#UTJOi

Kilkanaście lat temu wybraliśmy się z rodzicami do kościoła, jak co niedzielę. Ja jako jedynaczka zawsze domagałam się spełniania swoich zachcianek. Jak zwykle dostałam jakiś tam pieniążek, który miał trafić na ofiarę do koszyka, pomimo że mama nie popierała dawaniu księżom ''haraczu'', jak to mawiała.

Przechodziliśmy obok kolorowych straganów, gdzie lizaki aż krzyczały, żeby je przylepić do języka. Poprosiłam grzecznie rodziców o kilka ''na później''. Mama tłumacząc się brakiem pieniędzy, odmówiła mi. Przypominając sobie o pieniążku w kieszeni, wpadłam na chytry plan, że wykorzystam go później na słodkości.

Mija msza, ksiądz z tacą tańczy sambę między wiernymi. Zaraz ja - aniołek w białej sukience - mam wrzucić ofiarę. Jednak gdy podszedł do nas ja... chwyciłam w te pędy cały kosz, logicznie kalkulując - było tam więcej hajsu, czyli więcej lizaków - i wyleciałam z kościoła prosto do straganów. Mama za mną, tata za mną, ksiądz za nami...
Anderson92 Odpowiedz

I co z tym lizakiem?

agata417

Też biegał

nevada36

Lizaka dostał ministrant po mszy.

Lubiesztucznerzesy Odpowiedz

Ksiądz przerwał mszę i też wybiegł? 🤣🤣🤣🤣

PinkRoom

W większych kościołach jest kilku księży. Inny ksiądz zbierał na tacę, a inny prowadził mszę. Wybiegł ten od zbierania, a msza trwała dalej. Proste

GrubyKotlet Odpowiedz

Głupie dziecko.

Dodaj anonimowe wyznanie