Tydzień temu dowiedziałam się, że moja mama ma raka. Zawsze byłam do niej bardzo przywiązana emocjonalnie, wręcz uzależniona emocjonalnie. Strasznie przeżywam jej pobyt w szpitalu, nie mogę przestać o niej myśleć w dzień i w nocy. Panicznie boje się że zaraz umrze a ja bez niej nie będę potrafiła żyć. Nie umiem normalne funkcjonować, skupić się na czymkolwiek i żyć. Czasem nawet myślę, że jeśli odejdzie, to odejdę razem z nią. Boję się zostać sama, mimo że mam dużą rodzinę i męża. Boję się zostać sama w pokoju, od razu dzwonię do mamy. Biorę leki od psychiatry, ale i tak sobie nie radzę. Bardzo chciałabym, żeby mama wyszła ze szpitala.
Dodaj anonimowe wyznanie
Musisz mimo wszystko przetrawić tę myśl, że ona kiedyś odejdzie. Teraz za wcześnie na to, mam nadzieję że wyzdrowieje.
Słuchaj, rak rakowi nie jest równy. Moja przyjaciółka miała raka piersi, na samo dzień dobry usłyszała od "empatycznego" lekarza, że zostało jej pół roku życia. Przeszła mastektomię, chemioterapię, radioterapię. Jest już 7 rok po diagnozie i ma się dobrze :) nie chcę Ci dawać fałszywej nadziei, ale współcześnie jest ogrom nowotworów i niektóre naprawdę da się pokonać.
Bądź silna dla Mamy, tak jak ona jest teraz dla Ciebie. To Ona potrzebuje wsparcia, nie Ty!
To naturalna kolej rzeczy. Ta pępowina powinna już wcześniej być przecięta. Nie jest nam dane tu na ziemi żyć wiecznie. A Ty jesteś dla swojej rodziny równie ważna, co Twoja mama dla Ciebie.
Idź do psychoterapeuty. Rozmowa o emocjach pozwoli ci się z nimi uporać, a przy okazji nie będziesz niepokoić mamy swoim stanem. A jeśli jesteś niepełnoletnia to poproś tatę by cię zapisał albo sama zacznij pisać. Po prostu weź kartke papieru i długopis i pisz wszystko co ci przychodzi do głowy. Nie zwracaj uwagi na styl, gramatykę, ortografię. Daj myślom przejść na papier. Masz prawo do takich emocji, a same leki od psychiatry ich nie usuną.
Ma męża, raczej jest pelnoletnia.
@Dragomir, racja, umknęło mi to :) . To tym bardziej Autorko, idź to przegadać z terapeutą.
Do psychiatry też chodzi... Widać umknęła ci większość wyznania :p
Eldigar, nie, nie większość wyznania mi umknęła. Napisałam, że leki od psychiatry to nie wszystko. Co innego psychiatra, co innego psychoterapeuta. To z psychoterapeutą spędzasz godzine rozmawiając o swoich emocjach, a on ci pomaga je przetworzyć i sobie z nimi poradzić. W takim przypadku jak tutaj psychiatra powinien dać jakieś leki uspokajające/nasenne i skierować do psychoterapeuty.
Mam wrażenie, jak gdybym to pisała ja sama, w przeszłości. Zawsze miałam najlepszą więź z mamą. Moje główne towarzystwo w dzieciństwie to: rodzice, dziadkowie i bardzo rzadko kuzynostwo. Mama była i jest bardzo fajna, prawie wszyscy ją lubią. Myślę jednak, że moje przywiązanie do niej wynikało po części z braku innych osób w najbliższym otoczeniu - ojciec pracował daleko i zdarzało się, że nie było go przez dłuższy czas. Możliwe, że im mniej mamy osób, tym każda z nich jest dla nas cenniejsza. Mama nie trzymała mnie przy sobie "na sznurku". Namawiała na wyjazdy na obozy tematyczne latem, ale nie chciałam. Bez niej czułam się dziwnie. Nie chciałabym, żeby moje dzieci kochały mnie tak mocno. Jak zdrowie pozwoli, to będę mieć ich więcej niż jedno i będą jeszcze miały siebie. Pogodziłam się częściowo z tym, że kiedyś zostanę sama na świecie, jeśli chodzi o moich krewnych. Autorko, nie załamuj się. Może uda się wyleczyć mamę. Bądź dla niej tak dobra, jak tylko możesz. Spędzajcie czas tak radośnie i owocnie, jak tylko się da. Podziękuj jej za dobro i przeproś za jakieś przewinienia. To jest rada dla wszystkich, bo przecież każdy potencjalnie może umrzeć, nawet gdy nie wie o żasnej chorobie.