#Sfkk8
Szłam wtedy do 3 klasy podstawówki i byłam na kolonii. Na obiad był kotlet z jajkami w środku i do tego utoczone ziemniaki. Zjadłam zupę i nie dałam rady drugiego dania, więc odstawiłam talerz i udałam się do pokoju. W połowie drogi poczułam szarpnięcie za rękę i zobaczyłam opiekunkę kolonii, która zaprowadziła mnie z powrotem do jadalni. Postawiła przede mną 2 talerze. Na jednym leżał nadgryziony jajowy kotlet i talerz ziemniaków. Dostałam wybór, co wolę zjeść. Cudownie prawda? Zdecydowałam się na ziemniaki. Każdy kęs przepijałam szklanką kompotu. Opiekunka widziała, że pociąga mnie na wymioty, ale jedyne, co usłyszałam to słowa, które pamiętam do dzisiaj: "Jedz to natychmiast! Myślisz, że mi się tu chce z Tobą siedzieć?!
Zjadłam. Niestety całą drogę do pokoju i sam pokój zaznaczyłam wymiotami.
Bez puenty. Mam tylko nadzieję, że po skardze mojej mamy straciła pracę.
Nie powinno się zmuszać dzieci do jedzenia- stres tym wywołany spowoduje większe szkody w organizmie niż plusy, które przyniosą składniki odżywcze z jedzenia.
Jak dziecko będzie głodne, to samo będzie prosić o jedzenie. ;)
Pewnie, że nie powinno się zmuszać dzieci do jedzenia, ale na kolonii czasem wygląda to tak, że dziecko nie je obiadu, a potem obżera się słodyczami... Jak się pochoruje, to wina oczywiście wychowawcy... Co nie zmienia faktu, że wpychanie na siłę do porzygu, to nie jest wyjście ;)
Często na kolonii dziecko nie chce jeść obiadu, bo ma walizkę pełną słodyczy. Potem jest jakiś dłuższy spacer i to samo dziecko nie daje rady, męczy się na jakichkolwiek zajęciach, nie mówiąc już o bolącym brzuszku. A my, opiekuni, musimy coś wymyśleć. Jestem przeciwna wciskaniu na siłę, ale pilnowanie zeby dziecko zjadły jest obowiązkiem wychowawcy.
Ale jednak ja przykładowo przez takie zmuszanie mam uraz do jedzenia obiadów w szkole. Jadłam mało, ale tyle mi zawsze wystarczało, żeby się nasycić. I w zerówce rodzice zapisali mnie na obiady. Po niecałym tygodniu tego koszmaru zrezygnowałam. Nie dość, że posadzili mnie z dziećmi z szóstej klasy, to kazali wszystko zjeść... Trauma do końca życia. :"))
Jestem drużynową i już nie raz jechałam na obóz jako wychowawca i wiem że jest młodzież które trzeba zmuszać bo inaczej jadło tylko słodycze, nie raz czekamy pół godziny w stołówce bo ktoś nie może zjeść jednej kanapki lub zjeść łyżki zupy.Brak składników odżywczych może mieć konsekwencje w postaci np. awitaminozy.
No sory, ale skoro widzi, że dziecku chce się wymiotować no to halo, nie może wpychac dziecku na siłę...
@Aleks96 ja też tylko u zuchów :) ale problem jest ten sam.
@Czytelniczka56 nikogo nie zmuszam i jeszcze nikt mi nie zwymiotował. Znam 'możliwości' moich podopiecznych i wiem ile kto powinien zjeść. Każdego traktuje osobno.
Ja to chyba miałam bajkowe przedszkole. Na śniadaniach często była pasta rybna, ale dla tych którzy nie lubili- stały patery z żółtym serem. Dla totalnych niejadków były kanapki z masłem:D
Obiady były lekkie i pyszne. Raz tylko pamiętam, że nie mogłam zmęczyć pulpetów - siedziałam i dłubałam w obiedzie. Ale nawet wtedy nikt nie wpychał mi jedzenia na siłę. Nie mam żadnego obrzydzenia do pulpecików:D
Ja zawsze mało jadłam i wcale się potem nie obżerałam słodyczami. Zawsze byłam najmniejsza i najchudsza. Pani na zielonej szkole (3kl.) też kazała mi zostać i zjeść, płakałam nad talerzem bo już nie mogłam i dopiero kucharka mi powiedziała, żebym uciekała ;) a mimo, że wychowawczyni mnie nie pilnowała to nie uciekłam bo byłam zbyt uczciwa. Wiem też, że jak byłam w przedszkolu to sama mówiłam dość a jeżeli zjadłam chodź łyżke więcej to wszystko zwracałam.
Moja mama robiła "eksperyment", czy kiedy zgłodnieje to przyjde. Nie zgłodniałam. :D
Czasem trzeba motywować dziecko do jedzenia ale nie pchać na siłę. Tym bardziej, że dziewczyna zjadła wcześniej zupę, co wielu dzieciom starcza by się najeść.
Z takimi pedagogami, aż strach puścić dziecko na kolonie.
mnie w zerówce babka zmusiła do zjedzenia kanapki i zwymiotowałam jej na buty :D
Pytanie niekoniecznie o wyznanie, ale...
Co się dzieje ze stroną? Ładuje się w nieskończoność, a czasami w ogóle. Nie da się polubić żadnego wyznania i komentarza. Proszę naprawcie to :/
a ja zeby wejsc w cokolwiek to najpierw wchodze-wyskakuje blad i jak odswiezam to dopiero mi sie wyswietla
Jeszcze się w menu w góryn,prawym rogu wejść nie da :/
Ja w ogóle nie dałam rady wejść na stronę.
Na początku nie można było wejść w górne menu i napisałam do nich i po sprawie, teraz niech też ktoś do nich napisze ze zamulaj niech coś z tym zrobią
Też nie mogłam polubić żadnego wyznania, czy komentarza, nie mówiąc o wejściu w nową stronę, czy poczekalnię... ech, no co tu się dzieje? :( Dopiero po paru odświeżeniach coś-jakoś działa..
Albo błąd wyskakuje, albo przerywa ładowanie, albo po usiłowanie rozwinięcia komentarzy strona przeskakuje w górę :c
Już kilka dni jest coś nie tak. Czasem działa, a czasem w ogóle.
Też to ostatnio zauważyłam. Choć jest różnie, czasem działa, czasem nie. Wczoraj wchodziłam z komputera i działało, dziś telefonu znowu nie mogłam wejść w górne menu. O, właśnie sprawdziłam teraz - działa znowu.
U mnie wręcz nie da się wejść a poczekalnie, hity, moje komentarze, a czasami gdy włączam następną stronę pokazuje mi się Error
U mnie było dokładnie to samo. Pani w przedszkolu podeszła do kolegi siedzącego obok mnie i spytała, dlaczego nie ruszył kotletów mielonych. Chłopiec odparł, że nie lubi, na co ta gwałtownie chwyciła za widelec i wepchnęła mu do buzi. Instant reakcja, puścił soczystego pawia na talerz. Kiedy podeszła do mnie i powiedziałam jej to samo, odeszła w milczeniu.
Dzięki kolego, te wymioty mogły być ode mnie, ale zostałeś moim pawiowym bohaterem :D
To ja się spotkałam z nieco podobną sytuacją, będąc na praktykach, jak opiekunki dzieci z autyzmem itp, zmuszały te dzieci, żeby zjadły wszystko, co mają. Jedna dziewczynka miała chyba z 5 takich podwójnych kanapek, nawet nie były przekrojone i zmusili ją żeby je wszystkie na raz zjadła mając tylko kubek herbaty do popicia. Moim zdaniem to przesada, tyle to chyba chłopak nawet by nie zjadł za jednym razem..
Bo to zła kobieta była :(
Ziemniaczana trauma
Miałam podobną sytuacje. Pani próbowała mnie zmusić do jedzenia, ja powiedziałam, że nie zjem i tak siedziałyśmy jakiś czas, aż w końcu zdecydowała wpychać mi na siłę, więc zasłoniłam usta ręką i pomachałam głową, że nie zjem. Odpuściła. Potem już mnie nie zmuszała. Trzeba walczyć o swoje. :D
Ja mialam to samo w przedszkolu z fasolka. Zwymiotowalam jej na buty:D a fasolki nawet nie powacham do dzis
W przedszkolu jak niemal każde dziecko miałam wstręt do szpinaku i wątróbki. Szpinak dzisiaj uwielbiam (nie w formie papki!), wątróbki nie. Raz była właśnie na obiad. Opiekunki wiedziały, że jej nie cierpię, ale kazały mi zjeść. Siedziałam przez godzinę żując jeden gryz wątróbki. Inne dzieci poszły na leżakowanie, ja nadal siedziałam i żułam. I żułam. I żułam. Aż stał się gumowaty i bez smaku. W końcu pozwoliły mi wypluć i iść w swoją stronę, ale PO CO?!
bo z wątróbką jest tak, że albo ją sie uwielbia albo nienawidzi 😄 ma bardzo specyficzny smak i według mnie nie powinna być serwowana dzieciom bo mało które ją lubi 😄
Tez nie tykam ziemniakow... frytki,kluski i jakkolwiek przerobione, ale takich tluczonych czy nawet mlodych nie jem wcale... poprostu nie lubie
Dobrze, że to nie był KA-LA-FIJ-OR :)