#SvekS
W zimie była na domówce, tam została zgwałcona przez swojego przyjaciela. Zgłosiła to na policję. Świadkowie byli, ale obdukcja nie wskazywała jednoznacznie na gwałt. Policjanci byli chamscy, próbowali jej wmówić, że sama rozłożyła przed kolegą nogi. Przecież sama tam przyszła, ubrała się ładnie, piła alkohol, no i oczywiście to był jej dobry znajomy. Potem pewnie miała kaca moralnego i dlatego stara się oskarżyć kolegę o gwałt.
Długo takie przytyki trwały, zupełnie jakby na siłę chcieli ją zmusić do zrezygnowania ze zgłoszenia. W końcu z płaczem wykrzyczała, że od ponad dwóch miesięcy nie goliła nóg, nie tylko nie planowała zbliżenia, ale nawet nie zgodziłaby się na nie spontanicznie. Właśnie ten argument trafił do policjantów, przestali wciskać jej kłamstwo, zaczęli zadawać suche, służbowe pytania.
Sprawa jest w toku, koleżanka chodzi na terapię i próbuje się z tym uporać. To tyle.
Nawet gdyby miała ogolone nogi, nosiła seksowną bieliznę, cholera wie co, nikt nie ma prawa jej tknąć bez jej zgody!
Powiedz to samo sądowi w Szwecji, gdzie uniewinniono sprawcę, bo ofiara miała koronkowe stringi, więc "chciała seksu". To skandal
Ja wiem że nie na temat ale tak tylko witam fana "dragon age inkwizyjca".
@veriki a to nie było w Irlandii?
Faktycznie, to Irlandia. Przepraszam za pomyłkę :)
Veriki, sytuacja brzmi paskudnie, ale diametralnie się zmienia, gdy wczytasz się bardziej.
Że seks między tą dwójką zaszedł, to było oczywiste, rozprawa dotyczyła pytania, czy był to gwałt, czy fałszywe oskarżenie pod wpływem kaca moralnego.
Argument o koronkowych stringach nie był na zasadzie "była ładnie ubrana, więc dobrze jej tak", tylko uprawopadabniał zgadywanie, że ona jednak przygotowała się na seks z nim i chciała to zrobić.
Oczywiście, koronkowe stringi nie muszą oznaczać planowania seksu, a nawet gdyby planowała, nie mogłaby nie zmienić zdania, ale faktycznie, uprawopadabnia, że chciała a to kac moralny.
A mężczyzna został uniewinniony że względu na brak dowodów.
Serwatka31, wiem. Czytałam dosyć dużo na ten temat i zawsze, zanim wydam jakiś osąd wgłębiam się w dane zagadnienie. Tylko moim zdaniem niedopuszczalne jest twierdzenie, że bielizna ma sugerować, że kobieta chciała seksu. W sytuacji autorki ogolone nogi też miałyby być dowodem, że tego seksu chciała? Ponadto, wyciągnięcie przez obrońcę oskarżonego gaci na sali rozpraw na poparcie swojego argumentu jest strasznie uwłaczające dla pokrzywdzonej i uważam, że taki wyrok może szkodzić osobom faktycznie zgwałconym.
Jednak stwierdzenie, czy ktoś jest winny, czy niewinny, jest bardzo ważne. Inaczej ktoś może za niewinność spędzić w więzieniu wiele lat. I stąd pytanie, czy lepiej sprawdzić dosłownie każdy dowód i rozważyć każdą, nawet absurdalną możliwość, czy skupić się na lepszym komforcie ofiary? Nie twierdzę, że pokazywanie czyichś majtek w kategorii "są ładne, więc chciała seksu" jest ok, ale w takich sprawach przynajmniej powinno się chcieć zrobić wszystko, aby wyrok był sprawiedliwy. Niestety jak na razie nikt nie wymyślił, jak pozbyć się takich kontrowersyjnych sytuacji. Gdybym została zgwałcona, też pewnie nie chciałabym, żeby ktoś rozwodził się nad tym, jakie miałam wtedy majtki, ale gdybym była niewinnie oskarżona o gwałt, pewnie uczepiłabym się każdej deski ratunku. Przyznam szczerze, że wkurza mnie czasem to, że nic nie jest czarno-białe, bo potem pojawiają się takie sytuacje i trudno je, według mnie, jednoznacznie osądzić.
Serwatka napisała święte słowa. Jak głupio to nie brzmi tak się niestety robi i komfort psychiczny ofiary jest stawiany na drugim miejscu. Fakt faktem są to wtedy tylko domysły, ale dość ważne domysły które po zebraniu w kupę dają jakiś tam obraz sytuacji.
W takich niejasnych zagłoszeniach każda poszlaka jest na wagę złota.
Bo pomyślcie sobie, że gdyby nie takie zachowanie to ktoś niewinny mógłby iść do więzienia i mieć zmarnowane całe życie.
@lavellan dziękuję Ci za ten odkrywczy komentarz. Czekam jesz cze na info ze po jesieni przychodzi zima.
Zaś co do sprawy. Ja wiem ze delikatne duszę nie mogą zboleć tych złych policjantów. Zresztą anonimowa społeczność wręcz kocha historia o zgwalconych kobietach które trafiły na złych policjantów. Tej miłości mogą dorównać jedynie historie o niesłusznie oskarżonych o gwałt mężczyznach.
A tak bardziej poważnie. Są dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Świadków na razie celowo pomijam. Uprawiają seks i jedno z nich stwierdza że zostało zgwalcone. No i teraz trzeba dociec prawdy. Żeby ofiara mogła liczyć na pełen komfort to policjanci musieli by jej wierzyć we wszystko a cała sprawa zostać rozstrzygnięta tylko na podstawie jej zeznań. Mało realne. Więc muszą dociekać, muszą podważać, muszą prowokować by rozwiać wątpliwości. Być może autorkę to przemaglowanie skrzywdzilo. Ale może 4 inne kobiety przyłapano na kłamstwie. Ludzie pod stresem zaczynają się motać, zmieniać wersję i dzięki temu można wyłapać fałszywe oskarżenia. Inaczej się nie da. Policjancie widzą naprawdę wiele gówna i skoro zachowują się tak jak się zachowują to zakładam że mają ku temu powody.
Jak ktoś kogoś zabije to jest ciało, jak ktoś kogoś okradnie to są dowody. Jak ktoś kogoś zgwałcił a obdukcja nie wskazuje przemocy to na jakiej podstawie maja stwierdzić jak faktycznie było?
A świadkowie byli może nie wiarygodnie wystarczająco. No bo skoro byli na domów ę świadkowie gwałtu to dlaczego do gwałtu w ogóle doszło? Nikt nie reagował? Takie rzeczy trzeba sprawdzać.
Jak to jak stwierdzić? Przecież skoro tak twierdzi to musi tak było. Drodzy anonimowi nawet jak zgadzają się w kwestii majtek jako dowodu mówią o dziewczyna per "ofiara". Sorry ale jaka ofiara? Dopóki sąd nie wykaże jego winy to on nie jest sprawcą a ona nie jest zadna ofiara.
Zdziwilibyście się ile jest zgłoszeń na kacu moralnym/dla zemsty/nawet dla zabawy. Znajomy poznał dziewczynę w klubie, poszedł z nią do łóżka, następnego dnia przeprosił bo było mu głupio jak na kacu obudził się obok obcej kobiety i jak ona zrozumiała że związku z tego nie będzie to poszła na policję.
Oczywiście szkoda że ofiary gwałtów są w ten sposób traktowane, że policja nie do końca im wierzy ale dopóki głupie idiotki zgłaszają masowo molestowania i gwałty które nimi faktycznie nie były, to będzie tylko gorzej. Mam wrażenie że wśród niektórych środowisk nastąpiła jakąś dziwna moda na bycie ofiarami przestępstw seksualnych i niestety prawdziwe ofiary na tym cierpią.
Policjantów po części rozumiem, w jakiś sposób muszą przecież sprawdzić czy zgłoszenie jest prawdziwe, czy nie mają do czynienia z jakąś samozwańczą walczącą feministką lub debilką.
Możecie mnie tu pożreć żywcem, ale dopóki nie zobaczę jakiś statystyk to nie uwierzę w masowe zgłaszanie nieprawdziwych gwałtów. Jednostkowe przypadki - tak.
Strategia na zemstę może i dobra na małej wsi, gdzie bez procesu człowieka osądzi miejscowa ludność. Chociaż tu sama plotka byłaby bezpieczeniejsza.
Przede wszystkim przy takim zgłoszeniu trzeba przejść przez wszystkie procedury, które nie są dla nikogo przyjemne. Do tego możliwa kara za składanie fałszywych zeznań i obciążenie kosztami operacyjnymi i procesowymi.
Gwałt w ogóle jest ciężko udowodnić.
Dziewczyna musiałaby dość popłynąć w swoim kłamstwie, żeby udowodnić jej nieprawdę tu zgadzam się. Generalnie sprawy o gwałt są dość delikatne.
A może kolega ją zgwałcił. Może była nietrzeźwa, ledwo kontaktująca. Byłeś tam w sypialni? Nie.
Pelikanowa ale ja nigdzie przecież nie napisałam że bohaterka historii kłamie bo tego nie wiem. Mój komentarz odnosi się do tego że rozumiem zachowanie policjantów bo oni też przecież widzą modę na oskarżenia
Tylko, że takich statystyk nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Tak samo nie wiemy, ile jest osób wsiadających za kółko po pijaku, ile kobiet bez swojej zgody zostało zmuszonych do prostytucji itp. Znamy pojedyncze przypadki, te które odkryliśmy. Prawdziwe dane, nigdy nie będą możliwe do zweryfikowania i przedstawienia opinii publicznej, bo tacy ludzie nie działają według zasad życia społecznego / moralnego. Morderca przyjdzie i powie to ja zabiłem? No nie. Poznamy go tylko, jeśli udowodnimy mu winę.
Właściwie to jest nieznaczny procent
"Policjantów po części rozumiem, w jakiś sposób muszą przecież sprawdzić czy zgłoszenie jest prawdziwe" - no zgadza się, owszem. Ale czy koniecznie muszą robić to w tak obrzydliwy, okrutny sposób jak opisany w wyznaniu? No nie. Wręcz, kurwa, nie mogą, bo za takie traktowanie sami powinni dostawać kary dyscyplinarne. Teksty pokroju "sama rozłożyłaś nogi" albo "ubrałaś się ładnie to na pewno chciałaś mu dać" są poniżej wszelkiej krytyki, wręcz chce mi się rzygać kiedy widzę coś takiego. Kolejna ważna sprawa: "argumenty" w stylu "przecież to twój kolega/ mąż/ chłopak, więc to nie mógł być gwałt" - friendly reminder, że większości przestępstw tego typu dopuszczają się właśnie osoby blisko związane z ofiarą. Puenty nie ma.
Jak napisanie tego tu miałoby jej pomóc skoro napisałaś to ty?
"W końcu z płaczem wykrzyczała, że od ponad dwóch miesięcy nie goliła nóg (...)" - jak dla mnie mistrzostwo świata. Jakich ja czasów dożyłam, że wyznacznikiem ochoty i gotowości na seks jest stan owłosienia na nogach... no kurEwa, trzymajcie mnie.
Wszystko byłoby inaczej, gdyby kobiety "z kacem moralnym" nie zglaszaly gwałtów. Niestety - kobieta kobiecie kobietą.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby za fałszywe oskarżenia o gwałt dostawało się wyroki conajmniej* takie, jak za gwałt, wtedy nie byłoby tyle fałszywych zgłoszeń.
A to akurat jest do zrobienia zwykłą ustawą.
(*Conajmniej, bo to wyjątkowy typ sprawy, gdzie zeznania ofiary stanowia wyjątkowo wielki procent dowodów).
Ile jest tych przypadków, że faktycznie kobieta zgłasza "kac moralny" jako gwałt?
Jeśli już takie są to chyba najczęściej dziewczyny tak pijane, że same nie wiedzą, czy była ich zgoda czy nie... Więc czują się skrzywdzone. To jest masakra, ale panowie też mogliby opamiętać się dla własnego bezpieczeństwa i nie brać do łóżka dziewczyn, które ledwo na oczy widzą.
Trzeba być głupim to prawda. Z tym że nie zawsze widać, jak bardzo dziewczyna jest pijana. Dlatego zalecam facetom ostrożność.
Raz zdarzyło mi się upić do tego stopnia, że na drugi dzień miałam od pewnego momentu więcej czarnych dziur niż wspomnień. Mój ówczesny chłopak był w szoku, bo wyglądałam i zachowywałam się w miarę normalnie jak na osobę po alkoholu.
@PrzezSamoH, Karinka idzie na imprezę bez swojego chłopaka, spotyka pięknego Kubusia i oczywiście liczy na wieeeeelką miłość. Z własnej woli rozkłada przed nim nogi, a po stosunku Kubuś mówi "it's a prank, sis" i serce Karinki pęka. Tylko jak wytłumaczyć jej chłopakowi, Sebastianowi, że błona dziewicza była, ale się zbyła? Gwałt!
I takie sytuacje zdarzają się od dawna. Jeden z seryjnych morderców w Polsce został skrzywdzony przez taką idiotkę, która przyłapana na stosunku z nim, oskarżyła go o gwałt. To zniszczyło mu życie i pewnie w jakimś stopniu pchnęło go do brutalnych zbrodni.
Paczkus - tampon lub masturbacja może skutecznie pozbyć się błony dziewiczej. Jeśli Sebastian wie o Kubusiu i dziewczyna chce się wybronić faktycznie może użyć wymówki "to był gwałt". Ale nie musi iść z tym na policje. Bezpieczną opcją byłoby przekonanie swojego faceta, że ona nie da rady psychicznie przez to przejść. Wilk syty i owca cała.
Każdy gwałciciel broni się, jeśli nie ma jednoznacznych dowodów, że ofiara sama tego chciała. Więc w ogóle skąd wiecie, ile ofiar wycofuje zeznania ze strachu, wstydu, braku dowodów, czy z innego powodu, mimo że zostało zgwałconych?
@PrzezSamoH, ale nikt nie podważa tego, że dużo ofiar boi się iść na policję po gwałcie, bo tak bardzo są skrzywdzone i zastraszone.
Jednak podtrzymuję tezę, że najgłośniej muczy ta krowa, która mleka nie daje: sporo oskarżeń o gwałt, ukrywa prawdę o świadomej zdradzie z przelotnym chłopakiem lub jest metodą zranienia poprzez oskrażenie.
Zupełnie nie zgodzę się, że Sebastiankowi wystarczy samo oświadczenie, że "ona nie da rady psychicznie przez to przejść" a sytuacja z Kubusiem to gwałt. Już widzę taki dialog:
-Zdradziłaś mnie, suko!
-On mnie zgwałcił!
-Idź na policję.
-Misiu, boję się psów. JP100%. Nie dam rady przejść przez przesłuchanie.
-A no to okej.
Idealizujesz świat, a tak na prawdę wszyscy kłamią i wiele jest fałszywych oskarżeń. Dużo jest ludzi perfidnych i pewnie nie mało psychicznych. Gwałt ciężko zweryfikować nawet w sądzie. Sąd umorzy postępowanie, ale ludzie swoje wiedzą. Często wystarczy odpowiednio mocno rzucić oskarżenie by osiągnąć swój cel. Ukrycie zdrady lub nieodwzajemniona miłość mogą być taką bronią. Również zemsta na kimś. Samo opowiedzenie znajomym to zbyt mało. Zgłoszenie tego na policję to już coś. Uwiarygadnia to "ofiarę."
Paczkus - nie idealizuję, po prostu nie jesteśmy w stanie zweryfikować, ile umorzonych spraw, wycofanych zeznań było opartych na pomówieniu. To o czym rozmawiamy to teraz kwestia wiary w coś. Z mojej perspektywy zgłaszanie gwałtu na policje z zemsty jest mało opłacalne, dlatego nie wierzę, że zdarza się to tak często.
Paczkus, morderca o którym mówisz został skazany prawomocnym wyrokiem za gwałt. Twierdził potem, że wyrok był niesłuszny, ale nie ma żadnego powodu żeby mu wierzyć. Wyrok nie został zmieniony, sąd uznał go za winnego. A to, że potem mordował, w żaden sposób nie świadczy na jego korzyść w sprawie gwałtu, jest wręcz przeciwnie.
Paczkus: w sumie to i tak powinna go pozwać, za nakłonienie podstępem do seksu. To jest karalne i o ile nikt nikogo w tak niejasnej sytuacji zazwyczaj nie pozywa, bo jak udowodnić, że ktoś od początku nie chciał związku, a nie się rozmyślił, to przy "its a prank, od początku chciałem tylko seksu" to ewidentnie taki chłopak jest winny. I nie liczy się, że była głupia Karynką, że jak mogła uwierzyć w jego zauroczenie. Jak okłamał, to okłamał.
@Anda, tylko opowiadając to nie miał już nic do stracenia. Ba! To byłby wręcz powód do dumy dla takiego zwyrodnialca. Żeby była jasność: nie uważam, że był prawdomównym człowiekiem. Ale skłaniałbym się do tego, że wtedy mógł mówić prawdę.
@Serwatka31, zasadniczo masz racje. Nie mniej w oczach Sebastiana nadal wyglądałoby to na zdradę. A gwałt to jednak brak zgody kobiety.
Myślę, że średnio interesowałoby cię to, że twój (były) chłopak założył sprawę swojej (byłej) kochance o zarażenie go wirusem HIV. Liczy się zdrada. Co innego gdyby chłopak w areszcie został zgwałcony i zaraził się HIV.
Męczyli, żeby się upewnić, że był to gwałt a nie wymysł. Ludzie kłamią jak szaleni, ale prawie nikt nie kłamie pod taką presją. Poza tym, sąd to nie igraszki, trzeba być pewnym tego, co właśnie się robi.
Ostatnio widziałam świetne zdjęcie w internecie.
"Nie ucz córki, aby nie chodziła w krótkich spódniczkach i wyzywających topach. Naucz syna, aby nie gwałcił". Tyle w temacie. Nikt nie miał prawa jej ruszyć.
Eee to w takim razie po co policja, po co sądy. Wystarczy wyznanie na anonimowych, rudaxka99 i można ferować wyroki.
I co w tym dziwnego że dopiero po tym zaczęli brać tą sprawę na poważnie? Winne temu są inne kobiety ktore oskarżają bezpodstawnie mężczyzn o gwałt i pozniej policjanci są bardzo wyczuleni na to i dokładnie sprawdzają czy to kolejne bezpodstawne oskarżenie czy nie. Chyba każdy wie jak to było z Metoo i ile kobiet zaczęło pisać wymyślone historie jak to zostały zgwałcone itp tak samo dużo kobiet chodzi na policję i bezpodstawnie oskarżają i pozniej policja nie bierze na poważnie prawdziwych gwałtów
Gdyby kara za fałszywe oskarżenie o gwałt, byłaby wyższa niż za gwałt, to niektóre porąbane panienki po kacu moralnym by się trzy razy zastanowiły. Policjanci pewnie chcieli najpierw sprawdzić, czy koleżanka nie jest jedną z nich. Przykra sprawa. Koleżance współczuje.
Dlaczego wyższa? Fałszywe oskarżenie jest okropne, ale na pewno nie gorsze niż gwałt.
Anda, to bardzo rozsądne prawo, bo to szczególny przypadek, gdzie zeznania ofiary są olbrzymim procentem materiału dowodowego.
Za samo oskarżenie nikt nie pójdzie do więzienia ani do aresztu. Chyba że widać ewidentnie po obrażeniach dziewczyny, że to był gwałt albo mamy do czynienia z recydywistą.
Anda, dlatego, że fałszywe oskarżenia mogą zniszczyć komuś życie, opinie itd.
Gwałt również niszczy życie
Pojawiły się komentarze na temat częstości zgłaszania gwałtów, które nie miały miejsca, pod wpływem kaca moralnego, a ja chciałabym poruszyć temat, skąd się w ogóle bierze ten kac moralny. Będzie to moja subiektywna opinia oparta o moje spostrzeżenia. Zaznaczam, że nie pochwalam rujnowania komuś życia, bo się źle poczuło, że się z kimś przespało.
Po pierwsze, niektórzy faceci potrafią tak o seksie mówić, że to brzmi wręcz ohydnie. Sama myśl, że ktoś mógłby wśród swoich kumpli opowiadać, jak to "przetrzepał piździochę swoją maczugą tej dupie" mnie osobiście odrzuca od jakichkolwiek tego typu przygód, nawet gdybym miała nigdy więcej z gościem nie mieć do czynienia a tych żałosnych tekstów nawet nie słuchać. Po prostu brzmi to uwłaczająco i w ten sposób kreuje się wokół seksu taką otoczkę czegoś obrzydliwego i hańbiącego, a kobietę sprowadza do roli seks zabawki, którą należy wypróbować i rzucić w kąt. Szkoda, bo obcowanie płciowe powinno sprawiać przyjemność, a nie powodować, że tracimy do siebie szacunek. I ja wiem, że istnieją tacy, którzy w życiu by się tak nie wyrazili, ale wystarczy raz komuś powiedzieć np., że jest brzydki i już zawsze będzie tak uważał, natomiast może usłyszeć milion razy, że jest piękny, i nigdy w to nie uwierzy.
Po drugie, taka kobieta zostanie w oczach społeczeństwa dziwką i puszczalską. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby to był główny powód zgłaszania tych wszystkich pseudogwałtów - oskarżyć, zanim zostanie się oskarżonym. W połączeniu z punktem numer 1 ta reakcja obronna w kobiecie pewnie jeszcze intensywniej się uaktywnia.
I powtarzam, że nie bronię takich kobiet, ale rozumiem, co może nimi kierować. Gdyby jednorazowy seks nie szargał tak kobiecie opinii, zapewne o wiele mniej byłoby oskarżeń o nieistniejący gwałt. Gdyby to nie wiązało się z linczem, kobiety same nie łapałyby pierwsze za widły. A tak niestety, panowie, trochę sami sobie pośrednio robicie krzywdę.
Wiesz Twój komentarz to trochę takie zrzucanie winy na ofiarę. Dokładnie, ofiarę, bo w przypadku fałszywego oskarżenia o gwałt to oskarżony jest ofiarą. Już widzę jaki byłby wrzask, jakby ktoś napisał, że osoba zgwałcona jest pośrednio sama sobie winna... To nie jest wina facetów, że ktoś przez bardzo szkodliwe oskarżenia próbuje usprawiedliwić swoje zachowanie. Można w ten sposób nawet i zniszczyć komuś życie - i co, powiesz takiemu mężczyźnie, że to jego wina? Odpowiedzialność za stereotyp, że kobieta ma być skromna, ma seks uprawiać tylko z obowiązku nie leży z resztą tylko na facetach. W takiej samej mierze upowszechniały go kobiety i to często ataki z ich strony były najbardziej bolesne. Jednostka nie może brać na siebie przewinienia setek lat takiej a nie innej kultury i ogółu całego społeczeństwa żyjącego w ciągu tych lat.
Ależ ja nie mówię, że ten konkretny facet jest winny. Jak zaznaczyłam, są to moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące zachowań i wyrażania się mężczyzn. Zgadzam się, że kobiety też wymuszały skromność na innych kobietach (swoją drogą to dobrze pokazuje, jak opinia społeczeństwa wpływa na nasze postrzeganie problemu i jak podchwytujemy tę opinię, szkodząc samym sobie). Ale w moim środowisku jestem w stanie wskazać mnóstwo mężczyzn, którzy zachowują się tak, jak opisałam, a nie potrafię wskazać kobiet, które miałyby takie podejście jak mówisz. Nie wiem, może to totalny przypadek, że tak się to w moim przypadku rozkłada, ale takie są moje wnioski po obserwacji otoczenia.
Mówiąc bardziej ogólnie, chodzi mi o to, że nasze zachowanie bardzo wpływa na innych. Konsekwencje w różnych przypadkach są oczywiście różne i niejednakowo "kosztowne", ale chodzi mi o to, że przez jednego idiotę ktoś normalny może później niesłusznie płacić. Przytaczając skrajny przypadek - jeżeli psychopata zrazi się z jakiegoś powodu, powiedzmy, do blondynek, to potem jego modus operandi będzie mordowanie kobiet o jasnych włosach. I takiemu nie przetłumaczysz, że przecież ta konkretna blondynka nie jest niczemu winna. Jest ofiarą? Jak najbardziej. Zasłużyła sobie? Absolutnie nie. Ale my jako ludzie mamy tendencję do takiego "mszczenia się" na kimś, kto przypomina nam kogoś, kto nas kiedyś zranił. Trochę mniej drastyczny i może bardziej życiowy przykład: wykładowcy dała kiedyś kosza drobna brunetka, co go bardzo dotknęło, i wykładowca potem uwala wszystkie drobne brunetki. I znowu sobie nie zasłużyły, a konsekwencję jednak ponoszą przez jedną niemiłą, nieznaną im kobietę.
Tak jak znajdą się blachary, które lecą na hajs i przez to szkodzą całej populacji porządnych kobiet, tak faceci, którzy zachowują się w taki sposób, jak opisałam, szkodzą całej populacji porządnych mężczyzn. Dlatego należałoby piętnować nieodpowiednie zachowania, aby później nie dostać przypadkowo rykoszetem.
Chyba za bardzo bierzesz do siebie takie teksty. Ja sama jak jestem w zaufanym towarzystwie, to potrafię tak się wypowiadać, że obcy człowiek pomyślałby o mnie jak o jakiejś patologii. Wśród kumpli rozmawia się luźno i to, że ktoś powie o kobiecie dupa albo wypowie się w niewybredny sposób to nie znaczy, że nie ma szacunku do płci żeńskiej. Po prostu czuje się nieskrępowany i mówi co chce.
Druga sprawa, naprawdę nigdy nie słyszałaś jak koleżanki mówią o innej dziewczynie, że jest puszczalska albo coś w ten deseń? Jeśli tak, to zazdroszczę koleżanek, bo moje doświadczenia są bardzo bogate w tego typu sytuacje. Wystarczyło, że któraś się dobrze dogadywała z męskim towarzystwem i już w ruch szły plotki jak to sypia z każdym z nich. I to nie były one rozsyłane przez facetów, tylko właśnie przez kobiety, co jest głównym powodem negatywnego nastawienia do dziewczyn z powiedzmy lżejszym podejściem do życia.
Naprawdę to, że koledzy w swoim towarzystwie mówią w taki a nie inny sposób, ma marginalne znaczenie w stosunku do całości sprawy. Jakby takie wypowiedzi były w mniej zaufanym gronie albo co gorsza przy danej dziewczynie, to tak - to byłaby przesada. A najlepszym jest fakt, że tylko kobiety przejmują się takimi tekstami. Facet pogada z kolegami, rzuci hasłem "idę przeruchać moją dupe", wraca do domu i przytula się do drugiej połówki na przykład oglądając film. Nie wymagaj proszę od ludzi, żeby nawet przy kumplach myśleli nad każdym słowem czy wypada je powiedzieć czy nie. Po to przecież między innymi ma się przyjaciół, aby móc w luźnej atmosferze porozmawiać na każdy temat.
Ja rozumiem, że wśród przyjaciół można sobie na więcej pozwolić i nie kontrolować aż tak języka, ale w przypadku, gdy jeden z kumpli mojego chłopaka mówi mu, że jestem "fajną dupą, ruchałbym", to chyba jednak takie komentarze powinien sobie darować albo przynajmniej ubrać jakoś lepiej w słowa. W tym przypadku zwłaszcza wśród kumpli. Tym bardziej, że swoją aprobatę można wyrazić, używając sporo o wiele lepszych określeń i nikt na pewno nie zostanie urażony. Znam parę, która się rozstała, bo znajomi mówili temu chłopakowi, że bardzo chętnie by dziewczynę przelecieli. Chłopaka po prostu zeżarła zazdrość i chęć kontroli. A można było po prostu powiedzieć, że chłopak ma bardzo ładną partnerkę. Stawiam, że takie określenie nie działałoby aż tak brutalnie.
Jeszcze inna rzecz, że naprawdę idzie się domyślić, że dana banda samców akurat sobie niewybrednie moją osobę komentuje. Jak nagle cała grupa milknie, kiedy przechodzę, mimo że przed chwilą zachowywała się bardzo głośno, a któryś z tej grupy niby dyskretnie wykonuje wskazujące na mnie ruchy głową albo zezuje i każdy się uśmiecha głupkowato i też "subtelnie" obczaja, to wiadomo o co chodzi.
Ale być może jestem przewrażliwiona, bo się wiele nasłuchałam przede wszystkim o swoich cyckach, gdy przechodzący panowie myśleli, że ich nie usłyszę, bo mam słuchawki na uszach. :) W niektórych przypadkach nawet słuchawek nie miałam, więc nawet nie każdy się przejmuje, czy go usłyszę czy nie. A serio nie chcę słyszeć "ale bym tarmosił" od jakiegoś oblecha. Jeszcze gdyby takie coś się zdarzyło tylko raz...
No to ja mam dużo luźniejsze podejście do sprawy. Na tekst o cyckach uśmiechnęłabym się i powiedziała 'dziękuję'. Wierz mi, że momentalnie byłoby im wstyd. Faceci tak mają, że dużo mówią ale mało robią (nie wszyscy oczywiście ale większość). Mi też pare razy zdarzyło się powiedzieć do przyjaciółki 'patrz jaka dupa idzie' gdy przechodził w pobliżu jakiś przystojny pan. Nie oznacza to jednak, że nie mam do niego szacunku - mam go dokładnie takiego jak do każdej totalnie nieznanej mi osoby.
Co do tej pary - myślisz, że jakby koledzy mu ciągle mówili że ma śliczną dziewczynę (a więc pełna kulturka), to nie zrobiłby się zazdrosny? Rozstali się nie dlatego, że znajomi wygadywali niewybredne komentarze, tylko z powodu jego braku zaufania i totalnej niepewności. Nie wiem jak się ta dziewczyna zachowywała, ale jeśli nie dawała mu żadnych powodów do zazdrości, to facet był po prostu głupi i być może stracił szansę na fajny, długotrwały związek. Przecież to kobieta decyduje czy swojego partnera zdradzi czy nie. Jeśli była w nim zakochana, to cała reszta mogła na rzęsach stawać a i tak nic by nie ugrali; jeśli nie i faktycznie by doszło do seksu wtedy śmieci same się wyniosły.
I na koniec wiesz co się mówi, gdy kolega Twojego faceta mówi przy Tobie, że by Cię przeruchał? Patrzysz się wtedy na takiego gościa pogardliwym wzrokiem i mówisz 'ja bym cię nawet patykiem nie dotknęła'. Dziękuję, pozamiatane. Koleś zrozumie, że przesadził i Cię to uraziło. Trzeba umieć wyznaczać granice innym i kiedy to zrobisz, koledzy będą wiedzieć na co sobie mogą pozwolić a na co nie. Zauważmy też, że ludzie mają przeróżne poczucia humoru i prawdopodobnie ten znajomy chciał w taki 'zabawny' sposób powiedzieć Ci komplement. Mój facet też czasami jak rzuci jakimś tekstem to ręce opadają, ale dostaje wtedy op*erdol i więcej się już w ten sposób nie odezwie. Dla niego coś było śmieszne, ale jak da mu się do zrozumienia, że przesadza to odpuści i przeprosi. Taki typ, co najpierw mówi a potem myśli.
Wiesz, zareagowałabym, gdybym była obecna przy takiej rozmowie :P A tymczasem reszta kumpli albo gościa zlewa, albo sama używa takich samych słów i nie widzi w jego zachowaniu niczego niestosownego. Dopóki wszyscy razem nie dadzą mu do zrozumienia, że przegina, będzie to robił. Mój chłopak mu zwrócił uwagę, że takich rzeczy się nie mówi, to koleś potem jeszcze zaczął się drażnić i mówić "wiesz, kogo bym wyruchał"? Tak że efekt przeciwny do zamierzonego i jeszcze chętniej przekraczał te wyznaczone granice. Niektórzy jakoś nie potrafią zrozumieć, że nie każdego to samo śmieszy/się podoba. Nie miałabym nic do takich osób, gdyby dostosowywali się do uwag, że mnie się takie coś nie podoba i sobie nie życzę, ale nie wszyscy biorą to sobie do serca.
Natomiast nie wiem, czy ta para byłaby dalej razem, gdyby znajomi mówili o dziewczynie, że jest ładna, ale wiem, że ja bym traktowała inaczej słowa koleżanek, gdyby mówiły mi, że mój facet to przystojniak, a inaczej, że bardzo chętnie by go wyruchały. To pierwsze to pochwała, a drugie wyraża chęć odbicia. I można mieć zaufanie do partnera, ale z każdą taką akcją jednak ma się coraz więcej wątpliwości, czy kiedyś nie ulegnie.
I żeby nie było - samej zdarza mi się takich słów użyć, ale mówię to tylko do swojego chłopaka i o swoim chłopaku :) I to też w określonej sytuacji, która ma raczej prowadzić do zbliżenia. U obcych nie oceniam atrakcyjności fizycznej, bo często za ładną buzią kryje się paskudny charakter, który przy ewentualnym bliższym poznaniu bardzo odejmuje atrakcyjności, więc nawet nie potrafię określić, czy ktoś mi się z wyglądu podoba - obojętnie jakimi określeniami. O człowieku jestem w stanie się wypowiedzieć dopiero, gdy go trochę bardziej poznam, ale wtedy to już dziwnie mi mówić o tej osobie jako o obiekcie do przelecenia, jeżeli przestaje być kompletnie obcą osobą i zaczyna się nawiązywać znajomość.
No, zdecydowanie mamy całkowicie inne charaktery xD Przede wszystkim nie jesteś w stanie ocenić czyjegoś wyglądu nie znając tej osoby. Widzisz, ja umiem. Patrzę wtedy tylko i wyłącznie czy dany człowiek jest atrakcyjny wizualnie i komentuje czy mi się podoba czy nie. Charakter mnie totalnie nie interesuje. Oczywiście nie znaczy to, że gdyby taki facet podszedł do mnie i powiedział 'chodź się poruchać' to poleciałabym za nim śpiewając jak skowronek. Żeby się z kimś przespać potrzebuję czegoś więcej niż ładna buźka i umięśnione ciało. I tu jest chyba pies pogrzebany - kiedy ja mówię do koleżanki, że jakiś koleś jest 'dobra dupa', to wcale nie chcę się z nim przespać. Po prostu wizualnie mi się podoba. Przytoczę taką historię znajomego, który ciągle wyskakiwał z szowinistycznymi żartami (typu baby do garów itd). Wiedziałam, że gość żartuje, ale nie wiedziałam, że aż tak. Mianowicie któregoś dnia siedzimy sobie i zaraz po tego typu wypowiedzi dzwoni mu telefon, po czym wywiązuje się mniej więcej taka rozmowa: 'tak kochanie... no siedzę sobie z X i Y, gadamy... wiem, kochanie... dobrze zrobię zakupy... ok, no nie złość się już.... dobrze kochanie już jadę.'. Następnie wstał i powiedział, że sorry ale żona na niego czeka. I poszedł. No ja padłam.... taki cwaniaczek, nie raz słyszałam jak to opowiadał, że baby trzeba trzymać krótko a tu po jednym telefonie gość pospiesznie wychodzi. O to mi właśnie chodzi - to że kolega Twojego chłopaka powiedział 'ładna, przeruchałbym' to nie znaczy, że on faktycznie by to zrobił! To był zwykły żart i de facto komplement zarówno, może chamski, ale tak jak pisałam ludzie mają różne poczucia humoru i te czarne też się zdarzają. Nie oceniaj intencji innych po tym co mówią a po tym co robią. Twój chłopak mógłby się zacząć martwić gdyby ten kolega zaczął do Ciebie np. pisać, starałby się spędzać z Tobą czas albo kręciłby się koło Ciebie na jakiejś imprezie. Czyny a nie słowa. Nie bierz wszystkiego tak na serio a życie stanie się łatwiejsze.
Inne środowisko - zupełnie inne charaktery xD
Zależy jeszcze, w jakim tonie Twój znajomy wygłaszał te wszystkie teksty, że miejsce kobiety jest w kuchni. U jednych od razu widać, że to tylko głupie gadanie, a niektórzy niestety naprawdę w to wierzą. I w przypadku kolegi chłopaka nie jestem w stanie wyczuć, czy wszystkie tego rodzaju teksty to tylko żarty (mój chłopak chyba też nie jest w stanie tego na 100% określić), ale może kiedyś go trafi strzała amora i też będzie taki posłuszny jak Twój znajomy.
Co do "brania tego wszystkiego tak na serio" - to trochę tak, jakbym miała się nie przejmować, że ktoś mnie traktuje jak worek treningowy. :) Takie mam podejście, takie mam odczucia i to się raczej nie zmieni. Jeśli nie jestem w stanie określić intencji, bo ktoś mówi jedno, robi drugie, a myśli pewnie trzecie, to nie czuję się "bezpiecznie" z taką znajomością. Kwestia życiowych doświadczeń.