#T3rb4

Miałam mniej więcej jakieś 6-7 lat, może trochę więcej. Były święta, więc naszykowaliśmy święconkę. Mieszkałam na wsi, więc wszyscy mieszkańcy zbierali się w jednym miejscu obok małego budynku (nie mieliśmy tam kościoła) i przyjeżdżał ksiądz, aby poświęcić koszyczki. Koszyczki kładło się na stole w tym budynku, a na zewnątrz odbywała się msza.
Nudziło mi się, gdy nagle zobaczyłam bezdomnego psa w typie labradora. Jako miłośniczce psów od razu mi się spodobał. Był wychudzony, więc chciałam go nakarmić. Gdy rodzice nie patrzyli, wzięłam go ze sobą do tego budynku. Najpierw dałam mu kiełbasę, a gdy się skończyła, to w ruch poszły chlebki, a następnie jajka na twardo. Gdy koszyki były opróżnione, wróciłam do rodziny. Wróciliśmy do domu.

Po świętach moja mama umówiła się na ploteczki ze znajomymi na wsi. Okazało się, że podczas mszy ktoś okradł koszyczki. Oskarżenia padły na pijaka, którego każdy znał.

Nigdy się nie przyznałam.
karlitoska Odpowiedz

Serio, nawet po latach się nie przyznałaś? Ja bym z ciekawości jaką będzie reakcja spytała się czy pamięta tą akcję z koszykami. Dla mnie ta historia jest urocza - dziecko, które wykazuje się czystą empatią i chce nakarmić psa. Rozumiem, że ludzie pewnie byli oburzeni jak im poznikały jaja i chlebki, ale intencje miałaś dobre, a piesek był zajedzony.

Dragomir

I nikt nie zwrócił uwagi na psa pętającego się między koszykami. Tak było, nie zmyślam.

Dodaj anonimowe wyznanie