#SRE7j

W Wielkanoc byłem zaproszony na obiad do rodziców mojej, obecnie już byłej, dziewczyny. Wcześniej widywałem się z nimi kilka razy i to na zasadzie "dzień dobry/do widzenia", więc wiadomo, duża sprawa, trzeba się ładnie ubrać itp. No to hop w koszulę, ładnie się uczesałem, kwiaty kupiłem i do boju. Jedzenia tyle, że starczyłoby to na miesiąc dla całej brygady wojskowej, stół się uginał od tego wszystkiego. Tak sobie jemy, typowe rozmowy w stylu "a co zamierzasz robić po studiach", wszyscy się ładnie uśmiechają, generalnie poznawanie rodziców 10/10. Ale oczywiście jestem takim życiowym przegrywem, że musiałem odwalić coś głupiego.

Jako że do krótkich nie należę i co jakiś czas trącałem kogoś nogami, to stwierdziłem, że sobie odsunę troszkę krzesło. Tylko że nie zauważyłem, że tuż za moim krzesłem jest dywan. Ale nie taki zwykły dywan, nie nie, to był dywan, który miał wysokość niezłego krawężnika, jak Boga kocham, normalni ludzie na 100 % nie kupują takich dywanów. Tak czy siak, tylnymi nogami krzesła stanąłem na krawędzi tego zrąbanego dywanu i gdy chciałem się rozsiąść, to się jakimś cudem "huśtnąłem" (nie wiem, jak to określić, każdy kto się kiedyś huśtał na krześle w szkole itp. to zrozumie), bo te tylne nogi mi z dywanu zjechały. W momencie huśtnięcia chciałem chwycić stół, żeby się nie wywalić, ale zamiast tego chwyciłem obrus, co mnie nie uratowało. Tak samo jak większości potraw ze stołu, w wyniku czego wylądowałem na podłodze w deszczu kotletów, ziemniaków, sałatek, talerzy itp. Cała ta akcja trwała jakieś dwie sekundy, następne dwie wychodziłem z szoku, a przez następne dwie wykonałem modlitwę do wszystkich bogów, żeby teleportowali mnie gdzieś daleko, a ja już zmienię sobie nazwisko i już nigdy nie wrócę do miasta. Generalnie głupio mi było cholera, szybko wstałem, powtórzyłem jakieś dwa tysiące razy przepraszam i rzuciłem się po ścierkę (kij wie czemu akurat ścierka wydawała mi się najlepsza, panika mi się udzieliła) do kuchni. Wbiegam, patrzę, jest, chwytam tę ścierkę i lecę do pokoju. I słyszę huk za plecami.

Okazało się, że ścierka była na takim haczyku, zaś ten haczyk to był od suszarki. I razem ze ścierką pociągnąłem suszarkę, na której było sporo naczyń. Które w sekundzie znalazły się na podłodze, w większości rozbite. Na szczęście niedoszli teście byli naprawdę spoko, jakoś ogarnęliśmy razem bałagan, który zrobiłem, powtórzyli jakieś dwa miliony razy, że nic się nie stało takiego, ja dwa miliony razy, że przepraszam i że mogę oddać piniondze za naczynia, jedzenia i straty moralne.

Z dziewuchą się rozstaliśmy, już wcześniej nam nie szło, a wielkanocny obiad to był taki gwóźdź do trumny.

PS Justyna, jeśli to czytasz, to jeszcze raz przepraszam.
A, i jak trzeba komuś rozpieprzyć dom, to dajcie znać, jestem w tym dobry :)
Expecto Odpowiedz

Akurat rozbieramy stary dom prababci, piszesz się na to?

trele Odpowiedz

Uśmieję się, jeśli dostanę twierdzącą odpowiedź na jedno pytanie. Autorze tego wyznania, czy studiujesz może jakąś inżynierię? :D

Sarah6277

Czyżby ktoś z realnego życia? 😂

trele

Nie, raczej chodziło mi o to, że śmiesznie by to wyglądało gdyby autor rzeczywiście był inżynierem i polecał się do demolki czyjegoś domu :)

AnanaseQ

Dla mnie śmieszne to i tak by nie było 😉

allex Odpowiedz

Mam tak samo jak Ty! Ożeń się ze mną a naszw rodziny będą jadły z podłogi zamiast z talerzy!

xbomba Odpowiedz

Myślałam, że to ja jestem najlepsza w robieniu chaosu, a tu proszę.. :D

Jasnosiwa Odpowiedz

Swietnie to napisales, autorze :D

haka Odpowiedz

Booooli mnie brzuch ze śmiechu 😄 Takiego człowieka - demolki to ze świecą szukać

KucykPony94 Odpowiedz

Leżę i nie wstaję. Wygrałeś system

MarlaDurden Odpowiedz

Bardzo mi się podoba twój styl pisania. Taki zabawny chłopak to skarb. ;)

Lulka232 Odpowiedz

Z grubej rury 😂😂😂

askdef Odpowiedz

Jak już się wali to wszystko :D

Zobacz więcej komentarzy (73)
Dodaj anonimowe wyznanie