#Rlfe5
Gdy opuszczamy autobus, to wychodzimy pierwsi, a gdy wchodzimy, to drudzy. Niestety nie wszyscy to rozumieją i wolą komplikować życie innym, a również i sobie.
Chciałam opuścić autobus, drzwi się otwierają, chcę wysiadać, ale nagle wpycha się do środka baba. Nie zdążyła wejść, bo runęła na ziemię, potykając się o schodek autobusu.
Mówcie co chcecie, że znieczulica, że prostak, ale zaczęłam się śmiać i poszłam dalej. Nikt nie pomógł babeczce, bo prawdą jest, że nie trzeba było się pchać, tylko dać wysiąść ludziom, szczególnie że było tłoczno.
Tak mi się przypomniało, jak, będąc na pierwszym roku studiów, czekałam kiedyś na przystanku wraz z drugą, nieco starszą ode mnie panią, az starsza pani z plecaczkiem na kółkach się wytoczy z miejskiego autobusu. Trwało to niemiłosiernie długo, ale cierpliwie zaczekałyśmy do końca, po czym dostałyśmy od rzeczonej ochrzan, że żadna z nas jej nie pomogła, a "w szczególności ta młoda". Byłam w tym czasie jeszcze mocno nieśmiała i też średnio doświadczona w takich sytuacjach, więc zwyczajnie nie przeszło mi przez myśl, żeby w ogóle zaproponować pomoc, zwłaszcza że to był mały plecak do ciągnięcia na kółkach, nic do dzwigania. Chwilę mi ta sytuacja w głowie siedziała, ale doszłam do wniosku (ktory wysnuł też każdy, komu o tym opowiadałam), że jak chciała pomocy, to trzeba było o nią poprosić. Bo zakładam że jakbym wystartowała do tego jej plecaczka, to jeszcze by mnie zwyzywala od złodziei, że jej plecaka dotykam.
Karmę może miała w zmęczonych torbach, a tak to po prostu się potknęła. I może kiedyś ktoś ją wepchnął z kolejki, dlatego teraz tak gorliwie prze do przodu żeby się nie powtórzyło. Za każdym człowiekiem stoi jakaś historia.