#Tsfit
Zamiast dyskretnie komunikować się, dzieciaki muszą drzeć się na całe gardło i wrzeszczeć jakby ich ze skóry obdzierali, ponieważ jest to element zabawy. Buty muszą być na twardej podeszwie, aby się świeciły, a co najważniejsze zakłóciły spokój sąsiadów. Alternatywna opcja to bieganie na bosaka przy jednoczesnym rąbaniu kopytami w podłogę. Zwykłe, ciche chodzenie nie jest przecież atrakcyjne. Rzucanie metalowymi kulkami w podłogę lub ściany to świetna zabawa. Dywanu być nie może, żeby dzieciaczek nie doznał uczulenia czy alergii. Zresztą zabawa metalowymi kulkami na dywanie byłaby nudna. Nie dałoby się w ten sposób zdenerwować sąsiada.
Przed wyjściem do szkoły lub przedszkola trzeba obowiązkowo trzasnąć drzwiami do łazienki, poskakać po gołej podłodze i najlepiej postukać w kaloryfery. To przecież elementy gimnastyki, nieprawdaż? I niech cały blok wie, że dziecko już się obudziło.
Kapcie to tylko drewniaki. W innych będzie się cicho chodziło, a więc będzie nudno.
Jeśli sąsiad zwróci uwagę, należy wzmocnić intensywność zabawy. W końcu dobro dziecka jest najważniejsze! W żadnym wypadku nie wolno dziecku zwracać uwagi, aby nie wywołać u niego choroby psychicznej. Wskazana jest również zemsta na sąsiedzie. Bo jakim prawem ośmielił się postawić swoje prawa ponad prawa dziecka?
Dzieci są ruchliwe i głośne. Taka ich natura. Rodzic może upominać i od razu korygować zachowanie typu uderzanie czymś w kaloryfer czy pręty. Ale zabawa w bieganie po mieszkaniu? To jest normalne u dzieci i nie sposób od nich oczekiwać, że będą się zachowywać jak dorośli. I to spokojni dorośli. Mieszkanie w bloku ma to do siebie, że słychać co się dzieje u sąsiadów.
Osobiście zawsze wolałam odgłosy dzieci, bo one cichły w nocy, niż imprezowiczów. Najlepiej, żeby nie było nic słychać, ale to czcze marzenia w mieszkaniu.
Nie, codzienna zabawa w bieganie po mieszkaniu nie jest normalna. Dzieci powinno się uczyć, że są miejsca do biegania (na świeżym powietrzu) i miejsca do odpoczynku- dom. Nie próbuję się wymądrzać, ale faktem jest, że takim wychowaniem bez wychowania wyrządza się krzywdę nie tylko sąsiadom, ale i samym dzieciom.
I ile godzin dziennie ma to dziecko odpoczywac? Czy ma spedzac cały dzień na dworze w każdą pogodę? Swoja droga, ciekawe kto ma na to czas, żeby siedzieć z dzieciakami na dworze po kilka godzin dziennie CODZIENNIE. Moje dzieci po 2
godzinnej intensywnej zabawie na dworze odpoczywają godzine i znowu biegają...
Dom to miejsce do odpoczynku i relaksu, a relaksem dzieci jest zabawa ruchowa. Jakby dzieci przedszkolne i wczesnoszkolne potrafiły całe dnie wytrzymać bez zabaw ruchowych, to byłoby nienormalne. One tego potrzebują do prawidłowego rozwoju.
A na zewnątrz pogoda w kratkę : raz pada, raz wieje, raz zimno. Chciałabym wiedzieć, co robić z dzieckiem na zewnątrz dłużej niż 30 minut, skoro jest w okolicach zera, brak śniegu, do tego wiatr. I komu się wtedy chce na dworze spędzać czas.
Uroki mieszkania w bloku. Polecam wyprowadzkę do domu jednorodzinnego
Ja też. Tym ludziom z dzieckiem.
Nie mieszkam w bloku. Ale kiedyś mieszkałam i w ciągu dnia hałas mi nie przeszkadzał, bo byłam w pracy. Bardziej wkurzały mnie psy, które wyły i szczękały zostawione w mieszkaniach lub na balkonach. No i wszędzie na trawnikach i chodnikach psie gówna
WrozkaSmierci zgadzam się, najczęstszy problem, przynajmniej z którym ja sie spotkałam to ujadające cały dzień pozostawione w mieszkaniu pieski. Największy dla mnie problem aktualnie to codziennie w nocy rzygający sąsiad. Od 2 lat. Budzi mnie w nocy. W sumie nawet nie wiem który to, ale nawet gdybym wiedziała to nie pójdę powiedzieć Ej rzygaj ciszej xd bo pewnie chory. Uroki mieszkania w bloku. Bombelki też mamy obok i są głośnie, szczególnie jak bawią się na balkonie ale rodzice je uciszaja. Przykro mi więc autorze że Twoi nie reagują na upomnienia, ale z drugiej strony wyzwanie ma mocno pretensjonalny wydźwięk więc jeśli takim tonem poszedłeś z nimi rozmawiać to się im nie dziwię. Mimo że masz rację w tym sporze.
RBRFAN - widzisz, ogarnij sobie kilkaset tysięcy, kup sobie dom i po problemie.
Ja bym poszedł o krok dalej, zabronić rozmnażanie się żeby przypadkiem biednemu autorowi nie przeszkadzać. Uśpić wszystkie psy (wszak szczekają), ustawowo nakazać producentom sprzęt RTV ustawienie maksymalnego poziomu głośności na 14 decybeli, zakazać imprez, mówienia podniesionym tonem etc. Żyjesz w społeczeństwie, każdy z nas trochę idzie na kompromis. Co nie znaczy że rodzice mają pozwalać dzieciom na wszystko. Ale.to wyznanie brzmi jak wyznanie starej panny/starego kawalera co to mu wszystko przeszkadza...
Myślę, że nikt z nas nie był cichuteńki, jak był dzieckiem i każdemu z nas zdarzyło się wygenerować hałas.
Takie są dzieci - ruchliwe, ciekawe otaczającego je świata, odgłosów, które wydają różne przedmioty. To wszystko powoduje mniejszy lub większy hałas.
Takie więc są bloki - jak poupychasz kilkaset osób w jeden blok, hałas nieunikniony.
Nie zapominaj o uderzaniu w pręty z poręczy schodząc klatką schodową, najlepiej rano idąc do szkoły/przedszkola. To najlepsza zabawa
i skakaniu ze schodow, najlepiej o 6 rano w dzien wolny
Dobra jest też pralka z rozje.anymi łożyskami, włączana punkt szósta rano w niedzielę. (to nie dzieci ją włączają, ale ci państwo mają mózgi na poziomie dwulatka chyba... )
Rozumiem Cię. Prawdopodobnie mam mizofonię. Nawet gdybym jej nie miała, przeszkadzałyby mi głośne imprezy sąsiadów, które nie dawały mi spać nawet do trzeciej czy czwartej w nocy. Dosłownie trzęsły mi się meble. Sąsiedzi musieli grać w jakieś gry towarzyskie na podłodze, bo czasem było słychać, jak w akompaniamencie głośnych śmiechów, ktoś przewracał się na podłogę. Taka hołota nie nadaje się do mieszkania między ludźmi, powinna iść do buszu albo do jaskini. Kiedyś to pisałam, ale powtórzę- kilka interwencji policji załatwiło problem. Polecam wszystkim. Zadzwoniłam, gdy było więcej wolnego i taka impreza zdarzyła się trzeci raz w ciągu tygodnia. U Ciebie to inna sprawa, sąsiadów można głównie upominać, ale sugerujesz, że mszczą się na Tobie. Mogłabym Ci doradzić zapytanie innych sąsiadów, czy nie przeszkadzają im hałasy. Jeśli tak, to możecie wspólnie upominać tamtych. Można dzwonić i składać pisemne skargi do spółdzielni. Ostatnia, piekielna metoda, to puszczanie przez Ciebie głośnej muzyki, odwetowo. Najlepiej tuż po tym, jak słychać u nich hałasy, żeby wiedzieli, dlaczego. Pozdrawiam
tez mam i tak bardzo rozumiem autora wyznania :/
jesli mieszkanie wlasnosciowe, pozostaje wygluszenie scian zewnetrznych i sufitu
a jesli juz interwencje, to polecam mocno nagrywac to lupanie w sciany i kaloryfery, zeby nie wyjsc na nekacza
Uważam, że odwetu w przypadku, gdy sąsiedzi są głośni bo mają dzieci są poniżej krytyki. To nie jest ich wybór, wierzcie mi. Nie da się dzieci uciszyć na cały dzień. Po prostu nie.
odwieczne problemy sąsiedzkie, ludzie nic się nie uczą z tych wierszyków np. o Pawle i Gawle, a szczególnie w czasach kiedy każdy uważa się za cesarza wszechświata
Masz o sobie wysokie mniemanie, że ośmielasz się stawiać tezy, że małe dzieci z premedytacją robią hałas tobie na złość. Nawet jeśli kierować zarzut w kierunku rodziców to serio, ludzie mają swoje życie. Paranoja level jak u Kaczyńskiego... Załatw sobie może czuwanie policji 24/7 żeby żaden bombelek nie ośmielił się tupnąć za głośno w czasie zabawy.
Jest w tym wiele prawdy. Dzieci na przerwach w szkole nie bawią się, tylko biegają i wrzeszczą lub piszczą, ale tak głośno i przeraźliwie, że uszy bolą. Wielu współczesnych rodziców pomija w wychowaniu umiejętności, w które dom powinien dzieci wyposażać. Niewielu mówi dzieciom: "usiądź i odpocznij", "usiądź i uspokój się", "pobaw się cicho". Psychologia mówi o samoregulacji, o tym czym grozi dziecku ciągłe pobudzanie. Ale co tam... "Przecież to dziecko i musi biegać i wrzeszczeć, przecież jest ruchliwe, chyba ma adhd, on/ona taki jest..." Czasem od kogoś można usłyszeć: "w domu to jest jeszcze gorzej". Wychowanie to ciężka praca, ale trzeba ją odpowiedzialnie wykonywać.
Trzeba pamiętać, że nawet dzieci, które pięknie się wyciszają, potrafią się bawić w ciszy, potem chcą trochę poszaleć i potrzebują równie bardzo ruchu, co odpoczynku.
A to czy ktoś ma problem z dziećmi sąsiadów, zazwyczaj wynika z tego jaki on jest i jakie ma limity, bo każde dziecko hałasuje.
TrzyPingwiny Oczywiście, bezpośrednio nie wpłyną na to, ale pośrednio?
Dzieci mają boisko, na którym mogą wrzeszczeć i biegać do woli. Kontroluje się jedynie czy nie robią sobie krzywdy. Piszę o swojej szkole, nie uogólniam. Śnieg- boisko. Słońce, bezdeszczowa pogoda- boisko. Do tego skakanki, linki, piłki, ringo, frisbee. Kosz z tym wszystkim stoi przy wyjściu ze szkoły na boisko. Zawsze można jeszcze iść do wuefisty, który chętnie wydaje dzieciakom to, o co proszą. Korytarz szkolny- szmaciane piłki, którymi ani sobie ani nikomu nie zrobią krzywdy, ich własne zabawki, skakanki, linki. Dlaczego? Bo 45 minut siedziały. Ale w tym wszystkim jest naprawdę duża grupa dzieci, których zabawa polega wyłącznie na krzyku i bieganiu.
To o czym napisałam w pierwszym poście, to odpowiednie miejsce do odpowiedniej zabawy. To o czym pisałam to, to czym grozi dziecku ciągłe pobudzenie.
Z tego co piszę wyciągać wniosek, że nie powinnam zajmować się dziećmi, to zbyt daleko posunięty wniosek.
Przepraszam, ale już nie będę odpowiadała pod tą historią.