami szabasowymi (szabatowymi?), aby oczyścić się z grzechów.
Gdyby to był chrzest, to musieliby być też rodzice chrzestni. A potem prezenty od nich na pierwszą komunię. :)
Według zapisów w Biblii chrzest jest aktem świadomym, poprzedzonym wiarą, dlatego nie powinno się chrzcić dzieci
Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, co oznacza fraza "mamy nieślubne dziecko".
Nie znam absolutnie nikogo, kto określałby w ten sposób jakiekolwiek dziecko.
Ze 100 lat temu byłoby pewnie inaczej.
Co złego może przynieść chrzest, czym ryzykujesz? Nie znam osoby która żałuje, że była ochrzczona.
Ja żałuję. Komunii również. Nie mam żalu do nikogo, ale wolałabym nie mieć tych sakramentów nad głową. Ale raczej nie zaliczę się do osób które "znasz".
brzmi trochę jak wyrzut sumienia....
wiesz, że chrzest to łaska? coś co od Boga dostajesz gratis (fakt, zazwyczaj daje się ofriarę aby utrzymać parafię..), ale jak nie masz hajsu nie ma problemu.
Teraz tak, wiesz że potem jest 1 Komunia, bierzmowanie, Ciebie to kosztuje niewiele, ale jak On będzie płacił za to cenę.
Nie mówię tylko o braku 'formalności' ale braku darów i większej otwartości na nie, a uwierz Bóg ma całą masę rzeczy dla nas, ale my lubimy zamykać na nie serca, bo 'to jest nie po naszej myśli'.
trzymaj sie ciepło!