#Tdyvb

Było to dawnymi czasy, kiedy byliśmy jeszcze młodzi. Każdy z nas po około 19-20 lat, studenci (głównie zaoczni), pracujący za psie pieniądze, ale mimo wszystko imprezujemy, że aż miło! Konkretnie co drugi dzień i leje się morze alkoholu (sam nie wiem jak tak mogłem, bo dzisiaj po dwóch piwkach jestem ciepły i gotowy do spanka).
Gwoli wyjaśnienia mieszkałem wtedy z rodzicami, niczego nawet nie podejrzewającymi (chyba myśleli, że całe dnie na uczelni i w pracy spędzam), na wsi oddalonej o jakieś 7 kilometrów od miasta, gdzie działa się większość akcji, co stanowiło dla mnie przeszkodę.

Podczas gdy cała pijana wiara zasypiała ululana, ja prawie zawsze wpadałem na pomysł wracania na piechotkę do domu (ostatni autobus o 22). Problem w tym, że droga była niezmiernie nudna – 3 kilometry prostej, dwa zakręty, 4 kilometry prostej. I totalnie monotonna – domy i latarnie, chodnik i tyle. Na szczęście nogi moje jak ten wierny koń niosły mnie tam, gdzie należy, a ja w międzyczasie potrafiłem zasnąć w ruchu i budzić się tylko po to, żeby wziąć ww. zakręty. Potem była brama do posesji rodzicieli – komu by się chciało otwierać, skoro można przeskoczyć, a następnie drzwi do garażu (bo rodzice nie usłyszą, poza tym miały wielki klucz łatwy w użyciu po pijaku), prysznic i kimono (choćby nie wiem jak nawalony, zawsze myłem zęby i brałem prysznic). Potem 3-4 godziny spania i śniadanie, rodzice tylko pytali, czy późno w pracy musiałem zostać itp. Jednak po pewnym czasie takiego, nudnego w końcu, dreptania pieszo po użyciu w końcu wpadłem na rewelacyjny pomysł łapania stopa. W końcu idę wzdłuż drogi (cokolwiek pustej o 4-5 nad ranem). Więc idę sobie tak na wpół przytomny i jakaś cząstka mnie usłyszała zbliżający się pojazd. Macham rączką jak ten kulturalny autostopowicz, oczy zamknięte, więc nie widziałem, że macham na radiowóz. Panowie się zatrzymali i w śmiech. Cały dowcip sytuacji polega na fakcie, że w naszej małej mieścinie praktycznie wszyscy się znają, więc starszy pan za kierownicą był dobrym znajomym moich rodziców, a jego młodszy kolega moim kolegą ze studiów... Na szczęście panowie się zlitowali, a że byli w drodze do dyskoteki niedaleko mojego domu (gdzie zawsze w soboty miejscowi po użyciu bawili się za pomocą sztachet z płotów itp.), więc zawieźli mnie pod sam dom.

Zdarzyło mi się jeszcze nieraz łapać stopa i nieraz wracać radiowozem. Policja też czasem potrafi służyć obywatelom w potrzebie :)
hugendubel Odpowiedz

I tak sobie chodziłes drogą po pijaku i nigdy się nic nie przytrafiło a po 3 godzinach snu nigdy nie rzygnąłeś w czasie sniadania? Dziwne. Chyba jednak nie piłeś zbyt wiele.

Lucy5 Odpowiedz

Rozsmieszyles mnie. Fajnie napisane 😂

lodowatawata Odpowiedz

Policja to nie darmowa taksówka

CentralnyMan Odpowiedz

Więcej szczęścia niż rozumu. Ciesz się że cię na wytrzeźwiałkę nie wzięli

2579937

Na jakiej podstawie? Coś złego robił?

Dodaj anonimowe wyznanie