Jak zamieszkałam pierwszy raz z chłopakiem, to tak się wstydziłam, że przez pierwsze dwa miesiące chodziłam robić kupę do galerii handlowej obok naszego mieszkania.
zastanawia mnie, że ludzie mieszkają ze sobą, całują się, uprawiają seks, dzielą się śliną, tymi wszystkimi wydzielinami i sokami, jedzą przy sobie, ciamkają, może nawet bekają, sypiają razem i nierzadko chrapią, ale wstydzą się naturalnego odgłosu robienia kupy. niech mi ktoś to wytłumaczy.
CDF
Ja się zastanawiam (mówiąc wprost), dlaczego są tacy głupi.
ineff
Może to chodzi o znajomych? Ja miałam takie koleżanki, które wyśmiewały dosłownie wszystkie odgłosy, które nie były mową, śmiechem czy płaczem. Jak osoba z problemem w postaci gazów niechcący pierdnęła - te od razu robiły z tego wielką aferę i dostawało się wtedy łatkę kogoś obleśnego. Kiedy któraś w łazience nie wyłożyła muszli papierem i było słychać jak ktoś sika, te od razu się z tego śmiały. Ja miałam problem z głośnym oddychaniem. To oczywiście również było wyśmiane.
Może po prostu ludzie nie chcą, by ich partnerzy zachowywali się w ten sam sposób, przez co mieszkanie razem stałoby się mniej przyjemne?
Amane
I jeszcze pierdzą przy sobie!
Wydaje mi się, że chodzi o to, że społeczność (nawet jeśli żartobliwie) uważa, że kobiety albo nie robią kupy albo robią fiołkami. Niby nic ale jak w dziecinstwie się słyszy takie żarciki to wpływa na sposób myślenia.
No i kolejną kwestią jest zachowanie pewnej tajemniczości? xD Skoro pary robią to wszystko przy sobie, dzielą się wszystkim, opowiadają sobie wszystkie - to chce się zachować te resztki prywatności chociażby w toalecie :D
mordimer0madderdin
Ja podchodzę do życia bardzo racjonalnie. Skoro mieszkam z moim chłopakiem i chcę spędzić z nim resztę życia, to znaczy, że prędzej czy później zdarzy się taka sytuacja, w której usłyszy jak robię kupę. Może to być choroba, ciąża czy cokolwiek. Nie da się ukrywać natury całe życie. Dlatego od samego początku związku pierdziałam, bekałam i chodziłam z nieogolonymi nogami. Nie mam też problemu zrobić kupę w obecności mojego chłopaka, jak on się kąpie, a ja akurat muszę, to się nie krępuję, on zresztą tak samo. No bo myśląc racjonalnie, jeśli druga osoba nie będzie potrafiła zaakceptować naszej natury, to jaki jest sens być z taką osobą? A kryjąc się z takimi rzeczami można doprowadzić do sytuacji, że przyjdzie nagle choroba, biegunka i wymioty, a partner będzie wielce zniesmaczony i obrzydzony.
Zawsze mnie zadziwiało takie podejście :D Ja bardzo nie lubię robić kupy "przy ludziach", więc to akurat rozumiem doskonale, jednak tego w ogóle nie pojmuję. Skoro ktoś nie ma problemu, żeby załatwić się w publicznej toalecie, to jak może mu przeszkadzać partner (na takim już "poważnym" etapie związku)? Nie czepiam się, różne ludzie mają dziwactwa, po prostu chętnie bym się dowiedziała, co siedzi w głowie takiej osoby :D
FoxyLadie
Mówię za siebie. Ogólnie też nie lubię robić kupy przy ludziach, ale miałam małą traumę w dzieciństwie (niedoświadczeni rodzice, którzy chcieli dobrze) i po prostu do dziś mam blokadę, na którą mało co działa. Idę do toalety, prę z całej siły, ale po prostu nic nie idzie. Najlepiej mi jest, jak toaleta jest gdzieś daleko od innych albo jak jest tyle toalet, że mnie nikt nie zidentyfikuje. Jak mój facet albo obca baba będą stać przy toalecie, to nic nie pójdzie, bo pupa po prostu nie współpracuje. Ale i tak jest lepiej. Już normalnie się załatwiam w pobliżu mojej rodziny i mojego faceta. I już nie zdarzył mi się tydzień bez kupki na wakacjach od lat ;-)
Ankaaa
No to ja mam podobnie. Jak mi ktoś stoi albo się kręci pod drzwiami (a tak jest w publicznych toaletach), to nie da rady, chyba, że jest to "sytuacja kryzysowa" i mój mózg nie ma tu za wiele do gadania :D Wyjątkiem jest najbliższa rodzina i właśnie chłopak. Oczywiście nie od początku, wtedy wyganiałam go na papierosa :D Jednak skoro autorka normalnie korzystała z toalety w galerii, to nie miała takich problemów, tylko się po prostu wstydziła. Według mnie na takim etapie związku, kiedy jest się gotowym, żeby z kimś zamieszkać, już raczej jest się na tyle blisko, że pojęcie wstydu w ogóle nie istnieje, więc dla mnie to jest strasznie dziwne :D
Uuuuu, przypomniałaś mi moje pierwsze wakacje z obecnie już narzeczonym :)
Byliśmy nad morzem, wynajęliśmy mały pokoik z łazienką, przez 2 pierwsze dni wstrzymywałam się z "dwójką", bo odgłosy z toalety na pewno dałoby się usłyszeć w pokoju. Trzeciego dnia jedliśmy obiad w restauracji, porcja bardzo konkretna, ale mój organizm się zbuntował, zwyczajnie brakowało miejsca, więc gdy zjadłam musiałam NIEZWŁOCZNIE biec do toalety. Przeprosiłam chłopaka, wyszłam, ledwo doszłam do WC i z ulgą szybko oddałam wszystko, a wtedy zonk - nie ma papieru.. podtarłam się jakąś chusteczką znalezioną na podłodze, co oczywiście nie wystarczyło, więc musiałam wrócić do chłopaka i powiedzieć, że sorry, ale musimy wracać do pensjonatu - potrzeby fizjologiczne wzywają (musiałam się umyć i przebrać)... Zrozumiał 😂
Zastanawia mnie w jaki sposob nastąpił przełom 🤨
Nie zdążyła, zrobiła na dywan, psa brak, brak potencjalnych winnych. Musiała się przyznać.
Milosc i sraczka przychodzi znienacka...
Odpowiedzi szukaj w dziale "dupa mnie oszukała"
zastanawia mnie, że ludzie mieszkają ze sobą, całują się, uprawiają seks, dzielą się śliną, tymi wszystkimi wydzielinami i sokami, jedzą przy sobie, ciamkają, może nawet bekają, sypiają razem i nierzadko chrapią, ale wstydzą się naturalnego odgłosu robienia kupy. niech mi ktoś to wytłumaczy.
Ja się zastanawiam (mówiąc wprost), dlaczego są tacy głupi.
Może to chodzi o znajomych? Ja miałam takie koleżanki, które wyśmiewały dosłownie wszystkie odgłosy, które nie były mową, śmiechem czy płaczem. Jak osoba z problemem w postaci gazów niechcący pierdnęła - te od razu robiły z tego wielką aferę i dostawało się wtedy łatkę kogoś obleśnego. Kiedy któraś w łazience nie wyłożyła muszli papierem i było słychać jak ktoś sika, te od razu się z tego śmiały. Ja miałam problem z głośnym oddychaniem. To oczywiście również było wyśmiane.
Może po prostu ludzie nie chcą, by ich partnerzy zachowywali się w ten sam sposób, przez co mieszkanie razem stałoby się mniej przyjemne?
I jeszcze pierdzą przy sobie!
Wydaje mi się, że chodzi o to, że społeczność (nawet jeśli żartobliwie) uważa, że kobiety albo nie robią kupy albo robią fiołkami. Niby nic ale jak w dziecinstwie się słyszy takie żarciki to wpływa na sposób myślenia.
No i kolejną kwestią jest zachowanie pewnej tajemniczości? xD Skoro pary robią to wszystko przy sobie, dzielą się wszystkim, opowiadają sobie wszystkie - to chce się zachować te resztki prywatności chociażby w toalecie :D
Ja podchodzę do życia bardzo racjonalnie. Skoro mieszkam z moim chłopakiem i chcę spędzić z nim resztę życia, to znaczy, że prędzej czy później zdarzy się taka sytuacja, w której usłyszy jak robię kupę. Może to być choroba, ciąża czy cokolwiek. Nie da się ukrywać natury całe życie. Dlatego od samego początku związku pierdziałam, bekałam i chodziłam z nieogolonymi nogami. Nie mam też problemu zrobić kupę w obecności mojego chłopaka, jak on się kąpie, a ja akurat muszę, to się nie krępuję, on zresztą tak samo. No bo myśląc racjonalnie, jeśli druga osoba nie będzie potrafiła zaakceptować naszej natury, to jaki jest sens być z taką osobą? A kryjąc się z takimi rzeczami można doprowadzić do sytuacji, że przyjdzie nagle choroba, biegunka i wymioty, a partner będzie wielce zniesmaczony i obrzydzony.
Czasami to po prostu efekt jakiejś traumy.
Zawsze mnie zadziwiało takie podejście :D Ja bardzo nie lubię robić kupy "przy ludziach", więc to akurat rozumiem doskonale, jednak tego w ogóle nie pojmuję. Skoro ktoś nie ma problemu, żeby załatwić się w publicznej toalecie, to jak może mu przeszkadzać partner (na takim już "poważnym" etapie związku)? Nie czepiam się, różne ludzie mają dziwactwa, po prostu chętnie bym się dowiedziała, co siedzi w głowie takiej osoby :D
Mówię za siebie. Ogólnie też nie lubię robić kupy przy ludziach, ale miałam małą traumę w dzieciństwie (niedoświadczeni rodzice, którzy chcieli dobrze) i po prostu do dziś mam blokadę, na którą mało co działa. Idę do toalety, prę z całej siły, ale po prostu nic nie idzie. Najlepiej mi jest, jak toaleta jest gdzieś daleko od innych albo jak jest tyle toalet, że mnie nikt nie zidentyfikuje. Jak mój facet albo obca baba będą stać przy toalecie, to nic nie pójdzie, bo pupa po prostu nie współpracuje. Ale i tak jest lepiej. Już normalnie się załatwiam w pobliżu mojej rodziny i mojego faceta. I już nie zdarzył mi się tydzień bez kupki na wakacjach od lat ;-)
No to ja mam podobnie. Jak mi ktoś stoi albo się kręci pod drzwiami (a tak jest w publicznych toaletach), to nie da rady, chyba, że jest to "sytuacja kryzysowa" i mój mózg nie ma tu za wiele do gadania :D Wyjątkiem jest najbliższa rodzina i właśnie chłopak. Oczywiście nie od początku, wtedy wyganiałam go na papierosa :D Jednak skoro autorka normalnie korzystała z toalety w galerii, to nie miała takich problemów, tylko się po prostu wstydziła. Według mnie na takim etapie związku, kiedy jest się gotowym, żeby z kimś zamieszkać, już raczej jest się na tyle blisko, że pojęcie wstydu w ogóle nie istnieje, więc dla mnie to jest strasznie dziwne :D
U mnie by to nie przeszło... byłabym za leniwa :p a poza tym w galeriach jest fuj, fuj
Mniemam, iż zmieniłoby się to tak czy siak, gdybyś dostała sraczkę.
Chłopaka pewnie utwierdziło to w przekonaniu, że dziewczyny nie srają. A potem przeżył szok.
A co z kwestią puszczania bąków?
Uuuuu, przypomniałaś mi moje pierwsze wakacje z obecnie już narzeczonym :)
Byliśmy nad morzem, wynajęliśmy mały pokoik z łazienką, przez 2 pierwsze dni wstrzymywałam się z "dwójką", bo odgłosy z toalety na pewno dałoby się usłyszeć w pokoju. Trzeciego dnia jedliśmy obiad w restauracji, porcja bardzo konkretna, ale mój organizm się zbuntował, zwyczajnie brakowało miejsca, więc gdy zjadłam musiałam NIEZWŁOCZNIE biec do toalety. Przeprosiłam chłopaka, wyszłam, ledwo doszłam do WC i z ulgą szybko oddałam wszystko, a wtedy zonk - nie ma papieru.. podtarłam się jakąś chusteczką znalezioną na podłodze, co oczywiście nie wystarczyło, więc musiałam wrócić do chłopaka i powiedzieć, że sorry, ale musimy wracać do pensjonatu - potrzeby fizjologiczne wzywają (musiałam się umyć i przebrać)... Zrozumiał 😂
Może bezpośredniość w moim związku graniczy z obrzydliwością, ale u mnie w domu nigdy nie zamykamy drzwi od łazienki. Chyba, że mamy gości :)
Ja czekalam az wyjdzie do pracy. Najgorzej bylo w weekendy