Kiedy miałem jakieś cztery czy pięć lat, umiałem już normalnie korzystać z toalety. W pewnym momencie coś mi się przestawiło – miewałem zatwardzenia, męczyło mnie to okropnie, a rodzicielka jedyne co była w stanie mi zaoferować, to rumianek (teraz już wiem, że to jest zespół jelita wrażliwego i wystarczyłby zwykły syrop, ale wtedy nikt o tym nie wiedział). Nie lubiłem chodzić na dwójkę do toalety, bo kojarzyła mi się już tylko z bólem brzucha. No i w końcu wpadłem na to, że będę robić w gatki... Rodzicielka nie wiedziała, jak mnie tego oduczyć, pytała, czemu nie wołam, że muszę do toalety, dlaczego chowam się do kąta i robię w spodnie. Wtedy nie chciałem się przyznać, ale sprawiało mi wielką przyjemność, że mały, twardy bobek siedzi mi w bieliźnie.
Nie mam pojęcia, czym się kierował mój kilkuletni mózg.
Całe szczęście mi przeszło.
Dodaj anonimowe wyznanie
To musi być wyzwolonyy. Siedzi na twardym klocu i pisze wysrywy na anonimowych.
Poprawiam - rozwolnionyy 😁
Odpowiadam ci tylko po to, żebyś zobaczył kolor mojego nicku
Nietypowe. Na ogół dzieci zgłaszają każdą formę bólu, nawet ją wyolbrzymiając.
To potrzeba atencji i rozwiązania problemu.
U mnie przez kilka lat zwykły plaster opatrunkowy leczył większość dolegliwości dziecka 😉