#RGOZ7
Gdy poszłam do gimnazjum, oprócz lekcji w szkole codziennie miałam zajęcia dodatkowe. Uczyłam się trzech języków obcych, miałam korepetycje z matematyki i fizyki. Potrafiłam po 8h w szkole i 1,5h angielskiego pójść na 1,5h popływać. I tak 4-5 razy w tygodniu. Z zapałem oglądałam wszelakie filmiki dotyczące WOPR-u, czytałam książki, na które skrupulatnie odkładałam pieniążki. Moja domowa biblioteka mogłaby spokojnie zaopatrzyć profesjonalistów.
Poszłam do liceum, dalej ostro trenowałam. Poznałam przyjaciół, którzy z początku niechętnie słuchali o mojej pasji, ale z czasem się do niej przekonali. Nie miałam innego planu, zawsze stawiałam na ratownictwo wodne, nie miałam innej pasji niż pływanie, ponieważ wszystkie zajęcia dodatkowe to był mój obowiązek, nie przyjemność.
Wreszcie nadeszła moja osiemnastka, w dniu urodzin zrobiłam trzy najważniejsze rzeczy: poszłam na trzygodzinny trening, zapisać się na kurs WOPR i zrobić tatuaż symbolizujący tą jednostkę, który zaplanowałam jak miałam 13 lat. Wielki, na przedramieniu, żebym każdego dnia budząc się widziała, co tak naprawdę się dla mnie liczy.
Moi przyjaciele zrobili mi niespodziankę i razem ze mną zgłosili się jako chętni do bycia ratownikami, ot tak, żeby spróbować. Kilka tygodni przed pierwszymi zajęciami bardzo źle się poczułam, poszłam do lekarza. Okazało się, że mam niegroźną wadę serca, która wykształciła się podczas dojrzewania. Niby nic, ale nie mogłam zostać ratownikiem. Mój cały świat się zawalił, nie wyobrażałam sobie robić cokolwiek innego. Nie miałam innej pasji.
Pisząc to siedzę na brzegu jeziora i patrzę na "znajomych", którzy świetnie się bawią w czerwonych strojach. Tylko szkoda, że jak się dowiedzieli to nawet mnie nie pocieszyli. Teraz trzymają tylko z ratownikami. Dzięki mnie spróbowali, a ja nie mam innych perspektyw. Moje jedyne marzenie legło w gruzach.
Pozdrawiam wszystkich Anonimowych Ratowników Wodnych, to co robicie jest piękne ;)
Życie pisze różne scenariusze :)
Pasja łączona z pracą? Raczej o to ciężko, chyba niewielu ludzi ma taką możliwość. Bo co innego mieć fajną pracę i czuć się dobrze w niej, a co innego skrycie o czymś marzyć. Prędzej czy później się czymś zajmiesz, może też z czasem Ci coś podpasuje.
Jesteś młoda, całe życie przed Tobą. Trzymaj się :)
Niekoniecznie to taka rzadkość. Ja robię to o czym zawsze marzyłam.
:-)
@ToTylkoJa90 szczerze gratuluję :)
Jednak mimo wszystko zostanę przy swoim zdaniu, że to jednak rzadkość. Może nie do końca rzadkość, ale na pewno mniejszość :D
A powiesz nam czym siė zajmujesz?
to, że oficjalnie nie jesteś ratownikiem nie znaczy, że nigdy nikomu życia nie uratujesz trzymaj się :)
A moze moglabys zostać instruktorem? Nie znam się zupełnie na wymogach ale to chyba nie jest aż tak obciążająca zdrowie praca jak bycie ratownikiem
Nawet sobie nie wyobrażam jak musisz się czuć. trzymam kciuki byś odnalazła inną pasję, w której mogłabyś się spełniać całkowicie i prawdziwych przyjaciół, a nie jakiś podrabiańców ! ;)
Tak mi przykro. :c
Też jestem ratownikiem, adekwatnie nie wodnym. :) Jeżeli nie możesz być ratownikiem wodnym, może spróbuj nauczać Pierwszej Pomocy? Jest to super sprawa i widać wdzięczność. Ja osobiście to robię w PCK, ale możesz znaleźć inną grupę. :)
Pozdrawiam i głowa do góry!: )
Tak myślałam, że będzie to historia o niespełnionym marzeniu :D
Autorko, nie martw się, znajdziesz jeszcze niejedne pasje, które będziesz mogła robić :)
A do "przyjaciół" to nie mam słów..
Spróbuj w stowarzyszeniu paramedycznym np. PCK albo MSM, sama jestem ratownikiem Malty i na prawdę myślę że ty też powinnaś spróbować chociaż z woda nie ma to nic wspólnego ;)
Nie martw się, znajdziesz inną pasję, wiadomo w życiu nie zawsze jest łatwo, ale musisz działac i sie nie załamywać :) Trzymam za Ciebie kciuki ;-)
Zaszczepiłaś w innych pasję, a w momencie, w którym ich potrzebowałaś, po prostu się wypięli. Aż zacytuję klasyka "Świat jest piękny, tylko ludzie to *****". Życzę powodzonka, wytrwałości i znalezienia innej pasji. :)