#SlgOX
Od pięciu lat pracuję fizycznie. Wypłata teoretycznie zależy od wykonanego planu narzuconego przez prezesa, w praktyce różnie to bywa.
Mimo że jestem cenionym pracownikiem i wykonuję swoje, to nigdy nie zostałem odpowiednio wynagrodzony, zawsze kierownik tłumaczył się, wykręcał i zwalał winę na innych, dlaczego zarobiłem znowu za mało (mimo obietnic). Dodatkowo też pracowałem wszystkie soboty i przynajmniej jedną niedzielę. Efekt zawsze ten sam, dniówka wychodziła w granicach 100 zł.
Na początku października spotkałem się z dawnym znajomym. Popytał co u mnie, jak sytuacja z robotą. Zaproponował mi pracę u siebie. Okazało się, że jest doradcą finansowym. Ciężki kawałek chleba, ale postanowiłem spróbować. Na rozmowie, którą odbyłem dyrektor przystał na moje warunki i rozpocząłem współpracę. Doznałem szoku, zupełnie inne podejście do pracownika niż do którego ja jestem przyzwyczajony. Owszem, wymagania są, ale pracodawca mobilizuje do działania, a nie wymusza wrzaskiem.
Gdzie piekielność? W moich rodzicach. Usłyszałem od nich, że mam się nie wydurniać, bo robotę mam, i to całkiem niezłą i dobrze płatną, że będę ludzi na kredyty naciągać, że na tym nie zarobię itp.
Dlaczego o tym piszę? Na ich utrzymaniu jest mój brat. Nie pracuje, nie dokłada się do niczego, bez wykształcenia, ale rodzice chodzą dumni, bo niedawno wydał płytę. Rozeszła się w ilości stu sztuk. Oni nigdy nie byli ze mnie dumni. Zawsze słyszałem tylko krytykę, cokolwiek bym nie zrobił i czegokolwiek bym się nie podjął. Teraz mnie to już nie rusza, ale kiedyś bolało jak cholera, mimo twardego charakteru przepłakałem wiele nocy przez nich, bo chciałem żeby choć raz powiedzieli, że są ze mnie dumni.
Żona podsumowała to krótko, "Twoim rodzicom to ty chyba nigdy nie dogodzisz" i niestety ma rację.
Żona ma rację. Moja matka do samej śmierci nigdy mi w oczy nie spojrzała, choć to ja się nią opiekowałam w chorobie i na moich rękach umarła. Mam kilkoro rodzeństwa, ale to ja byłam dla matki ta zła, do dziś nie wiem czym sobie na to zasłużyłam.
Nie znam sytuacji oczywiście, ale może była zbyt dumna i czuła się upokorzona tym, że była zmuszona korzystać z Twojej pomocy? Piszę o tym, bo wspomniałaś, że nie wiesz czym sobie zasłużyłaś. Może właśnie niczym? Może była wdzięczna, ale nie umiała tego okazać?
Znam człowieka, który właśnie tak się zachowuje, od lat. Tylko raz dał po sobie poznać, jak wielki wstyd odczuwa każdego dnia kiedy jego dziecko musi mu pomagać. Paradoksalnie, wstyd był o wiele większy niż wtedy, kiedy doglądał go pielęgniarz. Poza tą jedną sytuacją, jest dla swojego dziecka okropny, a co najgorsze - sam po tym czuje się jeszcze podlej.
Moja matka całe życie traktowała mnie najgorzej z rodzeństwa. Pozostałym ciągle pomagała finansowo i opiekowała się ich dziećmi. Mnie wywalila z domu na bruk bo mi studia nie wyszły - żadne z mojego rodzeństwa nawet nie próbowało studiować. Przyjęła mnie z powrotem po kilku miesiącach, gdy sąsiedzi się dowiedzieli. Nigdy mi w niczym nie pomogła, nie dała na nic pieniędzy ani nie zajmowała się moim dzieckiem.
I nie chodzi mi o to że musiała, tylko dała to wszystko mojemu rodzeństwu a mi nie.
Ważne że masz wsparcie w żonie :)
Moja mama ma 3 braci. Kazdy z nich pracuje oprocz jednego, ktory nigdy nie moze znalezc pracy, a sprzatanie ulicy to dla wielkiego pana po podstawówce ogromna hańba. Moja mama wychowala sie w biedzie, wiec musiala do wszystkiego dojsc sama, to byly czasy kiedy z dzieckiem na reku stalo sie w kolejce po chleb przez 2 -3 godz. Owszem zyjemy na dobrym poziomie, ale to wszystko zasluga ciezkiej fizycznej pracy moich rodzicow i wielu wyrzeczen z ich strony. Wracajac do wojka. Nigdy dluzej niz rok nie pracowal fizycznie a dlaczego ? Bo latwiej bylo przyjsc do mojej babci i plakac ze nie ma sie na chleb, latwiej bylo pojsc do drugiego brata i prosic o wieczna pozyczkę( tzn darowizne) Moja babcia jest slepo zapatrzona w moim wojku. On ma ciezko w zyciu, on tak jak my nie ma samochodu, nie moze wyjechac na wczasy itd Potrafila oddawac polowe skromnej emerytury i zyc przez miesiac za zaledwie 300zl.Moj tata powiedzial ze zalatwi mu prace w swoim zakladzie( panstwowym) to on nie bedzie pracowal na 2 zmiany. Moja gdy tylko zwroci uwage ze przeciez moglby znalezc prace, ze moj drugi wujek sprzata ulice i bez problemu moglby pracowac ze wzgledu na to ze jego zona tez nie pracuje... To on powiedzial co ludzie powiedzial ze "B" zamiata ulicę. Nawet wciska babci ze byl pytav sie i nie ma pracy, ze go nie przyjma... Ze ty masz latwo masz prace, dom, samochod- tylko jakim kosztem. Czasem mama kocha jedno dziecko bardziej....
a szklankę wody na starość to by chcieli
Moi byli niezadowoleni, gdy pracowałem jako nastolatek (bo mniej im służyłem i mogłem spełnić jakieś mikromarzenia), gdy poszedłem na studia (bo się rzadko kontaktuję), a teraz wydaję płytę jak brat autora - nagrywane w domu, profesjonalna oprawa graficzna dzięki odpowiednim znajomym - i nawet nie wiedzą xd
Słowo "piekielność" Cię zdradziło, podpierdalaczu wyznań z innych stron.
A co ma piernik do wiatraka? To słowo jest tutaj zabronione?
Twój brat nie wyprowadził się od rodziców, bo zamiast kariery wybrał rodzinę :)
Chyba raczej wybrał bycie pasożytem.
Wystarczy, abyś dogadzał żonie ;)
Z drugiej strony nie powinieneś umiejscawia bratu. To bardzo fajnie ze wydał plyte
Może i fajnie, ale jakim kosztem? Brak szkoły automatycznie zamyka mu drogę do PRZYZWOITEJ pracy. Niestety, ale żyjemy w czasach gdzie średnie wykształcenie to podstawa