#RCbKa
Jestem w ostatniej klasie gimnazjum, wraz z przyjaciółką *na potrzeby historii nazwijmy ją X* w połowie dnia stwierdziłyśmy, że nie chce nam się już siedzieć w szkole; wiadomo, kwiecień, coraz cieplej, to i dzieciaki się rozleniwiają.
Zastanawiałyśmy się, gdzie by się skierować, wybór ostatecznie padł na jedną z popularniejszych sieci fast foodowych w centrum miasta, więc od szkoły miałyśmy ładny kawałeczek.
Załadowałyśmy się na tylne siedzenia w autobusie, naprzeciwko siebie i tak sobie pewien czas jechałyśmy, rozmawiając. W pewnym momencie wsiadł pewien mężczyzna, nie zwróciłyśmy na niego zbytniej uwagi, za bardzo pochłonięte rozmową, jednak, kiedy usiadł obok X, rzuciłam mu ukradkowe spojrzenie. Wyglądał przeciętnie, jak 346326 innych mężczyzn - średni wiek, łysa głowa, okulary oraz skórzana teczka.
Po szybkim zlustrowaniu osobnika, wróciłam do rozmowy z X. Po jakimś czasie, kątem oka zauważyłam, że ów mężczyzna spogląda to na mnie, to na X, nie dość, że nachalnie, to jeszcze w ogóle się z tym nie krył.
Poirytowana jego zachowaniem, odwróciłam głowę w jego stronę, żeby mu zwrócić uwagę i... osłupiałam. Facet bezczelnie, w miejscu publicznym, zasłaniając się z jednej strony, niestety nie z tej mojej, ww. teczką, po prostu walił konia do dwóch szesnastolatek. W MIEJSCU PUBLICZNYM.
Zaczęłam dyskretnie kopać X po nodze, żeby zobaczyła, co tu się właśnie dzieje. Jak tylko połapała się w sytuacji, wzięła swoje rzeczy i przesiadła się do dalszej części autobusu, momentalnie poleciałam za nią. Typ wciąż na nas patrzył przeszywającym wzrokiem z końca autobusu, a czynności, której się oddawał bynajmniej nie zaprzestał. Wysiadłyśmy na najbliższym przystanku, a on za nami! Szybkim krokiem weszłyśmy w tłum ludzi i oddaliłyśmy się. X miała już łzy w oczach.
Po dłuższym przemyśleniu tego zdarzenia, zastanawiam się, czemu nie poszłyśmy z tym do kierowcy, albo chociaż jakiegoś dorosłego, który jechał z nami. Wydaje mi się jednak, że byłyśmy za bardzo roztrzęsione tym, co się chwilę wcześniej wydarzyło, żeby myśleć racjonalnie.
Czas przerzucić się na rower.
Rany, jak bardzo powalonym trzeba być, żeby coś takiego robić w miejscu publicznym?!
W moim mieście jakiś gość robił to w parku : /
Mi znajomi opowiadali, że koło akademiku był park i w tym parku za drzewami zawsze chował się taki facet i obserwował wychodzących studentów i oddawał się masturbacji. Raz szukając przedziału w pociągu wszedłem tez do jednego gdzie leżał rozwalony facet bez skrępowania masturbując się...
U mnie w mieście pewien pan zboczeniec chodził sobie do katedry na jakąś w miare mało uczęszczaną mszę i również walił konia
@Herbatkalove, było tu wyznanie o tym. Twoje?
Hehe powalonym XD
Nie, nawet nie pomyślałam że tu być coś takiego ;-)
Po czymś takim miałabym do końca życia traumę na komunikację miejską
Uwierz mi, ze od tamtego zdarzenia, ile razy nie wsiade do autobusu, to uważnie się rozglądam, czy przypadkiem nie ma gdzieś tego mężczyzny.
Na przyszłość polecam spojrzeć takiemu facetowi prosto w oczy i głośno(żeby jak najwiecej ludzi usłyszało) zapytać "i czym się tak pan chwali?" czy coś w tym stylu. Głupie, ale niezwykle skuteczne. ;p
Przesadzacie
Ja po bardzo podobnej sytuacji mam traumę na wychodzenie na różne spacery, rolki czy rower..
szczerze? przylachałabym z niego i zaczęła publicznie wyśmiewać :D wiem.. chamska jestem xD
Dojeżdżam na uczelnie pociągiem. We wtorki zaczynam wykłady o 7, pociąg odjeżdża chwilkę przed szóstą. Pewnego ranka siedziałam sobie jak niby nigdy nic. Po drugiej stronie peronu siedział młody chłopak w dresie. Zauważył, że go obserwuję, wyciągnął sprzęt i zaczął robić sobie dobrze, patrząc na mnie lubieżnie. Najgorszym uczuciem jest ta bezsilność, kiedy nie wiesz co zrobić więc nie robisz niczego.
Ja "poznałam" dwóch takich typków. Jednego widziałam dość często na starówce, zawsze jechał rowerem, przejeżdżał obok młodych dziewczyn, oglądał się za nimi, następnie jechał pod pierwszy lepszy krzak lub murek i wiśta wio.
Drugiego z kolei spotkałam na Polu Mokotowskim (kto z Wawy lub nawet niekoniecznie, ten wie). Siedziałyśmy z koleżankami na trawie, znowu podjechał pod krzaki jakiś stary typ na rowerku, stanął, gapił się na nas i dawaj... Wtedy już jednak byłyśmy nieco starsze i postanowiłyśmy do niego podejść, zwiewał aż się kurzyło :)
No to jak bylam w podstawowce to byl taki stary dziad co sie przed dziecmi onanizowal i zapraszal do siebie, ze niby da cos slodkiego. Z tego co mi wiadomo to chyba nikt sie na to nie nabral. Ale teraz juz ten zbok nie zyje... niech mnie piorun trzasnie ale na szczescie, bo niewiadomo ile dzieci skrzywdzil i ile moglby jeszcze skrzywdzic
Trzeba mu bylo glosno nawymyslac, zeby kazdy obecny tam to slyszal.Pewnie ktos by go z tamtad wyrzucil na ulice
W Trójmieście w kolejkach SKM takie sytuacje zdażają się co chwile....
Mało wrażeń pewnie ma w życiu to se zaszalał ziomek. :v
Czyżby to ten powaleniec z Zamoscia?
Też z tym skojarzyłam 😉
Mieszkam niedaleko Zamościa, możecie napisać o co chodzi?
@PaniSherlock była sytuacja że pan poczynał sobie, jak ten opisany w wyznaniu. O ile dobrze pamiętam to dział się to na przystanku koło nowego szpitala (nie jestem pewna). Poza tym na "Plantach" chodził pan który zaczepiał ludzi (w tym dzieci), odkrywał płaszczyk i pokazywał co pod nim ma. Odsyłam do spotted Zamosc choć nie wiem czy po takim czasie (około 3 tyg) będzie można znaleźć ten post.
Byłam kiedyś w podobnej sytuacji, z jedną małą rożnicą: obydwie z przyjaciółką zamiast uciekać wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem. Efekt do przewidzenia: dręczyciel zwierząt uciekł i to dosyć szybko, nadal zasłaniając 'kucyka'