#TDmI9
Osiedlowy śmietnik wygląda jak garaż blaszany, a kontener jest ustawiony na samym końcu. Otworzyłam garaż i zostawiłam klucze w zamku. Weszłam do środka i ktoś kluczem zamknął drzwi. Dobrze, że miałam telefon, napisałam do sąsiada SMS: "Jestem w śmietniku, otwórz mnie". Sąsiad na początku myślał, że to żart, ale po jakimś czasie (15 minut) zszedł i mnie otworzył.
Traumę mam do dziś. Teraz jak wynoszę śmieci, klucze wyjmuję z zamka.
Nagłówek gazety: W sidłach osiedlowego kontenera
W gazecie FAKT tytuł miałby jeszcze więcej dramatu i traumy. Ale napisaliby o tym napewno :-P
PannaNikt
Uwięziona przez śmietnik śmierci?
O właśnie!
Dlatego ja telefon biorę ze sobą nawet do łazienki :D
Gdyby przypadkiem ktoś Cię w niej zamknął? XD
nigdy nic nie wiadomo ;)
Przezorny zawsze ubezpieczony:D
Nigdy nie wiadomo czy sie nie zatnie w łazience, zawsze się boje używać klucza w czyjejś łazience albo publicznej gdzie jestem pierwszy raz i nie wiem czy zadziała xd
Mnie kiedyś, uratowało to od spędzenia całej nocy w łazience i od tej pory,zawsze mam telefon ze sobą :-)
Mój brat jak był mały zatrzasnął się w łazience. Rodzice musieli wyciągać go przez małe okno pod sufitem :D
To jest jeden z tych NIE śmiesznych żartów.
Jak można kogoś zamknąć w kontenerze? To nawet nie złośliwość, tylko głupota totalna!
Mieszkam w Berlinie gdzie drzwi są na zatrzaskiwane klamki (a mieszkam sama), codziennie rano trzymam klucz w drzwiach i patrząc na niego pytam się i odpowiadam 'masz klucz? Mam. Masz klucz? Mam. Masz klucz? MAM!!!!' :D
Jak odwiedzam rodzinę w Norymberdze to też mają takie drzwi, że z zewnątrz nie otworzysz, ten stres zawsze zaraz po zamknięciu drzwi mimo, że klucze trzymam w ręku... Sama się z siebie wtedy w duchu śmieje :D
Mam 3 klucze do takich drzwi. Na poczatku jeden klucz mialam ja przy kluczach do samochodu, drugi mąż tez przy kluczach do samochodu, a trzeci u znajomego.
Wyszlam z meżem na urodziny ulice obok wiec maly spacerek. Klucze zapomnielismy. Doszlismy do kumpla na urodziny i do niego od razu z prosbą pożycz samochód, bo do domu kluczy nie mamy, a zapasowy u znajomego 15 km dalej. Od tego momentu bez kluczy się nie ruszam, nawet gdy listonosz przychodzi z paczką czy śmiecie wynosze i wiem że w domu ktoś jest.
W miejscu w którym pracowałam też były takie drzwi. Jak zostawałam sama i wychodziłam/zamykałam biuro jako ostatnia to pięć razy sprawdzałam, czy na pewno mam klucze (i czy pasują do drzwi :D ) bo to był jedyny komplet :P
Ja zatrzasnęłam się we własnym pokoju. Wypadła mi klamka z drzwi i nie dało się przez to ich otworzyć, jedynie z drugiej strony.. Niby nic strasznego, ale rodzice mięli wrócić do domu dopiero bardzo późnym wieczorem.. Cały czas miałam wrażenie, że przez otwarte drzwi wejściowe wejdzie złodziej i mnie ograbi.. Na szczęście, jako niezwykle utalentowana osoba, rozkręciłam śrubki w zamku linijką i tym czymś do robienia na drutach xd
I dlatego nie ruszam się nigdzie bez telefonu :D
Mój brat kiedyś siedział w warsztacie i ktos (do dziś nie wiemy kto) zamknął go w nim.ktoś naprawdę nie źle ryzykował bo musiał wejść na nasze podwórko albo na podwórko wujka wiec tam zawsze ktoś mógł być i obok drzwi jest okno wiec mój brat mógł tego kogoś zauważyć.
W tamtym roku stwierdziłam, że ciut mi się przytyło więc oprócz ograniczenia ilości jedzenia i zwiększenia ilości wody postanowiłam również ćwiczyć. U nas jak się schodzi do piwnicy to na prawo są drzwi i przechodzi się do sąsiedniej klatki i właśnie tam jest suszarnia w której to tata ulokował orbitrek. Chodziłam tam codziennie na godzinę i zawsze miałam jazdę, że ktoś zamknie przejście między klatkami, a z drugiej strony nie dało się go otworzyć. Raz nawet reżyserowałam w głowie jak by to było jakby mnie ktoś zamknął, oczywiście bez telefonu, żeby było dramatyczniej
Wyobrażam sobie minę sąsiada, gdy czytał smsa :D