Za dziecka, gdy byliśmy z siostrą przeziębieni, opiekowała się nami babcia i w ramach oszczędności na chusteczkach napełniała zlew w wodą i kazała nam do niego smarkać. Dopiero gdy cała woda zapełniła się naszymi wydzielinami mogliśmy otworzyć kurek i spuścić nieczystości.
Zawsze mnie to obrzydzało. Do teraz gdy myję zęby czy twarz muszę to robić pod bieżącą wodą, a nie np. w misce, inaczej mam mdłości.
Dodaj anonimowe wyznanie
Przecież to jest jedno wielkie siedlisko bakterii.
Ciesz się, że nie kazała wam się w tym kąpać
najpierw kąpać, później smarkać ;)
albo że nie parzyła z tego herbatki
I całe wpajanie konceptu oszczędzania poszło się je#ać. Tylko gdzie ta babcia popełniła błąd?
Myjesz zęby w misce?
Nie zdarza mi się myć twarzy w misce...
Aż się osmarkałam ;)
Ale babcia miała fantazję.