#UCUDl

Dawno temu bo w roku 1998 byłem na koloniach w górach.
Jak to na koloniach - kolonijne zwyczaje, między innymi śluby.
W ośrodku w którym mieszkaliśmy były jeszcze dwie grupy z innych miast. Jakoś tak się złożyło, że nasza grupa zintegrowała się całkiem dobrze z grupą z Łodzi, spędzaliśmy z tamtymi dzieciakami wszystkie "czasy wolne" i "cisze poobiednie". 

Nic więc dziwnego, że kiedy doszło do tych jakże wyczekiwanych ślubów, woleliśmy brać za żony dziewczyny z Łodzi (bo nasze dziewczyny już się nam opatrzyły i w ogóle to nie to samo :)). No i najważniejsze, że podczas ceremonii był buziak w policzek. No po prostu szał. Dla 9-latka to coś niesamowitego.
Takim sposobem ożeniłem się z 10-letnią Anią, dostałem buziaka, po czym wróciłem do Gdańska.

Kilka lat temu spotkałem ją na Przystanku Woodstock. Co najlepsze - po 18 latach od razu się poznaliśmy. Najpierw ukradkowe spojrzenia, uśmiechy. W końcu zapytała czy nie jestem jej mężem. :D Potem przesiedzieliśmy całe popołudnie przy ASP opowiadając o swoich życiach. Nie jesteśmy razem, ani nic takiego. Ale piszę tę historię, bo do dziś ciężko mi uwierzyć w ten przypadek.
GinnyWeasley18 Odpowiedz

Myślałam, że historia się skończy tym, że naprawdę się z nią ożenisz XD

Marynowanegrzybki Odpowiedz

Moja siostrzenica wyszła za swojego kolonijnego męża, tak że takie rzeczy się zdarzają

Dodaj anonimowe wyznanie