#VU2Yx

Kilka słów na temat poziomu szkolnictwa wyższego w Polsce.

Tytułem wstępu: jestem świeżo upieczonym inżynierem AiRu na jednej z najlepszych uczelni w Polsce, kilkanaście osób na jedno miejsce. Brzmi dosyć prestiżowo? Może i tak. Ale prawda jest taka, że podczas pierwszego tygodnia praktyk nauczyłem się więcej niż przez prawie 4 lata studiów. Pierwsze dwa lata były właściwie tylko marnowaniem czasu. Nie mieliśmy przedmiotów, które mogłyby się nam na późniejszym etapie przydać, a jeśli już były, to uczyliśmy się i stosowaliśmy jedynie metody, które w środowisku automatyków zostałyby w najlepszym wypadku wyśmiane, a w najgorszym mogliby nas za nie wyrzucić z pracy za błąd ludzki. I nie zrozumcie mnie źle, te metody wyglądają super, są mega dokładne, ale tylko w symulacji. I przez dwa lata uczono nas jak mantry tylko tej jednej konkretnej metody, wszystkie zadania rozwiązywane na jedno kopyto, tylko po to, żeby na 3 roku powiedzieć nam, że najlepiej jakbyśmy w ogóle wymazali z pamięci te zadania. Po trzech semestrach robotyki nie jesteśmy w stanie zaprogramować robota.

Nasze studia były nastawione bardziej na część mechaniczną, więc mieliśmy też więcej zajęć mechanicznych. Ale frezarkę i tokarkę widzieliśmy raz, nie wolno było jej nawet dotknąć, nie mówiąc już o nauce obsługi. Multimetru nawet w rękach nie mieliśmy, mieliśmy 3 semestry przedmiotów związanych z rysunkiem technicznym I ROBILIŚMY JE WYŁĄCZNIE NA KARTCE. Tak że przedmiot, który i tak w 99% był nieprzydatny na naszym kierunku, a zrobili go 3 semestry, stał się całkowicie bezużyteczny, bo bez umiejętności przeniesienia rysunku na autocada w dzisiejszym czasie rysunek techniczny nie istnieje. Mieliśmy trzy języki programowania, nie licząc Melfy, w której poznaliśmy cztery komendy. Dwa z trzech miałem opanowane na poziomie wyższym niż wymagany na studiach już po liceum. Zabrakło nam czasu na chociażby naukę matlaba, ale wystarczyło na chemię czy kulturoznawstwo. Jeśli na jakimś przedmiocie korzystało się z Javy, to możecie być pewni, że Java będzie na 1-2 semestrze, a przedmiot będzie na 6-7, tak żebyście przypadkiem nie zapamiętali zbyt dużo. Nie było czasu żeby nauczyć nas chociażby głupiego programowania rasberry Pi, ale za to był semestr z procesorem 8051, który właściwie od 30 lat nie jest nigdzie używany i przy pytaniach odnośnie zadań na elektrodzie ludzie byli zdziwieni, że ktoś uczy historii mikroprocesorów (nie, ten przedmiot nie miał być związany z historią, jak na ironię).

Ja większość wiedzy wyniosłem właściwie z domu, bo ojciec był elektrykiem majsterkowiczem, więc multimetr, frezarka czy tokarka nie były mi obce, ale większość osób wychodziła głupsza z tych studiów niż na nie weszła. Wiedzę bardziej przydatną w zawodzie można byłoby wynieść w weekend z jakiegoś branżowego seminarium.
montana8419 Odpowiedz

Szkolnictwo wyższe w tym kraju nastawione jest na masówkę, a nie na jakość kształcenia. Nawet jak ktoś skończy studia i ma możliwość pracy w zawodzie, to często i tak trzeba się wszystkiego uczyć od nowa, bo wiedza ze studiów nijak się ma do realiów pracy. Poziom nauczania, nawet na tych prestiżowych uczelniach, pozostawia wiele do życzenia, nawet idioci, tacy na których kiedyś się mówiło, że nadają się tylko do kopania rowów, teraz kończą studia. Samo posiadanie dyplomu ukończenia nawet najlepszej uczelni w kraju, nie gwarantuje dobrej pracy. Zresztą ukończenie studiów nie jest już niczym niezwykłym, jakimś wyczynem, osiągnięciem - 30 lat temu tylko jakieś ~~10% ludności Polski posiadało wykształcenie wyższe, teraz wyższe wykształcenie ma ~~40% osób w wieku 25-35 lat.

Wuwunio Odpowiedz

Lepiej ch*jem trzeć po żwirze niż studiować na AiRze

Odpowiedz

Dodaje komentarz, bo brak znaków. Udało mi się znaleźć pracę w IT, ale inżynierkę uznaje za najbardziej zmarnowany okres w moim życiu. Mnóstwo nauki, stresów, nieprzespanych nocy, a to wszystko właściwie na darmo, bo te studia poza papierkiem nie dały mi nic. Jest mi naprawdę przykro, bo idąc na studia spodziewałem się jakiegoś rozwoju, nauki czegoś, co zaowocuje w późniejszym życiu, a dostałem mnóstwo starszych dziadów, którzy na wykładach przepisywali książkę słowo w słowo a na egzaminach musieli uwalić co najmniej 10 procent, ze świadomością, że ich przedmiot jest zwykłym zapychaczem, który nic nie wnosi(chociaż szczerze, to przez 3.5 roku miałem dosłownie 6 przedmiotów, które tymi zapychaczami nie były i to patrząc pod kątem zawodowym automatyka, bo koniec końców mi tak naprawdę nie przydał się żaden przedmiot).

kartezjusz2009 Odpowiedz

Masz błędne założenie, że uczelnia wyższa nauczy Ciebie zawodu. To prawie nigdy nie było prawdą. Od tego są praktyki zawodowe, staże i inne podobne. Ewentualnie - jak to jest w innych komentarzach - szkoła zawodowa albo studium kierunkowe.

Też skończyłem AiR i też miałem rysunek techniczny na kartce. Dla zdecydowanej większości studentów odkryciem było, że można coś 3D narysować w 2D i będzie to jednoznaczne. Studia nie służą do zdobywania wiedzy (chyba, że chcesz zostać na uczelni), ale do poznawania narzędzi potrzebnych w zdobywaniu wiedzy, poznawaniu zasad metodologii naukowej i - co chyba najważniejsze - zdobywaniu nowych znajomości. Te ostatnie bardzo często owocują w dalszym życiu. Jeśli nie zdobyłeś żadnych z powyższych, to możesz nazywać, że straciłeś lata swojego życia.

Sciezka

Normalnie kekłam przy "studia nie służą do zdobywania wiedzy". To ja współczuję ludziom, którzy poświęcili 5 lat na "zdobycie znajomości i poznawanie metodologii". Zwłaszcza jak poszli np. na medycynę czy architekturę.

GeddyLee Odpowiedz

po informatyce stosowanej też niewiele umiem, pracę mam dzięki darmowym kursom internetowym xD

anon1mowe25 Odpowiedz

Brzmi jak WIMiR AGH, dlatego właśnie nie zostałem na magisterce, a poszedłem do pracy.

hugendubel Odpowiedz

Mowiono tu o tym wielokrotnie - studia to nie szkoła zawodowa , większość przedmiotow do niczego konkretnego nie musi się przydać. A swoją drogą miałeś dobre praktyki bo często jest to praca biurowa poniżej kwalifikacji albo żeby tylko przyjść i posiedzieć i mieć podpis.

Sum Odpowiedz

Miałeś więc słabą uczelnie. Zakładam, że państwowa bo dobra uczelnia prywatna nigdy by nie marnowała czasu na takie rzeczy. 1 rok jestem w stanie zrozumieć, że nie do końca będzie zgodny z tym co się studiuje. Bo ukończenie szkoły wyższej, nie tylko ma nas nauczyć zawodu ale również ogólnego "myślenia" i wiedzy bardziej wszechstronnej, która może się przydać w sytuacjach nieprzewidzianych. Dlatego często są przedmioty nie związane z danym programem nauczania. (np. jak przedmiot o nazwie sposoby nauczania się, na którym uczą Cię żonglowania. potem dopiero uświadamiasz sobie, że ma Cię to nauczyć cierpliwości i odporności na porażki.) Jednak kolejne lata to już powinno być nauczanie pod dany zawód. Na mojej uczelni, to szkoła była odpowiedzialna za załatwianie staży oraz innych form zatrudnienia w trakcie studiów. W sumie podczas 3 lat nauczania, 9 miesięcy spędziłem pracując. I to nie były studia zaoczne a dzienne. Podczas pracy otrzymywało się ITS. Dodatkowo dzięki temu, byłem w stanie opłacić studia i zdobyć doświadczenie jeszcze przed zdobyciem dyplomu. Po studiach od razu dostałem pracę w "państwówce" bo spełniałem wymagania niezbędne na dane stanowisko. Bardzo dużo zależy na jakiej uczelni zaczynamy i nie zawsze warto się kierować prestiżem i tym, że dana szkoła jest państwowa. Kierować się trzeba doświadczeniem danej uczelni w określonym kierunku a przede wszystkim opinią innych, którzy ją skończyli i zobaczyć co po tym mają. Jak skończyli w "fast food" lub odchylonym zawodzie, daje to sygnał, żeby się zastanowić czy warto iść na taką uczelnie.

Zmija87 Odpowiedz

Ilość kandydatów na 1 miejsce nie świadczy absolutnie o niczym. A już na pewno nie o prestiżu kierunku:) co najwyżej o obleganiu uczelni. Może być 3 kandydatów na 1 miejsce, z czego dostaną się tylko tacy co maturę zdali na 100%. Co lepiej świadczy o kierunku? 3 kandydatów z wynikami 95-100% czy 15 kandydatów z maturą na 60%?

Patrzaj Odpowiedz

Ja uważam za zmarnowane 5 lat studiów. Po drugim roku mieliśmy praktyki miesięczne płatne w trakcie wakacji. Na szczęście dla niektórych, którzy jak zobaczyli jak ma wyglądać ich praca to zrezygnowali. Na praktykach gość po tych samych studiach powiedział, że moze 5% wiedzy ze studiów nam się przyda w pracy. I nie mylił się - mniej jak 5% się przydało. Jestem pewien, że w tehnikum więcej bym się nauczył. A tak po studiach i LO ciężki byl start w zawodzie.

Patrzaj

Normalnie :P

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie